Rośnie liczba PIMS u dzieci. Apogeum zachorowań dopiero przed nami

Patrycja Dziadosz
Patrycja Dziadosz
Konrad Kozłowski
Udostępnij:
W Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w krakowskim Prokocimiu na intensywnej terapii leży troje małych pacjentów. W ciągu ostatnich dni pięcioro dzieci, które wymagało intensywnego leczenia, przyjął także Szpital im. S. Żeromskiego w Krakowie. Wszyscy trafili tam z zespołem pocovidowym. Lekarze ostrzegają, że im więcej zakażeń, tym więcej pacjentów z PIMS, tyle że kilka tygodni później. Apogeum PIMS medycy spodziewają się na przełomie roku.

FLESZ - Omikron – na te objawy musisz szczególnie uważać

Droga do pełnego zdrowia po przechorowaniu COVID-19 jest bardzo długa. Wiedzą o tym nie tylko dorośli ozdrowieńcy, ale także dzieci.

Świadczy o tym choćby historia małego Kazia, którego mama przekonana była, że wysypka na stopach to alergia na proszek do prania. Jednak zaraz potem pojawiła się gorączka. Niemal z każdą godziną chłopiec gasł w oczach, a przepisane przez lekarza antybiotyki nie pomagały. Dopiero wykrycie u niego przeciwciał specyficznych dla SARS-CoV-2 pozwoliło skutecznie działać i postawić diagnozę, że to pocovidowy stan zapalny.

Niestety takich dzieci na oddziałach szpitalnych w ostatnich dniach pojawia się coraz więcej, bo, jak mówią lekarze, po fali zachorowań zawsze z opóźnieniem przychodzi fala powikłań u młodszych pacjentów.

- Od około dwóch tygodni codziennie przyjmujemy co najmniej jedno dziecko z PIMS. Są to pacjenci z wieloukładowy zespołem zapalnym. Ich stan jest ciężki, a niektórych nawet bardzo ciężki. Mamy na oddziale dzieci, które wymagają intubacji oraz podłączenia do respiratora. Teraz na intensywnej terapii leży trójka dzieci, a na innych oddziałach 6 – mówi nam prof. Przemko z Kliniki Chorób Dzieci Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

Lekarze ostrzegają, że po fali zachorowań nadejdzie fala powikłań po COVID-19. Dla dzieci szczególnie groźny dziecięcy zespół pocovidowy - PIMS. Jakich objawów nie należy lekceważyć? Przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE >>>

Historie dzieci z PIMS. Z takimi objawami trafiły do szpital...

To samo słyszymy w krakowskim szpitalu im. S. Żeromskiego.

- W ostatnim czasie przyjęliśmy pięcioro dzieci z wieloukładowym zespołem zapalnym. Wszystkie wymagały intensywnego leczenia i wszystkie niestety były nieszczepione – mówi dr Lidia Stopyra.

Lekarze apelują, że to dopiero początek. Bo wraz z opadaniem fali zakażeń, przypadków PIMS będzie zdecydowanie więcej. Objawy choroby pojawią się bowiem od trzech do sześciu tygodni po zakażeniu koronawirusem.

- Apogeum zachorowań spodziewamy się za dwa, trzy tygodnie – uważa prof. Przemko Kwinta.

PIMS na 100 zachorowań, umiera jedno dziecko

PIMS atakuje wiele narządów - u każdego z dzieci, u których zdiagnozowano chorobę, rozwój i towarzyszące objawy były inne. Mali pacjenci na oddziały dziecięce trafiają nagle. Wysoko gorączkują, cierpią na bóle głowy, brzucha, zapalenie spojówek, mają różnorodne wysypki skórne oraz bardzo nieprawidłowe wyniki krwi, zbyt niskie lub zbyt wysokie ciśnienie i tętno.

- Część z tych dzieci ma tak silne bóle brzucha, że lądują na oddziałach chirurgicznych z podejrzeniem zapalenie wyrostka robaczkowego. Później okazuje się, że to PIMS. Objawy, który powinny zaniepokoić każdego rodzica, to gorączka. Musimy być wyczuleni, bo każda fala jest inna, a co za tym idzie może przynieść także inne objawy PIMS, o których wcześnie nie wiedzieliśmy - dodaje dr Stopyra.

Medycy zaznaczają, ze różnorodność objawów jest tak duża, że ciężko je w pełni scharakteryzować.

- Rodzice bezwzględnie powinni zachować czujność, bo 80-90 proc. pacjentów, którzy trafili do nas z zespołem pocovidowym, zakażenie koronawirusem przechodziło bezobjawowo - apeluje prof. Kwinta.

Jak w przypadku każdej choroby kluczowa jest więc szybka diagnoza, która nie tylko może skrócić cierpienie dzieci, ale i niebezpieczeństwo powikłań. PIMS może bowiem na przykład trwale uszkodzić serce dziecka.

- Dane naukowe wskazują, że śmiertelność PIMS to około 1 proc. Proszę sobie zatem wyobrazić, że jeśli zachoruje 100 dzieci, to jedno z nich nie przeżyje. To bardzo niebezpieczna choroba. Nie życzę nikomu by jego dziecko musiało być leczone na intensywnej terapii pod respiratorem - tłumaczy prof. Kwinta.

Szczepienia to ochronna tarcza

Tymczasem, jak podkreślają eksperci, najskuteczniejszą bronią do walki z koronawirusem są szczepienia. To bezpieczna tarcza, z której mogą już skorzystać dzieci w wieku od 5 do 11 lat.

- Nie ma nic lepszego niż profilaktyka. Sprawa jest więc prosta, gdy będziemy się szczepić nie będzie koronawirusa, wtedy też nie będzie PIMS-ów. Kilka dni temu ukazał się raport odnośnie szczepień dzieci w wieku 5-12 lat w Stanach Zjednoczonych. Wnioski są bardzo dobre, bo po podaniu przynajmniej jednej dawki u ponad 5 mln dzieci w tym wieku (2 miliony otrzymały 2 dawki), nie odnotowano żadnego ciężkiego NOP-u. Ponadto mamy dowody naukowe, że dzieci lepiej znoszą szczepienie niż dorośli – przekonuje prof. Kwinta. 

Wtóruje mu dr Stopyra: - Apeluję do rodziców, by nie bali się o bezpieczeństwo szczepionek. Szczepiąc się, nic nie ryzykujemy, rezygnując z tego – ryzykujemy bardzo dużo. Żaden rodzic nie chce przecież oglądać jak jego dziecko walczy o życie, dlatego bądźmy odpowiedzialni.

Jak podaje krakowski magistrat, pod Wawelem zastrzyk przeciw COVID-19 przyjęło 3,4 tys. dzieci w wieku od 5 do 11 lat. To 4 proc. wszystkich maluchów w tym wieku w Krakowie. Jeśli chodzi o starszą grupę 12-19 to zaszczepionych zostało prawie 32 tys. osób, czyli ok. 63 proc.

Mimo licznych apeli niemal z każdej strony, jak słyszymy od lekarzy wciąż wiele osób nie wierzy, że dzieci mogą chorować.

- Mamy na oddziale dziewczynkę w bardzo ciężkim stanie, której matka do tej pory nie wierzyła, że covid istnieje. Dopiero, gdy na szali było życie jej córki, zmieniła nastawienie - mówi nam prof. Kwinta.

Z podobnymi przypadkami spotkała się też dr Stopyra, która opowiada o rodzinach z południowej części województwa, które wstydzą się przyznać sąsiadom, że zakażone dziecko leży w szpitalu. Bo jak, skoro cała wieś uważa pandemię za coś nierealnego – spisek biznesu i lekarzy?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Rośnie liczba PIMS u dzieci. Apogeum zachorowań dopiero przed nami - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie