Prymus? To brzmi jak wyrok śmierci

Redakcja
Udostępnij:
Kontrolowane wariactwo w szkole, która nie traktuje ucznia jak szczura doświadczalnego, lecz uczy myślenia i radzenia sobie w dżungli życia. O tym mówi Jan Wróbel, dyrektor słynnego warszawskiego liceum „Bednarska”.

Kontrolowane wariactwo w szkole, która nie traktuje ucznia jak szczura doświadczalnego, lecz uczy myślenia i radzenia sobie w dżungli życia. O tym mówi Jan Wróbel, dyrektor słynnego warszawskiego liceum „Bednarska”.

<!** Image 2 align=none alt="Image 164957" sub="- Jedyny ratunek dla polskiej edukacji to zacząć traktować szkołę jako przedsiębiorstwo rodzinne - uważa Jan Wróbel - A co do lekcji, każda musi być dla ucznia zaskoczeniem! / Fot. Tadeusz Pawłowski">- Ile ma Pan dla mnie czasu?

- A ile tam pani chce!

- A wykład?

- Eee, rzadko kiedy mam ten komfort, że to na mnie czekają! He, he, he - zaciera ręce Jan Wróbel. Dyrektor I Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Warszawie, dziennikarz, autor książek, w programie „Dzień Dobry TVN” błyskotliwie komentuje najświeższe teksty ogólnopolskich gazet. W której z ról czuje się najlepiej? - Szkoła jest moją życiową partnerką. Taką podjąłem kiedyś decyzję i nie żałuję, a dziennikarstwo może być co najwyżej sympatyczną metresą - oznajmia.

Wróbla zaprosiła do siebie Kujawsko-Pomorska Szkoła Wyższa w Bydgoszczy w związku z jego poradnikiem pt.

„Jak przetrwać w szkole

i nie zwariować”, wydanym kilka miesięcy temu. Jest to zbiór felietonów napisanych do spółki z córką, która kilka miesięcy temu skończyła liceum.

- Jeszcze nie wiem, o co mnie studenci zapytają? - drapie się po głowie Wróbel. - Jeżeli zagają o seks, będę mówił o seksie. Jestem wszak zawodowym mówcą.

<!** reklama>Niewielka postura (- Czy siedzę, czy stoję, nie ma większej różnicy - żartuje ze swego wzrostu gość uczelni ) nie zapowiada głosu jak dzwon. W drodze na wykład Wróbel czeka na windę. Ta w końcu zatrzymuje się, ale wypchana szczelnie studentami. Kulturalni żacy grzecznie wychodzą z windy, a wtedy Wróbla szlag trafia i nagle rozbrzmiewa w pełni jego legendarny tenor: - Co jest z wami! Wsiadać, wsiadać! Jeechać! Wasza winda! - wpycha oniemiałych żaków do kabiny. - A co! Czuć nauczyciela, nie? - cieszy się z wrażenia, jakie wywarł. - Mój skrzeczący głos wbija się człowiekowi w serce.

Czy Jan Wróbel, odnosząc się do tytułu jego książki, zwariował w szkole? - Trochę zwariowałem, taaaak, ale to jednak kontrolowane wariactwo - wyznaje. - Na szczęście trafiłem do szkoły, w której wolno było nauczycielom mówić, że coś nie wychodzi, że wszystko leży, jest do kitu. W 1989 r. niosła nas fala solidarnościowego entuzjazmu. Pani dyrektor pozwalała na swobodę wypowiedzi, więc można było publicznie rwać włosy z głowy, a nic tak nie chroni przed wariactwem jak rozmowa. Trzeba pozwolić nauczycielom wyrzucić z siebie negatywne emocje - radzi dyrektor. - W wielu szkołach instancją, do której nauczyciel może się odwołać, żeby sobie poględzić, jest koleżanka nauczycielka. Dalszej koleżance lepiej nic nie mówić, bo doniesie dyrektorowi. Jeszcze trudniej marudzić dyrektorowi. No bo wyobrażacie sobie, jak nauczyciel skarży się: „Dyrektorze, moja klasa mnie nie słucha!”?

- Zatem z panem można o wszystkim szczerze porozmawiać? - podpytujemy naszego rozmówcę. W odpowiedzi - cisza i przenikliwy, acz rozbawiony wzrok. Aż wreszcie: - Taaaaak, ale najlepiej porozmawiać z moją zastępczynią! Ha, ha, ha. Urocza, inteligentna kobieta.

A jeśli mowa o rozmowie, to trzeba wiedzieć, że w liceum „Bednarska” panuje pewna doza wolności i demokracja w tej materii. Do nauczycieli można zwracać się per „ty”, nie ma dzwonków, w holu stoją wygodne kanapy. Jak się to ma do kindersztuby, której powrót do szkoły postulują społeczne autorytety? Dyktatura czy demokracja? Co jest skuteczniejsze? Jan Wróbel uważa, że szkolne układy powinny przypominać te domowe: - Są dwie opcje - wyjaśnia.

- Koszary albo rodzina.

W obu przypadkach nie można modelu życia przenieść do szkoły jeden do jednego, lecz możemy z nich czerpać. Więcej chyba skorzystamy przenosząc wzorce z rodziny niż z wojska. Co do mówienia na „ty” i luźnej atmosfery, w rodzinie nie mówimy dziś: „Panie ojcze”, nie całujemy rodziców w rękę, zaczynamy jeść obiad, gdy ojciec zdejmuje płaszcz w korytarzu. Szkoła jednak musi się dostosować do nowych czasów. Od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko szkołom z surowym podziałem na my i oni. Te szkoły też są dobre. Tak jak dobre są dla niektórych rygory zakonne lub surowy, wojskowy dryl. Moja szkoła jest po prostu inna. Autorytet nauczyciela to nie autorytet funkcji, lecz człowieka, który przychodzi uczyć.

Wolność wolnością, ale z pewnych zasad zrezygnować się nie da. Choćby z kultury używania „tych cholernych komórek” na lekcjach. - Za dzwoniącą komórkę mamy karę. Każemy uczniowi zjeść własny telefon - śmieje się dyrektor. - No i kiedyś wpadłem we własne sidła, bo moja komórka zadzwoniła na lekcji, choć nie powinna była... Musiałem ją sobie wpakować do buzi - dyrektor prezentuje, jak to zrobił.

Jak w tej atmosferze czują się szkolne czarne owce?

- Byłoby to niepokojące, znając ludzką naturę, gdyby nie było w szkole czarnych owiec. Pomyślałbym, że albo dziecko bardzo boi się nauczyciela, albo może jest niedożywione. Zresztą my przez 20 lat pracy niewiele razy powiedzieliśmy „Idź, won” - mówi dyrektor. - Nawet ci uczniowie, którzy jakoś czuli, że to jednak nie jest szkoła dla nich, sami nie chcieli stąd odejść...

Czy z książki dyrektora szkoły dowiemy się, jak postępować z czarnymi owcami? - Piszę o tym, jak sobie poradzić z wszystkożerną instytucją, jaką jest szkoła i wynieść z niej to, co najlepsze - mówi autor felietonów. - Rodzice po lekturze zrozumieją emocje i odruchy obcego ciała pedagogicznego, zamkniętego w pokoju nauczycielskim. Przydałoby się samym nauczycielom obnażyć ich słabości, byłoby im łatwiej pracować.

Czy szkoła to dżungla?

- Raczej koszary - uważa Wróbel. - Dwa razy miałem w życiu identyczne, trudne odczucie, gdzieś na wysokości żołądka. Raz, gdy w 1989 r. zostałem wcielony do LWP i drugi raz, gdy wchodziłem do mojej drugiej podstawówki. Za każdym razem miałem poczucie, że wchodzę do instytucji kierującej się niezrozumiałymi regułami, których nie można negocjować. Nawet gdyby się miało lepszy pomysł. Czy słyszał ktoś, by szeregowiec udał się do swego przełożonego, aby zaproponować mu inne ustawienie ciężarówek w parku maszyn albo żeby uczeń podsunął nauczycielce myśl, jak sprawniej przeprowadzać kartkówki? Masz swoje zdanie? I co z tego? „Who cares?” - jak mówią w amerykańskich filmach. Uczeń musi się różnić od szczura doświadczalnego, który nie wie,

dlaczego kopie się go prądem.

Uczeń powienien wiedzieć, dlaczego. A już nasza w tym głowa, by mu pomóc zrozumieć, a potem do jakiejś idei przekonać. He, he, he.

Z podobnym niezrozumieniem spotkać się można, według Wróbla, w domach rodzinnych: - Wyrzućcie telewizor z domu - radzi nauczyciel. - Chociażby z nudów zaczniecie obserwować swoje dzieci. Poznacie kod komunikowania się młodych, niekoniecznie kod słów. Telewizor nie niesie samego zła, ale może utrudniać kontakty.

Po co istnieją szkoły? To pytanie, którego tak boją się nauczyciele, Jan Wróbel uwielbia i tak na nie odpowiada: - Po to, żeby nauczyć młodego człowieka radzić sobie bez szkoły. Genialny prymus to przecież brzmi jak odroczony wyrok śmierci. Taki to wyjdzie ze szkoły i jest zerem. Co z tego, że pani z geografii dała mu szóstkę, bo jako jedyny w tej szkole od 1947 r. wymienił wszystkie dopływy rzeki Jangcy Cangcy... Po takim wychowaniu prymusik nigdy nie będzie się czuł dobrze poza szkołą. Z braku innych możliwości zaistnienia i satysfakcji może zostanie nauczycielem. Będzie robił kartkówki z dopływów Jangcy Cangcy i będzie cedził przez zęby do jakiejś owieczki. - Ja w twoim wieku znałem wszystkie dopływy, a ty co, cieniasie, znasz tylko jedna trzecią...

Teczka osobowa

Jan Wróbel

Nauczyciel, historyk, felietonista, bloger. Z I Społecznym Liceum Ogólnokształcącym w Warszawie, którego jest dyrektorem, związany jest od powstania szkoły w 1989 r.

Był zastępcą redaktora naczelnego dziennika „Życie”. Jego teksty ukazywały się w „Mówią Wieki”, „Newsweeku”, we „Wprost”. Niegdyś doradca i autor przemówień premiera Jerzego Buzka.

W programie „Dzień Dobry TVN” przygotowuje przegląd prasy, jest jednym z ekspertów programu „Milionerzy”.

Autor książki „Jak przetrwać w szkole i nie zwariować”. Ostatnio wydał opowiadania kryminalne pt. „Zbrodnia doskonała”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie