Prof. Rafał Chwedoruk: - Cały świat żyje dziś w czasach przesady

Adriana Boruszewska
Adriana Boruszewska
Prof. Chwedoruk: - Polityk nie będzie funkcjonował poza swoimi wyborcami. Jeśli pewne rzeczy robi, to znaczy, że czuje, że posiada przyzwolenie.
Prof. Chwedoruk: - Polityk nie będzie funkcjonował poza swoimi wyborcami. Jeśli pewne rzeczy robi, to znaczy, że czuje, że posiada przyzwolenie. Adam Jankowski
O polskich iluzjach, prawdziwych konfliktach, prawdziwych wojnach i prawdziwej biedzie, które mogą nadejść, rozmawiamy z prof. Rafałem Chwedorukiem, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Widzimy jak na politycznej szachownicy upadają kolejne figury, ale w którym kierunku zmierza gra?
Cóż, chcieliśmy kapitalizmu, to go mamy. Paradygmat rynkowy absolutnie wygrał. W kapitalizmie wszyscy żyjemy w dżungli, walczymy o przeżycie. Z jakiego powodu to mieszczaństwo, które jest podstawą kapitalizmu, miałoby być oazą wzorców?

Wydawało się, że istnieją jednak jakieś ramy gry.
W dobie globalizacji, w dobie postnowoczesnej kultury, wiele dawnych pewników zaczęto podważać. Jeszcze w latach 90. mówiliśmy o łamaniu standardów, zdziczeniu w Sejmie. Tymczasem wygląda na to, że niedługo zaczniemy tęsknić za Andrzejem Lepperem. Ale nie jest to bynajmniej element jedynie polskiej rzeczywiści. Cały świat żyje dziś w czasach przesady. Nie jest najmniejszym problemem, gdy jeden polityk nazywa drugiego „faszystą” i porównuje go do Hitlera. Często dzieje się to na poziomie polityków ze świecznika.

Musiało tak się stać?
Powtórzę: sami tego chcieliśmy. Chcieliśmy wejść do takiego świata w dobie globalizacji. Do tego w Polsce równolegle mamy autentyczny konflikt społeczny. W tym konflikcie po przeciwnych stronach stoją duże grupy społeczne. I po obu stronach jest mnóstwo nienawiści, zapiekłości i pogardy. Ale to jednak strona „mieszczańska” wykazuje większe zacietrzewienie.

Misją polityków w układzie demokratycznym powinno być łagodzenie tych sporów. Teoretycznie.
Nie można oderwać polityki od życia społecznego, a życia społecznego od podstaw ekonomicznych. Żyjemy w świecie, w którym niczego nie możemy być pewni, w którym możliwości funkcjonowania w życiu społecznym określa potencjał karty płatniczej. W świecie, w którym wszystko zaczyna się od słowa „ja” i wszelkie chwyty są dozwolone na każdym etapie życia społecznego. Polityk nie będzie funkcjonował poza swoimi wyborcami. Jeśli pewne rzeczy robi, to znaczy, że czuje, że posiada przyzwolenie. Nie chodzi tylko o przyzwolenie kierownictwa partyjnego. Skoro wyborcy mają taki stosunek do wyborców drugiej strony, to dlaczego polityk ma mieć inny stosunek do konkurencyjnego polityka? Ale są też dobre wiadomości.

???
Na szczęście żyjemy w społeczeństwie stosunkowo spolegliwym, które jest niechętnie nastawione do przemocy, także w polityce. No i że żyjemy w społeczeństwie – pomimo zróżnicowania – względnie homogenicznym kulturowo. W dobie globalizacji, w państwach, w których obowiązywał dotąd wzorzec patriotyzmu państwowego, pojawiła się polityka tożsamości. Tak stało się w Jugosławii, a w chwili obecnej - Etiopii i w Indiach. Weszliśmy z entuzjazmem do świata, który właśnie przemijał. Obraz tego świata ukształtowaliśmy sobie w apogeum jego rozwoju, w latach 60. i 70. XX wieku.

Ale teraz musimy sobie w nim jakoś poradzić.
Ostatecznie historię napiszą nam zwycięzcy. Nie ma możliwości, aby w zglobalizowanym świecie, we współczesnym kapitalizmie, znaleźć rozwiązania, które zadowolą wszystkich. Co więcej, taki konsensualizm byłby jeszcze bardziej dolegliwy dla wszystkich, ponieważ mógłby stać się prostą drogą do oligarchii. Więc przy wszystkich negatywnych aspektach zjawisk, o których wcześniej mówiliśmy, cała ta sytuacja ma jedną zaletę - wszyscy wszystkim patrzą na ręce. Najbardziej obawiam się momentu, w którym główne polskie ugrupowania będą się zgadzać, tak jak większość z nich zgodziła się niegdyś na wprowadzenie OFE - eksperymentu na globalną skalę, który musiał okazać się niekorzystny dla polskiego emeryta i podatnika.

Ostatnie wydarzenia związane z ustawą medialną były również próbą sił, próbą zaistnienia wbrew globalnemu układowi sił.
Stany Zjednoczone potrafią, jak mało kto, dbać o interesy ekonomiczne swoich prywatnych podmiotów. Mechanizm polityki jest tam nieco inny niż u nas, z nieograniczonym prawnie lobbingiem. Zatem PiS zapłaci wielką cenę za swoje decyzje i lepiej byłoby na jego miejscu przegrać w tej kwestii. Tym bardziej, że w tej sprawie PiS nie może liczyć na większość obywateli, tak jak mógł liczyć na większość w sprawie 500 plus czy wieku emerytalnego. Nawet część wyborców partii rządzącej z dezynwolturą podchodzić będzie do tych medialnych pomysłów. Ale najistotniejsze jest to, że w zglobalizowanym świecie siła państwa narodowego, nawet względnie stabilnego jak współczesna Polska jest dużo mniejsza niż niegdyś. Więc próba sektorowego mocowania się ze Stanami Zjednoczonymi czy z amerykańskim kapitałem jest z góry skazana na przegraną.

Nawet jeśli ze strony USA Polska nie może liczyć nawet na wsparcie w sprawie Nord Stream?
Wielu wyborców może być zaskoczonych i zdezorientowanych całą sytuacją. Oto bowiem PiS, który bardziej stawiał na konia amerykańskiego niż europejskiego (słusznie czy nie, można dyskutować) nagle zmienia front. Jeśli ktoś uważał, że Polska i takie mocarstwa jak Litwa i Ukraina zatrzymają ciągnące się od lat 60. kwestie porozumień surowcowych pomiędzy wysoce uprzemysłowioną i nastawiona na eksport gospodarką niemiecką, a względnie najpewniejszym dla niej dostawcą surowców, jakim był Związek Radziecki i potem Rosja, to żyje w świecie utopii.

Pomiędzy pozycją wasala a chłopca do bicia jest jakaś przestrzeń?
Poważne państwo próbowałoby przy okazji utargować najwięcej dla siebie od wszystkich uczestników tej historii. Polska z tej możliwości nie skorzystała. Postanowiła być awangardą i przegrała wszystko, co mogła w tej materii. Powinniśmy mieć do siebie, jako naród dystans i umieć pośmiać się z samych siebie, bo to gwarantuje zdrowie psychiczne. I właśnie stosunek do Stanów Zjednoczonych idealnie nadaje się skeczów kabaretowych. Kiedy widziałem spontaniczne powitania jednostek amerykańskich przez miejscową ludność cywilną spod Grudziądza, poczułem się jak w latach 70. Tylko kolor gwiazdki się nie zgadzał. Obok Albańczyków jesteśmy najbardziej proamerykańskim społeczeństwem w Europie. Nie ma w tym nic złego, natomiast warto czasami zachować coś, co w polityce jest bardzo istotne - umiar i świadomość, że w dzisiejszym świecie nie ma się w polityce przyjaciół i wrogów. Miewa się od czasu do czasu sojuszników. W jednej sprawie możemy mieć pewną strategiczną zgodność ze Stanami Zjednoczonymi, w innych po prostu możemy mieć inne interesy i inni partnerzy mogą być dla nas ważniejsi. Zatrzaskiwanie sobie wszystkich możliwych drzwi na zachodzie i na wschodzie Europy, w imię mrzonek ideologicznych rodem z głębokiej zimnej wojny, to kompletny anachronizm.

Polscy politycy mieli kilka dekad, żeby się tego nauczyć.
Starsza generacja polityków w Polsce góruje pod wieloma względami nad młodą - intelektem, doświadczeniem życiowym, lepszym zrozumieniem wyborców średniego i starszego pokolenia. Niestety główną wadą tego starszego pokolenia jest niezrozumienie, że świat zimnej wojny, świat westernów, w których jest dobry i zły, przeminął. Polityka jest dziś dużo bardziej skomplikowana. Globalna architektura polityki ulega przemodelowaniu, choćby dlatego, że udział Stanów Zjednoczonych w światowym PKB spadł znacząco. Co dekadę świat przeżywa gigantyczny kryzys ekonomiczny o globalnym charakterze, a jedynym lekarstwem na te wszystkie kryzysy jest nieprzytomne dodrukowanie pieniądza. W momencie, gdy tak wiele będzie się wokół nas zmieniało, wchodzimy w te zmiany kompletnie nieprzygotowani, zdezorientowani, kłócący się o sprawy często drugoplanowe i nie znajdujący spójnej odpowiedzi na żadne poważne kwestie. A przed nami choćby kwestia pogłębiania transnarodowego handlu, czy problem z ekologią i jej konsekwencjami ekonomicznymi, który może spowodować poważne zakłócenia dotychczasowego rozwoju. Otwarta pozostaje kwestia ograniczonych zasobów przy obecnej liczbie ludzi na świecie. Wszystkie te sprawy niebawem mogą zakłócić nasze wakacyjne wspomnienia i zepsuć atmosferę podczas grillowania. Prawdziwymi konfliktami, prawdziwymi wojnami i prawdziwą biedą.

Materiał oryginalny: Prof. Rafał Chwedoruk: - Cały świat żyje dziś w czasach przesady - Gazeta Pomorska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie