Rozmowa z prof. Piotrem Petrykowskim o szkole

Redakcja
Z prof. dr. hab. PIOTREM PETRYKOWSKIM, prodziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK, rozmawia Katarzyna Bogucka.

Z prof. dr. hab. PIOTREM PETRYKOWSKIM, prodziekanem Wydziału Nauk Pedagogicznych UMK, rozmawia Katarzyna Bogucka.

<!** Image 3 align=none alt="Image 170496" >

Czy podoba się Panu szkoła?

Nawet uczniom ona się nie podoba. To z zasady mało przyjazne miejsce. Każą się uczyć, dobrze zachowywać, reagować na dzwonki. Nic przyjemnego.

<!** reklama>

Mniej przyjemnie jest, gdy po szkole nie można znaleźć pracy. Tyle reform na nic?

Trzeba się cofnąć do ministra Handkego, który powołał do życia gimnazja. Ich stworzenie, przy bardzo zróżnicowanym poziomie kształcenia w różnych ośrodkach w kraju, miało doprowadzić do jak najszybszego zrównania szans edukacyjnych wszystkich dzieci. Z tego punktu widzenia trudno było temu pomysłowi odmówić słuszności. Tyle że nie uwzględniono najważniejszego elementu - okresu dojrzewania.

Gimnazjalna burza hormonalna?

Dziecko w szkole podstawowej poznaje, czym jest przyjaźń, pierwsza miłość, rozczarowanie. W tym momencie wyrywa się je z dobrze znanego środowiska. To musi zaboleć.

Za chwilę i tak pójdzie do kolejnej szkoły...

Jednak lata gimnazjum to najtrudniejszy czas. I tu pojawia się kolejny problem. Kadra nauczycielska nie była przygotowana na starcie z młodzieżą w tym wieku. Potrzebne by było uruchomienie innego mechanizmu wychowawczego. W ośmioklasowej szkole dziecko dorastało razem z nauczycielem. Nie było takich kłopotów...

Nowy system się nie dotarł?

Nie miał szans. Minister Handke zdążył przeznaczyć spore pieniądze na kształcenie podyplomowe nauczycieli, a później przestał być ministrem. Od lat system edukacji w Polsce związany jest z kolejnymi ekipami rządzącymi. Każdy chce zostawić po sobie ślad. Z edukacji narodowej zrobiliśmy wozownię, w której stoją karety, ale co chwilę zmieniają się stangreci. To nie ma sensu. Kiedyś na posiedzeniu komisji edukacji zwróciłem minister Hall uwagę, że jej projekty wymagają dopracowania, jeśli mają przetrwać wiele lat. Ona na to: - Czy ja za kilka lat będę jeszcze ministrem? Minister, który nie myśli kategoriami kilku lat? Skandal.

Jak Pan sobie to wyobraża: rząd odchodzi, minister zostaje?

Za edukację powinna być odpowiedzialna kompetentna instytucja, powołana na przykład na siedem lat. Stać nas na utrzymywanie IPN, CBA i innych podmiotów, dlaczego nie stworzymy czegoś na kształt komisji edukacji narodowej? Przecież edukacja leży w interesie państwa.

I bywa do państwowych celów wykorzystywana...

Zawsze była terenem ścierania się rozmaitych interesów. Jak w domu. Gdy rodzi się dziecko, teściowie mają tysiące uwag, wychowawczych rad. Nie jest tak? Kto ma edukację, ten ma władzę.

Zostawmy na chwilę władzę, by pomówić o testach i rankingach

Zamiast uczyć, zaczęliśmy przygotowywać dzieci do zdobywania certyfikatów. Wiedza nie jest już mierzona doświadczeniem, ale punktami. Młodzież kpi z testu gimnazjalnego. Słyszy od urzędników, że wiedza sprawdzana testem z języka obcego nie przyda im się teraz. Na matematyce w pewnym liceum zaczęły się zajęcia z logiki. Uczniowie już wiedzą, że nie muszą się uczyć, bo logiki nie ma na maturze. Punkty, procenty, wykresy. Rodzice też wpadli w te sidła. Walczą o dobrą szkołę, a te ścigają się między sobą.

Co jest złego w rywalizacji szkół?

To, że nie ma żadnego obiektywnego kryterium, które pozwoliłoby powiedzieć, że ta szkoła jest dobra, a ta zła. Jest tylko ekonomia. Większość szkół utrzymuje się z pieniędzy samorządowych. Kto chce utrzymywać placówkę z końca listy rankingowej? Lepiej ją zamknąć.

Zamyka się, ponieważ jest niż demograficzny.

Tak się nam tłumaczy. To kłamstwo. Zyskamy może pół miliona złotych, które lekką ręką wydamy na jakiś festiwal. Iluzoryczna oszczędność. Edukacja to nie bank czy firma. Gdy w edukacji popełni się błąd, zauważymy go dopiero za kilkadziesiąt lat. Boję się momentu, gdy dzisiejsze siedmiolatki zasiądą w Sejmie. Może przegłosują eutanazję? Nie łudźmy się. Obniżenie wieku szkolnego jest spowodowane tylko tym, by na rynku pracy jak najszybciej pojawiła się świeża krew, by nam zapewnić emerytury...

A kiedy należy dziecko ukierunkowywać na przyszły zawód?

To idiotyczne, by 17-latkowi mówić, że za pięć lat będzie informatykiem. Skąd niby ta pewność? Absolwent studiów ma być zatrudnialny! To niekoniecznie znaczy, by miał zawód, ale żeby umiał znaleźć swoje miejsce na rynku pracy. Tak uczy się w Danii, w Stanach Zjednoczonych. No i żeby młody człowiek nie wybierał w desperacji kierunku nauczycielskiego. Ta negatywna selekcja sprawia, że za uczenie dzieci nie biorą się ci, których to kręci, ale także ci, dla których nie było miejsca gdzie indziej.

Czy nasz system edukacji jest więc zły?

Nie do końca, ale za dużo w nim poprawek, zmian. Ministrowie swoje, uczniowie swoje, rodzice też. Pamiętam za ministra Giertycha manifestację. Minister mówił wtedy: „zero tolerancji”. I zrobiło się piekło. Tymczasem naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzili badania i okazało się, że aż 60 procent rodziców zgadzało się wówczas z Giertychem. Przeraziłem się, że rodzice tak chętnie oddaliby ciężar wychowania swojego dziecka szkole i pomyślałem, że trzeba wreszcie odebrać politykierom prawo do decydowania o edukacji. Wychowywanie dzieci wymaga spokoju i czasu. Światła jupiterów mogą edukacji tylko zaszkodzić.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie