Quo vadis, MEN?

Michał Wojtczak
W szkole podstawowej nie lubiłem lekcji śpiewu, bo mam słuch pozwalający odróżnić, że grają albo nie. W szkole średniej nie lubiłem matematyki, bo miałem graniczące z pewnością przekonanie, że matematyka uosabiana przez profesora mnie też nie lubi. Chcąc jednak czy nie, nauczyłem się prastarej pieśni weselnej „Oj, chmielu, chmielu” i tego, czym się różni bemol od krzyżyka.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/wojtczak_michal.jpg" >W szkole podstawowej nie lubiłem lekcji śpiewu, bo mam słuch pozwalający odróżnić, że grają albo nie. W szkole średniej nie lubiłem matematyki, bo miałem graniczące z pewnością przekonanie, że matematyka uosabiana przez profesora mnie też nie lubi. Chcąc jednak czy nie, nauczyłem się prastarej pieśni weselnej „Oj, chmielu, chmielu” i tego, czym się różni bemol od krzyżyka.

Później, mimo oporów, poznałem rachunek prawdopodobieństwa i logarytmy, choć to jest już mniej prawdopodobne. Język polski lubiłem bardziej, ale przebrnięcie przez „Nad Niemnem” było katorżniczą mordęgą. Trochę później tłumaczyłem córce, że warto uczyć się wszystkiego, nawet nielubianych przedmiotów i czytać nawet nudne lektury, bo nigdy nie wiadomo, co w życiu może się przydać. Doświadczyłem tego podczas egzaminu wstępnego na studia, gdy kazano mi wymienić wszystkie wątki poruszone właśnie w „Nad Niemnem”. Dzisiaj wiem, że nie wszystko, czego się uczyłem, rzeczywiście jest mi potrzebne, jak choćby znajomość układu krwionośnego żaby. Wiem też, że dobrze jednak rozpoznawać, że ktoś śpiewa sopranem, rozumieć co to znaczy, że prawdopodobieństwo wygrania w Lotto jest jak jeden do miliona, albo co zrobił niejaki Raskolnikow i z jakiego powodu cierpiał młody Werter. Może to mało praktyczna wiedza, ale chciałbym, żeby mądrości misia o małym rozumku, złote myśli Zagłoby, czy odpowiedź na pytanie quo vadis, poznali w szkole także dzisiejsi uczniowie podstawówek, gimnazjów i liceów. Tymczasem w Ministerstwie Edukacji wymyślono nowy kanon lektur, który ich tego pozbawia. Podobno młodzież nie lubi czytać, zwłaszcza trudnych książek, więc trzeba im tego oszczędzić.

<!** reklama>Dlatego zamiast czytać Słowackiego, Gombrowicza, Goethego w całości mają jej wystarczyć tylko fragmenty. Może pójść dalej i zamiast arytmetyki uczyć posługiwania się kalkulatorem? Zamiast uczenia historii można przecież nauczyć, jak w Internecie dowiedzieć się, kiedy była bitwa pod Grunwaldem albo dlaczego Sobieski tak bardzo kochał Marysieńkę. To bardzo przydatna umiejętność, ale w ten sposób wykształcimy co najwyżej ćwierćinteligentów. Mam nadzieję, że pani minister to zrozumie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie