Rokosz w kupieckim zrzeszeniu

Grażyna Ostropolska
Twardy grunt pod nogami szefowej Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, Małgorzaty Gęsikowskiej, zamienia się w grzęzawisko. Kto w nie wpadnie?

 

Twardy grunt pod nogami szefowej Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, Małgorzaty Gęsikowskiej, zamienia się w grzęzawisko. Kto w nie wpadnie?

<!** Image 2 align=none alt="Image 168593" sub="Fakturę za wykonanie tego wyborczego baneru Małgorzaty Gęsikowskiej (1403 zł) wystawiono na Pomorską Spółdzielnię Mieszkaniową, kierowaną przez jej męża. Czy Wiesław Gęsikowski miał na to zgodę spółdzielczych organów? Mimo próśb o kontakt, zostawionych w jego poczcie komórkowej
i sekretariacie PSM, nie uzyskaliśmy odpowiedzi.">Ważą się losy niekwestionowanej królowej kujawsko-pomorskich handlowców. Poddani zawiązali konfederację i szykują rokosz. Chcą pozbawić tronu Małgorzatę Gęsikowską, prezes Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług. Rządziła tą organizacją przez 20 lat. Równie długo błyszczała na politycznych salonach i to w najróżniejszych konfiguracjach. W 1993 r. wystartowała do parlamentu z listy BBWR, rok później była już radną bydgoskiego sejmiku z ramienia SLD. Potem „poflirtowała” trochę z SD i wylądowała w PO, a w ostatnich wyborach samorządowych kandydowała do sejmiku województwa jako wunderwaffe Konstantego Dombrowicza (lista Miasto dla pokoleń) z hasłem: „Niezależna od partii” i... poległa. To był

 

złej passy początek.

- Mamy dość upolityczniania K-PZHiU przez prezes Małgorzatę Gęsikowską i powyżej uszu jej dyktatorskiego zarządzania! Chcemy skończyć z nieracjonalną gospodarką finansową oraz wykorzystywaniem pozycji prezesa i majątku zrzeszenia do prowadzenia interesów z własną firmą, rodziną i znajomymi! - takie słowa towarzyszą kupieckiemu buntowi. Pod wnioskiem o odwołanie Gęsikowskiej z funkcji prezesa podpisała się nieomal połowa delegatów K-PZHiU. Są wśród nich członkowie zarządu, rady kupieckiej i komisji rewizyjnej (nazwiska do wiadomości redakcji). Zarzucają szefowej prywatę i psucie wizerunku organizacji, żądają zwołania nadzwyczajnego zjazdu. - Obyłoby się bez spiskowania, gdyby pani prezes dotrzymała słowa - zaznaczają. Kładą na stół protokół posiedzenia rady kupieckiej z 30 listopada i odczytują zapis: „Prezes Gęsikowska informuje zebranych, że jeśli prezydentem Bydgoszczy nie zostanie Dombrowicz, to ona składa rezygnację z funkcji”. To była jej odpowiedź na zarzut, że poprzez organizację wrześniowej imprezy pod nazwą „Handlowa Dworcowa” K-PZHiU zrobiło temu kandydatowi wyborczą kampanię. W świetle kamer wręczano sobie statuetki - kupcy Dombrowiczowi, a on Gęsikowskiej, z estymą oprowadzano faworyta szefowej po festynowych stoiskach.

<!** reklama>- To nie była kampania, po prostu prezydent Dombrowicz objął patronat nad „Handlową Dworcową”, cykliczną imprezą kupców - wyjaśnia pani prezes. Klęska faworyta miała być końcem jej kariery w K-PZHiU, ale Gęsikowska zmieniła zdanie. - Moja wola dymisji była zbyt pochopna i podjęta pod wpływem emocji - oznajmiła po wyborczej klęsce. Tego jej oponenci nie wytrzymali , zawarli

przymierze buntowników.

Najpierw pojawiło się niewygodne pytanie - z jakich funduszy prowadzono kampanię wyborczą Małgorzaty Gęsikowskiej i dlaczego zaangażowano w nią pracowników oraz pieniądze zrzeszenia?

- Za moje reklamy płacił komitet wyborczy „Miasto dla pokoleń” Konstantego Dombrowicza - twierdzi Gęsikowska i stanowczo zaprzecza, jakoby jej ostatnią kampanię finansowało K-PZHiU oraz Pomorska Spółdzielnia Mieszkaniowa, której prezesem jest jej mąż.

Przeciwnicy pani prezes mają dowody, że było inaczej: - Połowę pracowników zrzeszenia zaciągnęła do swojej kampanii wyborczej. Jeździliśmy od Więcborka do Sępólna, od wójta do burmistrza, na zasadzie poleceń służbowych - wspomina członek zarządu, a inny sięga po kwit i informuje: - Za reklamę wyborczą w jednej z powiatowych gazet nasze zrzeszenie zapłaciło 3059 zł - pokazuje fakturę, wystawioną 8 listopada przez firmę Fobit.

1403 zł kosztowało wykonanie wyborczego banera z wizerunkiem Małgorzaty Gęsikowskiej w nakielskim P.W. „Reklama”. Fakturę za ten baner wystawiono na Pomorską Spółdzielnię Mieszkaniową. Potwierdza nam to osobiście właściciel firmy, Waldemar Juszczak, ale Gęsikowska obstaje przy swoim: - Za ten baner zapłacił KW „Miasto dla pokoleń” - twierdzi. I o tyle ma rację, że jest faktura obciążająca komitet wyborczy Dombrowicza kwotą 18 zł i 30 groszy za wydzierżawienie gruntu w Kcyni (przy ul. Rynek) właśnie pod ten baner.

<!** Image 3 align=none alt="Image 168593" sub="Niezwykłej urody kamienica przy ul. Dworcowej 77 w Bydgoszczy to własność K-PZHiU i zarazem świadectwo długiej kupieckiej tradycji / Fot. Tymon Markowski">Kontakty Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług, którym kieruje Małgorzata Gęsikowska, z Pomorską Spółdzielnią Mieszkaniową, gdzie prezesem jest jej mąż, Wiesław Gęsikowski, są częste i owocne. W 2009 r. PSM zasiliła K-PZHiU kwotą 6710 zł za „bieżące doradztwo podatkowe, świadczone pisemnie lub telefonicznie”. - Prezes spółdzielni nie ma fachowców, tylko płaci za doradzanie organizacji, kierowanej przez żonę? - dziwią się oponenci i wytykają obojgu brak etyki. Gęsikowska nie widzi w umowie z PSM nic zdrożnego: - Kolegom się nie podoba przychód dla zrzeszenia? - pyta i tak wyjaśnia powód podpisania umowy o doradztwie podatkowym: - Albo jesteśmy tak dobrzy w tym, co robimy, albo PSM nie mogła gdzie indziej uzyskać takich porad.

W kwietniu ub.r prezes Pomorskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Wiesław Gęsikowski, zawiera kolejne porozumienie z K-PZHiU. Zobowiązuje się zapłacić zrzeszeniu ponad 75 tys. zł za „dostosowanie techniczne i funkcjonalne” 43-metrowego pomieszczenia na parterze kamienicy przy Dworcowej 77 (własność K-PZHiU) na mieszkanie zamienne dla lokatora swojej spółdzielni. Ma to związek z planowaną przez PSM inwestycją. W grudniu lokal zamienny jest gotowy, a kupcy przecierają ze zdziwienia oczy. - Przecież PSM deklarował poniesienie kosztów adaptacji jednego mieszkania na parterze, tymczasem za jednym zamachem wyremontowano dwa - ujawniają cudowne rozmnożenie i pytają Gęsikowską:

za czyje pieniądze

wyremontowano ten drugi, kilkudziesięciometrowy lokal? Ówczesny wiceprezes K-PZHiU, Bernard Kończak, zna odpowiedź szefowej z autopsji i z protokołu. - W grudniu pani prezes zwołała posiedzenie zarządu i powiedziała, że trzeba rozliczyć remont parteru - wspomina. - Wtedy padła kwota 168 tys. zł. Tyle, według pani Gęsikowskiej, kosztował remont, do którego ona i jej mąż mieli podobno dołożyć 90 tys. zł z własnej kieszeni. Liczyła, że uwierzymy jej na słowo, a my poprosiliśmy o kosztorys powykonawczy i okazało się, że takiego dokumentu nie ma - twierdzi Kończak. Nie tylko jego zszokowała propozycja rozliczenia, zaproponowana przez szefową. - Powiedziała, że chce kupić trzecie 80-metrowe pomieszczenie na parterze. Zapłaci zrzeszeniu po 500 zł za metr, doliczy do tego swoje prywatne 90 tys. zł włożone w remont sąsiednich lokali i będziemy kwita - wspomina Kończak. Nie spodobał mu się ten pomysł, zwłaszcza gdy kilka dni później zobaczył faktury z kosztami remontu. - Są tylko dwie. Jedna za wykonanie węzła cieplnego w kotłowni budynku (koszt 48150 zł) i druga za częściowe prace ogólnobudowlane w mieszkaniach nr 1 i nr 3 (koszt 21600 zł), innych wydatków nie udokumentowano - twierdzi Bernard Kończak.

Małgorzata Gęsikowska nie zamierza z nami o tym rozmawiać. - Sposób finansowania i rozliczeń jest wewnętrzną sprawą zrzeszenia - mówi. Sugeruje, że to zarząd namawiał ją do zakupu mieszkania, by nie stało puste. Nie odpowie nam też na pytanie o oprocentowane pożyczki, których od paru lat udziela zrzeszeniu, bo to jej prywatna sprawa. W końcu ub.r. zrzeszenie było winne pani Gęsikowskiej 10,5 tys. zł odsetek z tego tytułu, tak wynika z dokumentów.

Można by pochwalić panią prezes za finansowe wspieranie zadłużonego zrzeszenia, gdyby nie fakt, że równie lekką ręką pobiera co miesiąc spore pieniądze z jego kasy.

<!** Image 4 align=none alt="Image 168593" sub="Kujawsko-Pomorskie Zrzeszenie Handlu i Usług ma reprezentować interesy kupców w różnych gremiach i rzeczywiście o jego akcjach i spotkaniach prezes M. Gęsikowskiej z przedstawicielami samorządu jest głośno. Szefowa K-PZHiU podkreśla, że kieruje podmiotem prawa prywatnego, a ten rządzi się innymi prawami niż instytucja publiczna. Zrzeszenie prowadzi, m.in., własną działalność gospodarczą. Największe korzyści przynosi mu prowadzenie targowiska „Białe”
w Fordonie (na zdjęciu), najem lokali oraz biura rachunkowe, m.in., w Żninie. / Fot. Tymon Markowski">- Oprócz pensji i dodatku funkcyjnego szefowa bierze co miesiąc ekwiwalent za utracone korzyści, związane z pełnieniem funkcji. Razem jest tego ponad 7 tys. zł - denerwują się podwładni, których profity są znacznie mniejsze i zależne od widzimisię pani prezes.

Ekwiwalent dla Gęsikowskiej

w wysokości 100 - 200 proc. przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw zatwierdza przewodnicząca rady kupieckiej. Zgodnie ze statutem, członkom rady też należy się ekwiwalent, ustalony przez zarząd. - Dziel kasę, zamykaj krytykom usta i rządź, taka jest dewiza tej pani - twierdzą wywrotowcy i wyciągają kolejne finansowe smaczki. - Pani Gęsikowska zarejestrowała w budynku K-PZHiU swoją prywatną firmę MaGe-MeGi, za którą płaci zrzeszeniu... 50 zł czynszu - twierdzą.

Pani prezes nie zaprzecza. - Taką umowę za siedzibę MaGe-MeGi zawarło ze mną zrzeszenie, które korzysta z moich mebli i sprzętu - tłumaczy. Córka Gęsikowskiej też pracuje w zrzeszeniu, jako radca prawny, a za wynajmowany na kancelarię lokal płaci zrzeszeniu 350 zł miesięcznie.

- Firma MaGe-MeGi doi zrzeszenie z kasy - wytykają ci, którzy wnioskują o odwołanie pani prezes. Pokazują nam dowody na „wyciąganie” z K-PZHiU pieniędzy. Te najstarsze to faktury VAT z 2004 r., wystawione przez WPH-U MaGe-MeGi Małgorzata Gęsikowska Kujawsko-Pomorskiemu Zrzeszeniu Handlu i Usług z tytułu usług. I tak zrzeszenie płaci firmie Gęsikowskiej, m.in., za: opracowanie raportu o stanie wiedzy ekonomicznej u gimnazjalistów, analizę materiałów na posiedzenie zarządu Naczelnej Rady ZHiU, przygotowanie materiałów dla banku w celu sprzedaży mieszkania w budynku zrzeszenia. Każda usługa (było ich w 2004 r. 10) kosztuje zrzeszenie od 2,8 do 5,2 tys. zł. W sumie w ciągu roku wypływa z kasy K-PZHiU na konto MaGe-MeGi około 35 tys. zł.

- Nic nie wiem o takich usługach i fakturach - zapiera się pani prezes, choć jej podwładni dysponują kopiami dokumentów, a Bernard Kończak jest gotów zaświadczyć, że co najmniej jedna z faktur, wystawionych przez firmę Małgorzaty Gęsikowskiej była pusta. Co to znaczy? - Mogę udowodnić, że usługa, opisana jako „przygotowanie materiałów do prezentacji podczas Krajeńsko-Pałuckiego Forum Społeczno-Gospodarczego”, za którą MaGe-MeGi skasowała od zrzeszenia 4436 zł,

jest zupełną lipą,

bo to ja przygotowywałem materiały na prezentację, a Gęsikowskiej nawet tam nie było - twierdzi wiceprezes Kończak. Już były wiceprezes, bo podpadł szefowej i został usunięty ze zrzeszenia. Powód? Gęsikowska twierdzi, że Kończak zataił przed nią fakt zawieszenia działalności gospodarczej, warunkującej przynależność do zrzeszenia. On zaś twierdzi, że stał się niewygodny, bo przestał podpisywać umowy pod dyktando pani prezes.

Jedna z ostatnich umów, pod którą nikt z zarządu podpisać się nie chciał, jest kuriozalna. - MaGe-MeGi Małgorzata Gęsikowska zobowiązuje się wykonywać na rzecz K-PZHiU oraz jego kontrahentów i członków czynności z zakresu doradztwa gospodarczego, które będzie wykonywać pracownik (&) Czynności wykonywane będą na rzecz KPZHiU; na jego koszt i ryzyko”- czytamy w paragrafie pierwszym. Kolejne zapisy są równie osobliwe. Zakładają, że zapłata za te usługi będzie poprzedzona comiesięczną zaliczką w wysokości 2 tys. zł, doradztwo ma być świadczone przez 40 godzin w tygodniu w godzinach pracy biura K-PZHiU, a każda godzina dodatkowej usługi MaGe-MeGi będzie kosztować zrzeszenie 50 zł plus VAT.

Zaproponowana umowa miała być tajna, więc obostrzono ją zapisem, że jej ujawnienie będzie kosztować zdrajcę 10 tys. zł kary. Wprowadzono też zapis: „W przypadku rozwiązania umowy przed 30.11.2012 r. K-PHiU zapłaci na rzecz MaGe-MeGi 17 tys. zł. tytułem kary umownej”. - Ja tej umowy jako MaGe-MeGi jeszcze nie parafowałam ani nie wiem, że tak umowa była - twierdzi Małgorzata Gęsikowska, więc pytamy, czy ktoś ten dokument spreparował. - Ja mówię tylko, że ode mnie taka propozycja nigdy nie wyszła - mówi zdenerwowana.

Na spotkanie z nami przyszła w otoczeniu popierających ją działaczy. Próbowali nas przekonać, że pani prezes działa z ich akceptacją i zgodnie z... konstytucyjnym porządkiem, zaś ci, którzy szykują rokosz, to: „Nieroby, których Gęsikowska chciała zagnać do pracy”. Nie uszło naszej uwagi, że wśród przybyłych na odsiecz szefowej są właściciele firm, mających profity z usług zlecanych przez K-PHiU. Jeden wykonuje remonty zarówno w zrzeszeniu, jak i PSM, inny jest prezesem spółki, której udziałowcem jest zięć pani prezes. Drukowano tam „Wiadomości Kupieckie”, których redaktorem naczelnym jest Gęsikowska. - Tu jest tak, że pierwszeństwo we wszystkich zleceniach od zrzeszenia mają jego członkowie, oczywiście z zachowaniem konkurencyjności - tłumaczy pani prezes.

Mała prywatyzacja

Na parterze tej kamienicy, należącej do K-PZHiU wyremontowano za pieniądze PSM 43-metrowe mieszkanie. Zamieszkał w nim lokator, któremu spółdzielnia obiecała lokal zamienny. Skąd wzięły się pieniądze na remont sąsiedniego mieszkania, nikt nie wie. M. Gęsikowska twierdzi, że remontu nie zakończono i nie ma rozliczeń. Jej koledzy z K-PZHiU oraz B. Kończak twierdzą, że na posiedzeniu zarządu szefowa mówiła im co innego: - Usłyszeliśmy, że ona i jej mąż dołożyli do remontu 90 tys. zł i przy zakupie od zrzeszenia trzeciego 80-metrowego pomieszczenia na parterze odliczą sobie ten dług.

 

Fakty

Słomiana potęga

W czasach PRL przynależność kupców do zrzeszenia była obligatoryjna, dziś mają oni swobodę decyzji. Małgorzata Gęsikowska chwali się publicznie, że stoi na czele 7-tysięcznej rzeszy członków Kujawsko-Pomorskiego Zrzeszenia Handlu i Usług. - To mit - twierdzi Barnard Kończak, który przez 8 lat był wiceprezesem K-PZHiU do spraw członkowskich. - Składki płaci nam regularnie 150 osób, reszta to martwe dusze, które nie złożyły oficjalnej rezygnacji, bo nikt tego od nich nie wymagał - mówi. Do niedawna zrzeszenie miało koła i biura rachunkowe (biura rachunkowe i prowadzenie targowiska to działalność gospodarcza zrzeszenia) w Nakle i Inowrocławiu. - Gęsikowska zdecydowała o ich likwidacji - słyszymy od wnioskujących o jej odwołanie. K-PZHiU było też zrzeszone w Naczelnej Radzie Zrzeszeń Handlu i Usług, która dysponuje ogromnym majątkiem (nieruchomości w całej Polsce), Gęsikowska piastowała tam nawet przez pewien czas funkcje dyrektora generalnego i wiceprezesa.

- Destrukcyjna działalność Gęsikowskiej spowodowała, że usunięto ją z rady, a K-PZHiU najpierw zawieszono, a potem całkowicie wykluczono z NRZHiU. Uważamy, że przyniosło to szkodę naszej organizacji - twierdzą jej oponenci.

Natomiast obrońcy pani prezes mają własną teorię: - Pani Gęsikowska protestowała przeciw wyprzedaży majątku i stała się dla tych na górze niewygodna - uważają.

Aktualny prezes NRZHiU, Zbigniew Jarzyna, nie będzie się na temat Gęsikowskiej wypowiadał, bo, jak wyjaśnia: - Wytoczyliśmy tej pani proces za zniesławienie i wkrótce będzie rozprawa.

 

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie