Premiera HBO GO: "Walka klas" - czyli co wybrać, ideały czy realne życie?

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Jak wiadomo cudnie jest mieć ideały szczytne i chwalebne. I równie cudnie jest żyć z nimi w zgodzie pełnej. Tyle, że jest to dosyć proste, gdy świat nam sprzyja i nasze ideały z życiem doczesnym splatają się wręcz idealnie. Ale co wtedy, kiedy zaczyna zgrzytać? I z jednej strony mamy te wartości napięte do granic, a z drugiej nasz malutki, osobisty interes? I kiedy musimy wybrać ze świadomością, że tak czy siak nas zaboli? Zgrabniutka francuska komedia „Walka klas” osadzona jest właśnie na tym dylemacie. I choć niby dotyczy świata innego niż nasz, to przecież tak naprawdę jest również o nas.

W kinach zaczęły się wakacyjne nudy, warto więc zajrzeć do serwisów VOD, bo tam jest chociaż odrobinę różnorodniej. I tak w HBO GO trafimy na premierę całkiem uroczą, czyli francuską komedię „Walka klas”. A uroczą, bo to taki miks lekkiego żarciku z satyrą na realne problemy społeczne – takie miksowanie Francuzom w ostatnich latach wychodzi zaś wyjątkowo sprawnie. I choć jak zawsze kończy się nieco mdławo i politycznie poprawnie, to można się na tym filmie pośmiać szczerze, a po nim zadyskutować po świt.

Tak więc mamy rodzinę lewicowych mieszczuchów. On to muzyk punkowy, parę dekad temu nawet popularny, ona to prawniczka, arabskiego pochodzenia. Parę lat temu przenieśli się na przedmieście, gdzie z innymi podobnymi sobie rodzinami żyją do bólu smart, eko i multi-kulti. Tyle, że w pewnym momencie białe dzieciaki znajomych zaczynają znikać z publicznej szkoły na przedmieściu i trafiają do szkół prywatnych - lepszych i bezpieczniejszych. Bo ideały ideałami, ale przyszłość dziecka ważna jest. No i wkrótce synek naszej pary zostaje jedynym białym w bardzo kolorowej klasie, a para staje przed potężnym dylematem.

Sporo tu tematów socjo, niby francuskich, ale przecież nie tylko, bo w gruncie rzeczy podziały wynikają nie tyle z rasy czy religii, co ze statusu społecznego i finansowego. Czegóż tu więc nie mamy – i lewicowe mity, i społeczne fobie, i religię, i funkcjonowanie systemu szkolnego w publiczno-prywatnym zlepieńcu, i instytucję rodziny. Plus „Walki klas” jest taki, że paradoksy systemu podawane są nam zwiewnie, satyrycznie, bez napinki - choć ładnie punktuje się tu różnice w sposobie myślenia zależnie od punktu siedzenia. I zgrabnie wykorzystuje choćby dyskusje rodziców z dziesięciolatkiem, który zadaje proste pytania, na które trudno odpowiedzieć . Jak wtedy, gdy rodzice tłumaczą mu, dlaczego w jego świeckiej szkole wszyscy są muzułmanami albo chrześcijanami, a tylko on jest nikim.

Cóż, Walka klas” to film klasyczny formalnie, dobrze zagrany i naprawdę zabawny. Ot, choćby w tym momencie, gdy tata, stary punkowiec stara się zapisać syna do katolickiej szkoły i tłumaczy ojcu dyrektorowi, że w jego utworze „J…ć papieża” nie ma nic osobistego. I jasne, wiemy w którą stronę to powędruje, bo wszystkie filmy wędrują w tę samą politycznie poprawną stronę. I wiemy, że zrobi się trochę kliszowo, bo zawsze się robi. Ale w powodzi komedii głupich i głupszych to i tak smakołyk. I to nie tylko w wakacje.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie