Premiera Netflix: “Sabat sióstr” – czyli piekło kobiet aż tak bardzo się nie zmienia

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Fot.Netflix

Czterysta lat minęło. I niby wszystko się zmieniło, a jednak jakby nie zmieniło się nic… Bo w końcu oglądamy opowieść o piekle kobiet, które gotują im mizogini, podkręceni religijnym fanatyzmem i seksualnymi obsesjami. Mizogini, który zrobią wszystko, byleby przetrwał ten świat, który im właśnie gwarantuje władzę absolutną nad duszami i ciałami bliźnich. Skądś to znamy? Trochę tak. Choć na szczęście te 400 lat to nie w kij dmuchał i coś tam się jednak zmieniło. W końcu dziś nikt już czarownic na stosach nie pali.

„Sabat sióstr” – premiera tygodnia w Netfliksie – to przypowieść tak daleka od typowych horrorów o sabatach i wiedźmach, jak tylko można sobie wyobrazić. Fani produkcyjniaków ze strachami poczują się więc pewnie leciuchno rozczarowani, za to paru smakoszy aż zaćwierka z radości. „Sabat sióstr” to bowiem historia kameralna, cudnie podana – mamy wrażenie, jak byśmy oglądali płótna starych mistrzów – i solidnie naładowana emocjami. Różnymi, bo złośliwy humor przenika się tu z grozą, dramatem i bólem w ładnie skomponowanych dawkach. Do tego choć to historia oczywista w swojej wymowie, to zgrabnie pokazująca też racje i motywacje drugiej strony.

Tak więc przenosimy się do kraju Basków z początku XVII wieku. Inkwizycja szaleje, jeden z sędziów wytrzebił już czarownice w okolicznych miastach i miasteczkach, zostają mu tylko odległe wioski żeglarzy. Łatwy cel. Mężczyźni na morzu, kobiety zostały same, więc na pewno zły wodzi je na pokuszenie. Sędzia wraz ze świtą aresztują kilka dziewcząt. Te nie wiedzą, o co chodzi, ale szybko – podczas tortur i przesłuchań - orientują się, że zostaną spalone. Jedyną szansą jest dotrwanie do momentu, kiedy wrócą statki z ich ojcami, mężami i braćmi. Panie podejmują więc grę. Obiecują sędziemu udział w sabacie.

Jak mówią inkwizytorzy, nie ma nic groźniejszego, niż tańcząca kobieta. To w końcu przejaw wolności, do tego podejrzanej, bo jak kobieta tańczy, to dla kogoś, przecież nie dla siebie… Ta wizja świata utkana z religijnych i seksualnych obsesji - przesłuchania to w gruncie rzeczy sadystyczne rozrywki, nikogo nie interesuje, co kobieta powie, bo przecież wiedźma i tak zawsze kłamie - budzi grozę. Równie mocną, jak znacznie bardziej cyniczna konstatacja, że nie można pozwolić na odwrócenie porządku wszechświata. A ten wszechświat kraju Basków aż się prosi o karę, bo to taka kraina wykluczonych – samotne kobiety, zamorscy imigranci, do tego wszyscy mówią w tym swoim języku… To nie może przetrwać w świecie bez szarości, gdzie nikt nie ma prawa mieć wątpliwości.

Film, mimo swojej malarskości, jest bardzo czytelny, tak jak i używana symbolika – choćby długich kobiecych włosów. Do tego pan reżyser czaruje i grą zbliżeniami, i scenariuszowymi odjazdy, jak choćby nawiązania do filmowej klasyki. I choć co prawda niektóre sceny trącą lekką przesadą, to całość porusza. Też dzięki aktorom i aktorkom, a zwłaszcza Amaii Aberasturi w roli liderki więzionych kobiet. Czasami aktor naprawdę pomaga nam uwierzyć w jakąś opowieść. I tak jest tym razem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie