Premiera Netflix: “Cząstki kobiety” – czyli to, co kochamy w kinie najbardziej

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Każdy radzi sobie z tym inaczej. Albo raczej sobie nie radzi. Bo gdy zderzymy się z traumą o ekstremalnym natężeniu, to zwykle radzenie sobie z nią wychodzi nam średnio. Jasne, takich modelowych rozwiązań wygrzebywania się z dołka zawsze parę można wskazać, ale to, co u jednych jest patentem skutecznym, innych tylko zanurza w rozpaczy. Ale czy w ogóle da się uratować dotychczasowy świat po tragedii takiej, jak śmierć dziecka? Nigdy do końca.

„Cząstki kobiety” to premiera Netfliksa – zaskakująca, bo lśniąca jak perełka cudna w zalewie produkcji badziewiastych i infantylnych. Ale Netflix to do siebie ma, że wciąż chce nam się te perełki łowić... „Cząstki kobiety” to kino – jak kiedyś mawiali ludzie obyci – festiwalowe. Do tego też smaczne konstrukcyjnie, bo po półgodzinnej, mocnej jeździe na starcie dostajemy półtorej godziny rozpadu relacji pokazanych w zupełnie innym tempie. Jasne, arcydzieło to nie jest, można by się paru rzeczy uczepić, ale to na pewno film, który z głów nam długo nie wyparuje. A przecież to właśnie kochamy w kinie najbardziej.

Tak więc mamy parę, której dobrze ze sobą, choć nie do końca wiadomo dlaczego. Ona pochodzi z dostatniej rodziny, on to budowlaniec po przejściach. Właśnie ma się urodzić ich dziecko – w domu, tylko z położną. No i oglądamy drobiazgowo pokazywany proces porodu, w którym wiele rzeczy nie idzie tak, jak powinno. Zaczyna się od tego, że wybrana położna przysyła zastępczynię, a kończy na narodzinach dziecka, które po paru chwilach umiera.

I najpierw siedzimy wbici w fotele po tej turbo-sekwencji, a potem zaczynamy śledzić to, co dzieje się z naszą parą i paroma bliźnimi dookoła nich, przez następny rok. Ona tkwi w żałobie, choć pozornie pozbywa się wszystkiego, czego pozbyć się może, a co kojarzy się z tragedią. On chce radykalnego pożegnania i ucieczki w przyszłość, ale też wspólnoty w przeżywaniu bólu. Z kolei matka kobiety szuka wytłumaczenia w zemście na położnej. Wszyscy wywierają na siebie presję, nie rozumiejąc wyborów innych, a kiedy presja nie przynosi efektów, uciekają w bardzo niedobre rejony. Bo tak naprawdę każdy najbardziej przejmuje się tu swoim własnym bólem. Ale tak to w życiu jest... Zastanawiamy się więc, czy ta rodzina ma jeszcze szansę? I coraz boleśniej czujemy, że nie ma.

Cóż, można by się poszydzić z twórców „Cząstek”, że ufundowali nam katalog możliwych zachować w takiej sytuacji, a potem tylko obudowali go filmowo. Ale ten katalog czemuś tu służy. Można by też uczepić się tego, że tak jednokontekstowo poznajemy głównych bohaterów… Ale czy to nie wystarczy?

Ten film jest oczywiście mocny dzięki aktorom. Vanessa Kirby jest kapitalna, Shia LaBeouf to już nie gwiazdorek filmów dla dzieci, a Ellen Burstyn to klasa mistrzowska. Fundują nam i rollercoaster, i porozciąganą refleksję, ale wciąż naładowaną emocjami. Aż cieszymy się, że nie oglądamy „Cząstek” w ciemnym kinie, a w bezpiecznych okolicznościach serwisu VOD.

Danuta Stenka w nowym serialu "Nieobecni". Jak go ocenia?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie