Rock hulał w hali przy ulicy Bema

Redakcja
Organizatorzy CoRock Festivalu tak dobrali program, aby każdy znalazł w nim coś dla siebie
Organizatorzy CoRock Festivalu tak dobrali program, aby każdy znalazł w nim coś dla siebie Grzegorz Olkowski
Udostępnij:
Siedmiogodzinny maraton mógł wymęczyć nawet największego fana muzyki. Zabawa odbywała się bez procentów, bo piwo skończyło się jeszcze przed półmetkiem imprezy.

Coma. Ten zespół zawsze słynął z potężnego koncertowego uderzenia. Tym razem również nie zawiódł. Był ogień. Piotr Rogucki wił się na scenie w swoim rockowym balecie, a jego koledzy prześcigali się w technicznych popisach. Koncert Comy był o tyle szczególny, że zespół zdecydował się wykonywać podczas obecnej trasy koncertowej wszystkie kompozycje ze swojej debiutanckiej płyty - wydanego dokładnie 10 lat temu „Pierwszego wyjścia z roku”.
[break]
Dekadę temu miałem okazję dwukrotnie gościć na koncertach, na których muzycy prezentowali taki sam zestaw utworów. Co się od tego czasu zmieniło? Najbardziej sam Rogucki. Kiedyś potrafił kompletnie zniszczyć się fizycznie, szalejąc na scenie jak opętany. Teraz nieco stonował. Przede wszystkim zmienił się jednak jego sposób śpiewania. Jest bardziej aktorsko, z manierą. I nie jest to tylko wyłącznie moja opinia.
Zabrzmiało wszystko, czego można było się spodziewać. Od „Leszka Żukowskiego” po wieńczące koncert „Sto tysięcy jednakowych miast”. To zawsze robi ogromne wrażenie, gdy podczas wykonywania tego ostatniego utworu publiczność, podobnie jak Rogucki, bez zaproszenia siada tak jak on - na podłodze. Tym razem w hali widowiskowo-sportowej w ciągu 3-4 sekund usiadło prawie 1,5 tysiąca osób. Na bis „Listopad”
Koncert Comy poprzedził promujący swój najnowszy album „Jakby nie było jutra” Happysad. A może raczej należałoby napisać Orkiestra Happysad, albowiem zespół zaprezentował się w Toruniu z trójoosobową sekcją dętą oraz klawiszowcem. Dzięki takim kompozycjom, jak chociażby „Tańczmy”, impreza po raz drugi - po świetnym wcześniejszym energetycznym występie Łąki Łan - nabrała nieco tanecznego charakteru.
Happysad zdecydował się pójść swoim nowym albumem w nieco innym kierunku niż dotychczas. Mniej jest na nim tych typowo happysadowo radosnych refrenów i harcerskich akordów. Odbiór tego materiału na żywo bywał różny.
W sumie bardzo trudno było orzec, na kogo nastawiała się festiwalowa publiczność. Najwięcej chyba na Comę, ale gdy zespół w finale skończył grać jeden bis, wszyscy po kolei zrobili spod sceny odwrót.
Organizatorzy CoRock Festivalu tak dobrali program, aby każdy znalazł w nim coś dla siebie. Był Mjut, znany z telewizji Lorein, OSTR w zaledwie 30-minutowej odsłonie, co zrekompensował fanom rozmawiając z nimi drugie tyle po występie, a także wspomniany już Łąki Łan, który zmienił halę w jedną wielką funkową dyskotekę. Mimo tego udało się wypełnić ogromny obiekt zaledwie w jednej szóstej. Było więc nieco pusto.
Warto mieć na uwadze, że tego typu imprezy to mały poligon doświadczalny dla budowanej na Jordankach sali koncertowej. Pokazują zainteresowanie biletowanymi imprezami masowymi w mieście i pozwalają określić potencjalną grupę docelową dla tego typu muzycznych wydarzeń.
Grzegorz Grabowski, prezes CKK Jordanki otwarcie przyznaje, że podczas konstruowania programu artystycznego bliski będzie mu romans z rockiem. Czy za rok CoRock Festiwal zabrzmi na Jordankach?

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
ktoś
Ciebie ciężko się słucha...
T
Tomik
Rock czy raczej nudne ballady "Comy"? Ciężko się ich słucha.
Dodaj ogłoszenie