Przezorny na wakacje ubezpieczony

Krystyna Słomkowska-Zielińska
Miało być słodkie leniuchowanie lub szaleństwo na stoku, ale los lubi płatać figle: choroba, wcześniejszy powrót do domu. I zaczynają się schody. Okazuje się, ile warta jest nasza polisa ubezpieczeniowa.

Miało być słodkie leniuchowanie lub szaleństwo na stoku, ale los lubi płatać figle: choroba, wcześniejszy powrót do domu. I zaczynają się schody. Okazuje się, ile warta jest nasza polisa ubezpieczeniowa.

<!** Image 2 align=right alt="Image 81857" sub="Zwykle ubezpieczamy się w ciemno i wybieramy wersję standard, obejmującą koszty leczenia i ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Efekt? Dużo mniej pieniędzy na koncie i poważne kłopoty. / Fot. theta">Dla Krystyny S. wycieczka do Hiszpanii miała być przygodą życia. Plaża, flamenco, nocne kluby... Niestety, potknęła się na schodach hotelu. Miała szczęcie w nieszczęściu. - Gdy hiszpański lekarz stwierdził, że powrót autobusem jest wykluczony, centrum operacyjne - AIG Poland (obecnie nie prowadzi ubezpieczeń turystycznych- red.) zdecydowało, że wracam samolotem - wspomina kobieta. - Karetka z hotelu na lotnisko w Barcelonie, troskliwi sanitariusze, przesiadka w Wiedniu, samolot LOT, karetka do Bydgoszczy. Od tej pory sprawdzam, co zawiera polisa.

Względy formalne

Stefana Z. zły los dopadł w Tybecie: w hotelowej wannie połamał żebra i zwichnął bark. W szpitalu w Lhasie okazało się, że brakuje leków, personel zna tylko język chiński (pilot chiński musiał wracać z grupą), a dzień hospitalizacji kosztuje 100 USD.Takich pieniędzy Stefan Z. nie miał. Skorzystał jedynie z pomocy ambulatoryjnej i wspólnie z pilotem podjęli decyzję o powrocie do kraju.

<!** reklama>Pilot wycieczki twierdzi, że nie było możliwości porozumienia się z centralą alarmową ubezpieczyciela: brakowało kontaktu telefonicznego między Lhasą a Pekinem, a już na lotnisku nie było na to czasu, bo z powodu stanu zdrowia chorego do ostatniej chwili ważyły się losy jego przelotu. Z Warszawy wracał do domu autobusem PKS, bo odmówiono mu przejazdu karetką. Koszty pokrył organizator wyjazdu Międzynarodowe Studium Turystyki „Kujawy i Pomorze”. Towarzystwo ubezpieczeniowe Signal Iduna PTU SA odmówiło wypłaty odszkodowania. Powód - brak telefonu do centrali alarmowej. Nie pomogła interwencja rzecznika ubezpieczonych, który argumentował, że formalnie rzecz biorąc firma ma racje, ale okoliczności umożliwiają wypłatę. - Zrezygnowaliśmy z usług tej aroganckiej firmy, dla której ważniejsze niż zdrowie człowieka okazały się względy formalne - mówi Andrzej Grzębowski, wiceprzewodniczący studium. - Nie odpowiedziała nawet na nasze pytanie, czy ma uprawnienia do pobierania składek na ubezpieczenia w Tybecie.

Nie wystarczy przeprosić

Firmy ubezpieczeniowe prześcigają się w propozycjach. Już pojawiły się wakacyjne promocje gwarantujące pełną ochronę w każdym zakątku świata. Biuro Rzecznika Ubezpieczonych twierdzi, że ubezpieczamy się w ciemno. Najczęściej wybieramy wersję standard, obejmującą koszty leczenia i ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków. Efekt? Kowalski chory na cukrzycę ląduje w szpitalu i słono płaci, bo okazało się, że jego ubezpieczenie nie obejmowało chorób przewlekłych.

- Trzeba dokładnie przeczytać umowę i sprawdzić, jaki zakres ochrony polisa obejmuje. Nasze członkostwo w Unii nie wszystko nam przecież gwarantuje, bo w wielu krajach w państwowej służbie zdrowia pewne świadczenia są odpłatne - mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor Wydziału Informacji Biura Rzecznika Ubezpieczonych. - Należy być przezornym, zwłaszcza jeśli wyjazd wiąże się z ryzykiem. Radzę porównać oferty w biurze brokerskim, a nie z agentem konkretnej firmy ubezpieczeniowej, bo wiadomo, że będzie do jej usług przekonywał.

Zdaniem brokerki, Krystyny Sichel, wiele osób ubezpiecza się na zasadzie „wyjeżdzam, coś muszę mieć”. - Rzadko bierze się pod uwagę np. ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej, a na Zachodzie nie odpuszczają. Gdy stukniesz kogoś na stoku, słowo „przepraszam”, nie rozwiąże sprawy. Warto wykupić ubezpieczenie w firmie o światowym zasięgu, bo jak się coś poważnego zdarzy, to najpierw leczą, a potem pytają o pieniądze.

Drogi szus do szpitala

Ubezpieczenia turystyczne nie są drogie. Cena za 2-tygodniową ochronę, w zależności od zakresu świadczeń, oscyluje od 50 do 150 zł, co, biorąc pod uwagę zagrożenia, jest sumą wartą zainwestowania. - Nasza firma ubezpieczyła na wysoką sumę klienta na wyjazd do USA. Trafił tam do szpitala i za dzień pobytu zapłacił 8 tys. dolarów. Takie bywają koszty, więc przed wyjazdem, warto dokładnie przeanalizować wysokość kwoty ubezpieczenia - mówi brokerka, Joanna Koselska.

J. wybrał się na narty do Austrii. Pechowy zjazd, złamanie, karetka do szpitala, operacja, powrót samolotem. Przezornie wykupił dodatkowe ubezpieczenie w „Warcie”. Za polisę zapłacił ponad 100 zł, a sam pobyt w szpitalu wyceniono na 14 tys. zł. - To była dobra lekcja, dziś ubezpieczam się nawet na krótkie wyjazdy , korzystam z usług brokera - mówi J.

Taka postawa to nie standard. Anna K. dwa lata temu wybrała się po raz pierwszy w Alpy, zaproponowano jej dodatkowe ubezpieczenie, ale odmówiła. Przeklinała swoją lekkomyślność, gdy helikopterem ściągano ją ze stoku, bo koszty, około 4 tys. zł , musiała pokryć z własnej kieszeni.

- Polskich turystów cechuje niska świadomość. Wiele osób uspokaja karta kredytowa z pakietem ubezpieczeniowym. O tym, że nie wszystko gwarantuje, dowiadują się wtedy, gdy coś się wydarzy - mówi wiceprezes Polskiej Izby Turystyki, Józef Ratajski.

Czytaj umowę!

Ustawa o usługach turystycznych nakłada na organizatora obowiązek ubezpieczenia. - W pakiet wchodzą koszty leczenia i od następstw nieszczęśliwych wypadków - mówi Joanna Andrzejewska, szefowa toruńskiego oddziału „Itaki”. - 99,9 proc. turystów na tym poprzestaje. Tylko planując wyjazdy rodzinne i na narty bardziej świadomie dokonują wyboru, wkalkulowując ryzyko.

Zdaniem Barbary Hankiewicz z bydgoskiego „Juventuru”, powoli wzrasta świadomość turystów. - Ubezpieczenie grupowe w Signal Iduna, w cenie 40 zł, obejmuje, m.in., koszty leczenia, także chorób przewlekłych. Polisa indywidualna kosztuje 0,55 eurocenta dziennie plus 350 proc. w przypadku choroby przewlekłej. Coraz więcej osób ją kupuje.

U rzeczników konsumenta w Bydgoszczy i Toruniu nie ma skarg na ubezpieczycieli. U rzecznika ubezpieczonych stanowią one 1,2 proc. ogółu skarg (około 7 tys. w ub.r.), ale ta liczba rośnie. Adam C., pilot wielu biur podroży, twierdzi, że mniej byłoby kłopotów, gdyby biura rzetelnie informowały o tym, co zawiera np. pakiet „koszty leczenia za granicą”, a turyści czytali uważnie to, co napisane jest maczkiem w części „ubezpieczenia”.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie