MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Różne oblicza solidarności na budowach, albo gdzie w Toruniu była ulica Melinowa?

Szymon Spandowski
W maju 1904 roku rozpoczęły się prace wykończeniowe w budynku preparandy katolickiej w Toruniu. Zdjęcie z lat międzywojennych, gdy budynek, późniejszy matecznik V LO służył Izbie Rolniczej.
W maju 1904 roku rozpoczęły się prace wykończeniowe w budynku preparandy katolickiej w Toruniu. Zdjęcie z lat międzywojennych, gdy budynek, późniejszy matecznik V LO służył Izbie Rolniczej. Narodowe Archiwum Cyfrowe
W maju 1904 roku murarze zatrudnieni przy budowie dzisiejszego Collegium Maius UMK stanęli w obronie kolegi, którego właściciel firmy budowlanej obraził złym słowem i wyrzucił z pracy. Strajk został spacyfikowany w dość nietypowy, ale perfidny sposób.

Pamiętacie Państwo wielki pożar, który wybuchł w kamienicy na rogu Szerokiej i Szczytnej? Rzecz jasna nie z autopsji, bo tego nawet najstarsi Torunianie nie pamiętają. Katastrofę z końca 1903 roku jednak na naszych łamach wspominaliśmy.

Polecamy

„Wielki ogień wszczął się dziś w południe około wpół do 12 w ulicy Szerokiej, w drogeryi pana Webera skutkiem eksplozyi balonu z benzyną - pisała „Gazeta Toruńska” 1 grudnia 1903 roku. - Ogień objął sąsiednie dwa budynki w ulicy Szerokiej i dwa budynki w ulicy Szylera. Dachy i górne piętra tych domów prawie zupełnie się spaliły. Z wielkim trzaskiem zawaliła się wieżyczka na dachu domu pana Wollenberga. Pomimo usilnej pracy straży ogniowej tak cywilnej jak wojskowej, dotąd ognia nie ugaszono. Straty, jak się zdaje, będą bardzo znaczne”.

Kiedy gazeta szła do druku, strażacy nadal walczyli z żywiołem. Kolejny dzień pracy reporterzy polskiego dziennika rozpoczęli więc od wizyty na skrzyżowaniu Szerokiej i Schillera, oraz na Wałach, w miejskiej komendzie straży pożarnej.

W jaki sposób doszło do pożaru?

„O wczorajszym ogniu podajemy jeszcze bliższe szczegóły. Ogień wybuchł w sklepie drogeryi p. Webera, gdzie uczeń Jerzy Gaglin z pomocnikiem przelewali benzynę i mieli przy tem światło - informowała gazeta w kolejnym wydaniu. - Gaglin odniósł ciężkie oparzenia na twarzy i obu rękach i trzeba go było odstawić do lazaretu. Pomocnik wyszedł bez szwanku. Wybuch nastąpił z taką siłą, że okno wystawowe wypadło na ulicę, a płomień buchnął aż na najwyższe piętro. Ztąd przeniósł się płomień na dachy sąsiednich domów, z których cztery uległy wielkiemu zniszczeniu. Pomimo usilnej pracy straży ogniowej zdołano ogień zupełnie ugasić dopiero około godziny 7 wieczorem”.

Straty były rzeczywiście ogromne. Kamienicę przy Szerokiej 28, która w chwili katastrofy miała raptem trzy lata, trzeba było odbudować. Wspominamy o tym, ponieważ w maju 1904 roku sąd osądził sprawców nieszczęścia.

Czym zakończył się proces drogerzysty i jego pomocnika?

"Na ławie oskarżonych zasiedli w piątek pomiędzy innymi właściciel drogeryi p. Weber i tegoż pomocnik A. Haupt - informowała "Gazeta Toruńska" 22 maja A. D. 1904. - Akt oskarżenia zarzuca im, że w grudniu roku zeszłego spowodowali lekkomyślnością swoją wybuch w drogeryi, który znów był przyczyną pożaru. Jak wiadomo, zniszczył ten pożar częściowo domy znajdujące się przy narożniku ul. Szerokiej i Szczytnej. Sąd skazał Webera na 300 marek, odnoście 30 dni więzienia, Haupta na 200 m., odn. 20 dni więzienia".

Pruska Temida często stosowała tego typu zamienniki kar. Często stosowała przy tym przelicznik - jeden dzień aresztu za dziesięć marek grzywny, chociaż nie było to regułą. Przemierzając kolejne roczniki gazet nie spotkaliśmy się też z sytuacją, aby ktoś część kary odsiedział, a za część zapłacił.

Polecamy

Cytowane fragmenty są interesujące nie tylko ze względów pożarowych i sądowych. Jak widać, ulica Szczytna raz jest nazywana ul. Szylera, innym razem zaś szczytną. Oficjalnie jej patronem podczas zaborów był Fryderyk Schiller, Polacy jednak używali również nazwy starszej (i zarazem dzisiejszej), zaś nazwisko niemieckiego poety zapisywali w różny sposób. To zresztą było przypadłością ogólną. Ulica Strumykowa (niem. Bachstrasse), czasami pojawiała się w ogłoszeniach jako ulica Bacha. Ulica Gottlieba Melliena (dziś Mickiewicza) nazywana była ulicą Mellina, a nawet Melinową. Zasłużony toruński burmistrz, który sprawował urząd w latach 1817-1830 z pewnością sobie na coś takiego nie zasłużył. A skoro już jesteśmy przy nazwach polskich i niemieckich...

Jakich zasad miały się trzymać pruskie władze przy germanizowaniu polskich nazw?

"Minister spraw wewnętrznych wydał rozporządzenie, aby przy zmianie polskich nazw miejscowości w pierwszym rzędzie wybierano nazwy, które miały odnośne miejscowości w czasie dawniejszym przedpolskim (in früherer vorponischen Zeit). Dopiero wtenczas, gdy brakuje tradycyi o takiej nazwie, usprawiedliwionym jest wybór nowej nazwy - czytamy w tym samym wydaniu "Gazety". - W razach wyjątkowych dozwolone są wyjątki, mianowicie wtenczas, gdy chodzi o uczczenie osobistości historycznej albo powszechnie znanej".

Jak widać, w polityce germanizacyjnej porządek musiał być. Mimo wszystko jednak troski o historię można pozazdrościć. Wróćmy jednak do procesu aptekarza i jego pomocnika. Wiemy, że skazani mieli zapłacić 300 i 200 marek grzywny. Co można było za taką sumę kupić? Na przykład środek lokomocji z wyższej półki.

"Na targ na konie przeznaczone do Afryki południowo-zachodniej, spędzono około 350 koni, z których sprzedano 51 sztuk - donosiła w drogiej połowie maja 1904 roku "Gazeta Toruńska". - Płacono 300-600 marek".

Dlaczego kupione w Toruniu konie zostały wysłane do Afryki?

Konie kupowane na toruńskim targu były potrzebne dla wojsk pacyfikujących powstanie Hererów, mieszkańców kolonizowanych przez Niemców terenów dzisiejszej Namibii. Powstańcy stawiali kolonizatorom twardy opór, w "Gazecie Toruńskiej" pojawiały się informacje o śmierci żołnierzy ze Stargardu czy Gdańska. Kiedy jednak na Czarny Ląd dotarł wysłany z Europy korpus ekspedycyjny pod wodzą gen. Lothara von Trothy, rozpoczęła się rzeź. Uważa się, że pacyfikacja powstania była pierwszym ludobójstwem XX wieku. Niemcy zepchnęli Hererów na pustynię, nie pozwalali im zbliżyć się do wody, skazując tysiące ludzi na śmierć. W Afryce pojawili się również niemieccy lekarze, którzy zabrali się za eksperymenty na jeńcach. Jak informowała "Gazeta Toruńska", sztab gen. von Trothy miał wypłynąć z Hamburga 20 maja 1904 roku.

Dlaczego na budowie przyszłego Collegium Maius wybuchł kolejny strajk?

W tym samym miesiącu w Toruniu ogłoszone zostały przetargi najpierw na wykonanie prac ślusarskich, a później szklarskich w budowanej preparandzie katolickiej, czyli dziś starym budynku V LO. Zaś na budowie szkoły wieczorowej - dzisiejszego Collegium Maius UMK, wciąż tlił się pożar strajku.

"Murarze zatrudnieni na budowli szkoły wieczornej złożyli w piątek pracę - donosiła "Gazeta" w ostatnią niedzielę maja A. D. 1904. - Przedsiębiorca tejże budowli miał obrazić jednego z towarzyszy i zwolnić go z pracy. To ma być powodem bezrobocia. Strejkujący jednak nie wymagają, aby zwolniony na nowo do pracy przyjęty został, lecz tylko, aby przedsiębiorca cofnął obrażający wyraz".

Co powiedział właściciel firmy budującej gmach, tego w gazecie nie napisano. Tak czy inaczej, robotnicy wykazali się naprawdę imponującą solidarnością. Niestety solidarni byli nie tylko oni.

"Murarze zatrudnieni na budowie szkoły wieczornej, którzy w piątek złożyli pracę, podjęli ją ponownie, bo wszyscy inni budwniczy orzekli, że zwolnią wszystkich swoich pracowników, jeżeli ci znów pracować nie będą".

Wiadomość o tym szantażu właścicieli firm budowlanych "Gazeta Toruńska" podała ostatniego dnia maja 1904 roku.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jakie gwiazdy wystąpią w Paryżu?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nowosci.com.pl Nowości Gazeta Toruńska