Przepis na kobietę

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Pamiętacie? No pewnie, każdy pamięta. A jak jest za młody, to oglądał którąś z powtórek szlagieru naszej kinematografii lat 80., czyli komedię „Och, Karol”. Choć dzisiaj ogląda się ją nieco inaczej, bo w przeciwieństwie na przykład do filmów Barei postarzała się niemiłosiernie - robiąc teraz raczej za obrazek epoki tak dziwacznej i pokracznej estetycznie, że aż śmiesznej.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Pamiętacie? No pewnie, każdy pamięta. A jak jest za młody, to oglądał którąś z powtórek szlagieru naszej kinematografii lat 80., czyli komedię „Och, Karol”. Choć dzisiaj ogląda się ją nieco inaczej, bo w przeciwieństwie na przykład do filmów Barei postarzała się niemiłosiernie - robiąc teraz raczej za obrazek epoki tak dziwacznej i pokracznej estetycznie, że aż śmiesznej. „Och, Karol 2”, który właśnie podbija kina, też jest obrazkiem swojej epoki. W sumie średnio wesołym.

Żeby jednak było jasne - film pozytywnie mnie zaskoczył. Spodziewałem się chały jeszcze większej niż oryginał, pewnie wciąż przeżywając szmirowate polskie komedyjki, które ostatnio oglądałem. A tu proszę - grono rzemiechów potrafi zmajstrować przyzwoite, solidne kino. Jest gromada aktorów celebrytów, jest sprawna filmowa robota, podczas seansu lud polski śmieje się szczerze i to wcale nie dlatego, że ktoś wpada do sedesu albo puszcza bąka, a aktorzy mają w sumie i do siebie, i do całej historii tyle dystansu, że wiele im wybaczamy. Oczywiście, żeby nie było za wesoło: ogranych celebryto-aktoro-jurorów jest za dużo, zabawnych gagów mogłoby być za to zdecydowanie więcej jak na taką historię, a lukrowata bajkowość całej opowieści robi się lekko męcząca. Ale i tak źle nie jest.

<!** reklama>No a czego dowiadujemy się dzięki przygodom Karola o Polsce i Polakach? Że kochamy bajki, w których rajem prawdziwym jest ta sztuczna, warszawkowata Polska pięknych wnętrz, ogrywana do znudzenia w serialach i komediach romantycznych. Niby już obśmiana, a ciągle chwyta. Że zrobiliśmy się bardzo grzeczni, bo w teoretycznie rozerotyzowanym filmie seksu jest tyle, co kot napłakał - golizny nie ma tu wcale, a popisy naszych gwiazd ekranu jako demonów namiętności to raczej zniechęcająca do czegokolwiek groteska. Że najlepszym przepisem na podbijanie kobiet i sukces życiowy w ogóle jest bycie miłym i kompletnie nieasertywnym, co jednak, jak wiadomo, ma krótkie nogi. No i że kiedyś prestiżowym, robiącym wrażeniem zawodem był architekt, a dziś jest magik od szkoleń, co to wie, jak otumanić ludzi. No i co, wesoły obrazek?

„Och, Karol 2” to remake tamtego „Och, Karol”, choć nie do końca - coś tam zostało, coś dodano. Tym razem bohater filmu jest specem od podwyższania kwalifikacji kadry menedżerskiej, pupilem szefa i wszystkich pań, które spotyka. Bo po prostu opowiada to, czego chcą słuchać i nigdy nie mówi „nie” - całą resztę mogą mu wybaczyć. Karol oczywiście nie potrafi podjąć decyzji co do życiowych priorytetów, a to wpędza go w kłopoty. Bo wszystkie jego kobiety zwierają szyki.

Najbardziej rozbawiło mnie podczas seansu jedno - kiedy Piotr Adamczyk opowiedział żarcik o graniu przez siebie dwóch Karoli, to w generalnie rozchichotanej sali wyjątkowo nie roześmiał się nikt. Widocznie na filmie o tamtym Karolu widzowie byli jednak inni.

„Och, Karol 2”, reż. Piotr Wereśniak

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie