Proszę wstać, kibol idzie!

Michał Żurowski
Udostępnij:
Pamiętacie papier toaletowy spod lady? A sznurek - nie do zdobycia - do snopowiązałek? To pamiętne z epoki PRL symbole kwestii absolutnie nierozwiązywalnych. Wygląda na to, że suwerenna Najjaśniejsza Rzeczpospolita dorobiła się czegoś podobnego. Problemu kiboli.

Pamiętacie papier toaletowy spod lady? A sznurek - nie do zdobycia - do snopowiązałek? To pamiętne z epoki PRL symbole kwestii absolutnie nierozwiązywalnych. Wygląda na to, że suwerenna Najjaśniejsza Rzeczpospolita dorobiła się czegoś podobnego. Problemu kiboli.

Piszę o tym trochę wbrew sobie. Jest wiele ciekawszych, świeższych i bardziej sportowych tematów do skomentowania. No, ale podjąć dziś jeden z nich, a nie pisać o kibolach, to tak jakby urwać się z choinki. Lodówkę strach otworzyć - zewsząd wyskakuje ktoś z komentarzem. Jak nie do bydgoskiego meczu Legia-Lech, to do decyzji o zamykaniu innych stadionów. Więc ja dziś nie tyle o „bohaterach” ostatnich dni, co o dyskusji na ich temat. I o samych dyskutantach. A dlaczego nie o kibolach?<!** reklama>

Po pierwsze, pisząc o sporcie już ponad ćwierć wieku i śledząc wszystkie te pożal się Boże wojny ze stadionowym chuligaństwem, mam wrażenie, że wszystko zostało już powiedziane. Ogłaszanie wojen kolejnych (nie kończąc konsekwentnie poprzednich), nowelizowanie prawa (nie egzekwując prawa już obowiązującego), marszczenie brwi i zapowiadanie „stanowczych kroków” - wszystko to przekracza granice śmieszności.

Po drugie, wśród Czytelników naszej gazety jest wielu ekspertów o poglądach na tematy kibolskie tak wyrobionych, że żadne komentarze (poza ich własnymi) nie są im potrzebne. Wiem, bo kiedyś po jednym z felietonów przeczytałem w internecie o sobie ze czterdzieści opinii, wśród których słowo „debil” było najdelikatniejsze. No i trzy większe wykłady - zbudowane ze zdań podrzędnie złożonych - których autorzy pouczali mnie, że nie rozumiem „specyfiki ruchu kibicowskiego”.

Po trzecie wreszcie, gryząc trawę od blisko 20 lat, staram się nie umazać w polityce. A problem kiboli to dziś w Polsce czysta polityka. Do tego stopnia, że każda opinia „za” lub „przeciw” grozi zapisaniem autora albo do grona sympatyków PiS, albo do entuzjastów rządu. Ba! Mówi się nawet, iż na wynikach najbliższych wyborów mogą zaważyć kibole. A‚ propos...

W trwającej obecnie narodowej dyskusji słowo „kibol” robi karierę. Jako bezpieczny językowy kompromis między kibicem, a bandytą. Kibol, to więcej niż kibic. Jest od kibica (powiedzmy wprost – nudziarza zainteresowanego tylko piłką) silniej zaangażowany. Tak silnie, że czasem musi założyć kominiarkę. Ale żeby zaraz bandyta? To już za dużo. Gdyby kawałek krawężnika został wyrwany na ulicy i - rzucony w przechodniów - kogoś by okaleczył, to owszem, zrobiłby to bandyta. Ale jeśli rzuca go na stadionie (z piosenka klubową na ustach) 16-latek, który następnego dnia grzecznie idzie do szkoły i pomaga w domu mamie, to jaki z niego bandyta? Kibol co najwyżej.

Nnno!...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie