Prof. Jan Kopcewicz niewinny! Złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne [PROCES LUSTRACYJNY PROF. KOPCEWICZA]

mo
W niewinność prof. Kopcewicza wierzyli od początku m.in. obecny rektor prof. Andrzej Tretyn, władze Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi oraz koledzy z Klubu Profesorów. Na każdej z rozpraw wspierali go obecnością działacze KOD-u i osoby ze środowiska naukowego.
W niewinność prof. Kopcewicza wierzyli od początku m.in. obecny rektor prof. Andrzej Tretyn, władze Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi oraz koledzy z Klubu Profesorów. Na każdej z rozpraw wspierali go obecnością działacze KOD-u i osoby ze środowiska naukowego. Jacek Smarz
Udostępnij:
Prof. Jan Kopcewicz, były rektor UMK, nie jest kłamcą lustracyjnym - orzekł dziś Sąd Okręgowy w Toruniu. I podkreślił, że brak jakichkolwiek dowodów na to, by naukowiec współpracował z bezpieką. Publiczność klaskała po ogłoszeniu wyroku.

- Nie muszę państwu tłumaczyć, że ten ostatni rok mam praktycznie wykreślony z życia - komentował zaraz po wyjściu z sali naukowiec. - Podejrzewam, kto chciał mi zaszkodzić tymi oskarżeniami. Ponieważ jednak nie mam dowodów, nie będę o tym mówił.

Dzisiejsze orzeczenie kończy wielomiesięczny proces lustracyjny byłego rektora UMK przed Sądem Okręgowym w Toruniu. Prokurator IPN oskarżył prof. Jana Kopcewicza o złożenie nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego w lutym 2008 roku. A dokładniej - o zatajenie współpracy z bezpieką jako TW "Leszek". Jako tajny współpracownik miał przekazywać informacje o zagranicznych gościach na UMK, do sprawy "Arizona".

- Zgromadzony materiał dowodowy i ustalenia sądu nie pozwoliły uznać, by prof. Jan Kopcewicz złożył niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne - stwierdziła sędzia Justyna Kujaczyńska-Gajdamowicz. I przypomniała, że według ustawowej definicji współpraca polegać musi na świadomych i tajnych kontaktach z organami bezpieczeństwa państwa, wiązać się musi z operacyjnym zdobywaniem informacji przez służby i nie może ograniczać się wyłącznie do samej woli (muszą być przekazywane informacje). Tego wszystkiego w przypadku byłego rektora UMK oskarżyciel nie wykazał.

Polecamy:
Najlepsze toruńskie restauracje TOP
Mistrzowie parkowania w Toruniu
Skąd się wzięły nasze nazwiska

Czytaj dalej - kliknij poniżej:

Sąd uznał za bezsprzeczne to, że prof. Jan Kopcewicz został zarejestrowany przez funkcjonariuszy SB, jako kandydat na tajnego współpracownika (1978 r.), kontakt operacyjny "Biolog" (1979 r.)) i TW "Leszek" (1982 r.). Faktem nie ulegającym wątpliwości nazwał i to, że naukowiec pełniąc funkcje rektora w okresie stanu wojennego i latach kolejnych miał kontakty ze służbami. Zresztą, sam tych kontaktów nie negował. Kilkakrotnie tłumaczył, że bycie rektorem w tamtych czasach po prostu wiązało się ze spotkaniami ze "smutnymi panami". - Ale same kontakty z funkcjonariuszami SB nie przesądzają o tym, że był tajnym współpracownikiem w rozumieniu ustawy - podkreśliła sędzia Justyna Kujaczyńska-Gajdamowicz.

W przypadku prof. Jana Kopcewicza nie ma mowy ani o zachowanym zobowiązaniu do współpracy z SB, teczką personalną czy teczką pracy. Zeznania kluczowego świadka natomiast - emerytowanego esbeka Grzegorza F. - sąd określił jako nielogiczne, wewnętrznie sprzeczne i labilne. Prokuratura IPN usiłowała udowodnić naukowcowi współpracę na podstawie szczątkowych dokumentów, m.in. zapisu, że TW "Leszek" miał sprawdzić TW "Bartka" oraz wyciągu z informacji od TW "Leszka" w teczce TW "Janka".

Polecamy:
Najlepsze toruńskie restauracje TOP
Mistrzowie parkowania w Toruniu
Skąd się wzięły nasze nazwiska

Czytaj dalej - kliknij poniżej:

- Prokuratura przedstawiła tylko poszlaki, które nie układały się w logiczny ciąg. Posługiwała się domniemaniami, wielokrotnie używając sformułowań "prawdopodobnie może świadczyć" - zaznaczyła uzasadniając wyrok sędzia Justyna Kujaczyńska-Gajdamowicz.

Wyrok jest nieprawomocny. Prokurator IPN Emilia Kępińska po jego ogłoszeniu powiedziała tylko, że decyzja o ewentualnej apelacji podejmowana będzie dopiero po uzyskaniu pisemnego uzasadnienia orzeczenia.

Prof. Jan Kopcewicz obecnie jest na emeryturze, ma 78 lat. Był rektorem UMK cztery kadencje. Funkcję pełnił w latach 1982-84, 1987-90 i 1995-2008. Po oskarżeniach IPN z całego Torunia zaczęły płynąć do niego słowa otuchy. W jego niewinność wierzyli od początku m.in. obecny rektor prof. Andrzej Tretyn, władze Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi oraz koledzy z Klubu Profesorów. Na każdej z rozpraw wspierali go obecnością działacze KOD-u i osoby ze środowiska naukowego.

"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - te słowa noblistki Wisławy Szymborskiej w swojej mowie przytoczył dziś adwokat Jan Kwietnicki, obrońca naukowca. I dla wielu obserwatorów tego procesu z pewnością pozostaną one jego najlepszym podsumowaniem.

Polecamy:
Najlepsze toruńskie restauracje TOP
Mistrzowie parkowania w Toruniu
Skąd się wzięły nasze nazwiska

Pokaz ratownictwa lodowego na jeziorze w Brodnicy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
abc
wspierali działacze KOD-u... a co to takiego KOD?
b
butla z wami
rektor w stanie wojennym, pupil KC PZPR jakże mógłby nie oklaskiwany na tym bierutowskim uniwerku, chlubie Torunia?
Dodaj ogłoszenie