Proboszcz z Torunia uwielbia gotować

Proboszcz z Torunia uwielbia gotować

Michał Żarski

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

- Lubię gotować dla siebie i dla innych. Lubię też rozmawiać o jedzeniu - przyznaje ks. Walukiewicz

- Lubię gotować dla siebie i dla innych. Lubię też rozmawiać o jedzeniu - przyznaje ks. Walukiewicz ©Jacek Smarz

Ks. Michał Walukiewicz, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Toruniu - o gotowaniu
- Lubię gotować dla siebie i dla innych. Lubię też rozmawiać o jedzeniu - przyznaje ks. Walukiewicz

- Lubię gotować dla siebie i dla innych. Lubię też rozmawiać o jedzeniu - przyznaje ks. Walukiewicz ©Jacek Smarz

Co uznałby ksiądz za największe zaskoczenie w kuchni podczas gotowania?

Chyba łączenie smaków, o których nie przypuszczałbym, że można je łączyć. Na początku największe zdziwienie wywołują takie rzeczy, jak mieszanie ostrych smaków ze słodkimi, pewnego rodzaju przypraw z różnymi dodatkami do sosów czy innych potraw. Człowiek czyta przepis i mówi: nie, to nie będzie do siebie pasowało, te dwie rzeczy nie mają szans ze sobą harmonizować. Nagle okazuje się, że po podgrzaniu jeden smak nie wyklucza drugiego, a raczej oba podkreślają się wzajemnie, i mamy miłą niespodziankę.

Jeśli chodzi o łączenie smaków, słyszałem kiedyś o kurczaku w czekoladzie, ale nie miałbym odwagi, aby go spróbować.

Też mam takie przepisy na różnego rodzaju mięsa z czekoladą, ale chyba też tak odważny nie jestem. Przyznam, że w tym względzie jestem kucharzem, co prawda amatorem, ale tradycjonalistą. Bez liści bananowca i macek ośmiornicy, bardziej z wykorzystaniem produktów klasycznych, co nie oznacza, że nie lubię kuchni chińskiej czy indyjskiej, w której spotyka się bardziej ostre lub orientalne przyprawy. Wszystko to jednak mieści się w ramach tak zwanego klasycznego kanonu potraw.

Czytaj też: Wigilijna opowieść z Kresów



A co jest, według księdza, tym klasycznym kanonem?

Zależy, o jakim rodzaju kuchni mówimy. Czy o dalekowschodniej, czy o naszej rodzimej.

O naszej, polskiej.

Taki kanon trudno określić, bo często o nim myślimy w kontekście ziemniaków, schabowego i mizerii, ewentualnie buraczków. I rosołu z makaronem. Oczywiście, uwielbiam rosół z makaronem, uwielbiam mizerię, schabowego i ziemniaki, ale można to czasem podać w inny sposób. Ponieważ ja i żona pochodzimy z dwóch krańców Polski, ja jestem z urodzenia gdańszczaninem, a żona pochodzi z Zabrza, więc jest Górnoślązaczką, nasza domowa, w tym świąteczna kuchnia jest wypadkową naszych rodzinnych tradycji i zwyczajów regionalnych. Mieszkając na Pomorzu i Kaszubach, osobiście nie znałem takiego dania jak makówki, żona niekoniecznie znała kompot z suszonych owoców. Nie znałem też ziemniaków tłuczonych i zmieszanych z kiszoną kapustą. Na Śląsku mówi się na nie potocznie panczkraut, słyszałem też określenie parzybroda, co jest już bardziej regionalnym określeniem. U nas w domu to taki klasyczny dodatek do kolacji wigilijnej. Dodajemy do niej usmażoną rybę, niekoniecznie karpia. Podajemy również kapustę z grochem. Nie jest to więc nowatorskie podejście do kuchni, ale skutek pewnych przyzwyczajeń regionalnych. Natomiast jeżeli mówimy o klasycznym kanonie potraw, nie wiem, czy sam odważyłbym się go stworzyć. Każdemu smakuje coś innego, każdy ma inny gust. Jedni wolą potrawy słone, inni kwaśne, jeszcze inni słodkie. Osobiście lubię nieraz zestawienia, które mnie zaskakują. Ostatnio robiłem na przykład placki z ziemniaków i gotowanej kaszy gryczanej. Rewelacyjna sprawa. Do tego można dodać gulasz, którego sos bazuje na piwie, pomarańczach i imbirze. Te smaki po połączeniu dają niezwykły rezultat, który człowieka miło zaskakuje. Jednak nie nazwałbym ich klasyką kuchni, chociaż są moimi ulubionymi i zawsze inspirują do próbowania czegoś nowego, ale zawsze w ramach pewnego kanonu.


Przeczytaj także: Boże Narodzenie w partnerskich miastach Torunia



Jakie były księdza początki z gotowaniem?


Początki pojawiły się bardziej z przymusu, niż z własnej woli, bo podczas studiów. Studiowałem w Warszawie, na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Od poniedziałku do piątku wykupywałem obiady w jakiejś stołówce, za to w sobotę i niedzielę trzeba było żywić się samemu. Przyrządzałem więc proste rzeczy. Natomiast po skończeniu studiów rzuciło mnie na głęboką wodę, kiedy trafiłem na pierwszą parafię. Przez dwa lata pracowałem w Zabrzu i Gliwicach. Tam razem z żoną, jako młode małżeństwo, uczyliśmy się kuchni. Każde z nas miało swoje przyzwyczajenia wyniesione z domu i musieliśmy, chcąc nie chcąc, stworzyć coś, co nazwiemy teraz naszą domową kuchnią i przekazać w przyszłości naszym dzieciom. Pierwszymi nauczycielkami były mamy, które podpowiadały nam pewne kwestie związane z gotowaniem. Te podpowiedzi zawsze miały to do siebie, że były bardzo indywidualne. Każdy, kto próbuje się od swojej mamy czy babci poznać jakiś przepis, zna takie sytuacje. Robiąc jakieś ulubione danie, dowiadujemy się wtedy, że mamy wziąć trochę… i tu następuje nazwa artykułu, który należy dodać. Cała sztuka polega na tym, żeby wiedzieć, ile znaczy to „trochę”. Bo moje „trochę” będzie trochę większe od tego babcinego czy maminego, co oznacza, że ta potrawa, nawet gotowana według tego samego przepisu, już wyjdzie inaczej, nie taka sama jak w domu. Czasem lepiej, czasem gorzej, ale na pewno wyjdzie inaczej. Tak wyglądają początki, gdy człowiek musi się pewnych rzeczy uczyć, a potem wszystko przychodzi samo. Odkrywa się, że kuchnia może być dobrą odskocznią od codziennych obowiązków czy pracy.

Jednak nie wszyscy, którzy gotują, uznają ten proces za pasję. Dla niektórych to przykra konieczność.

Lubię gotować dla siebie i dla innych. Nie ulega też wątpliwości, że bardzo lubię rozmawiać o jedzeniu. Lubię też słuchać, gdy inni mówią o jedzeniu lub gotowaniu. Czasami zdarza mi się, jeśli mam taką sposobność, obejrzeć jakiś program kulinarny w telewizji. To wszystko może być pewnego rodzaju pasją, która będzie odskocznią od codziennych zajęć.

Zobacz także:
Dziś (23.12] Opłatek Maltański odbył się w 29 miastach w Polsce. Toruń był jednym z nich. Opłatek Maltański to ogólnopolska akcja charytatywna, której

Opłatek Maltański w Toruniu

26

Fot. Sławomir Kowalski


Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Komentarze (2)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Zazdroszczę żonie

Mira (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Zazdroszczę żonie księdza. Taki mąż to skarb.


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
poluj!!!

leon (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

to poszukaj sama, w Toruniu na parafiach mnogo chłopa nie jeden być poderwał.

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Warto zobaczyć

Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Nowości

Pół roku za pół ceny! Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej Nowości

Najpiękniejsze torunianki na Instagramie!

Najpiękniejsze torunianki na Instagramie!

Najlepsze szkoły jazdy w Toruniu! [RANKING ZDAWALNOŚCI]

Najlepsze szkoły jazdy w Toruniu! [RANKING ZDAWALNOŚCI]

Które niedziele są wolne od handlu?

Które niedziele są wolne od handlu?