Ryby milczą. Temida daje głos

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Konflikt między Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Gdańsku i Okręgiem Polskiego Związku Wędkarskiego w Toruniu sąd rozstrzygnął na korzyść wędkarzy. Kością niezgody były ryby.

Konflikt między Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Gdańsku i Okręgiem Polskiego Związku Wędkarskiego w Toruniu sąd rozstrzygnął na korzyść wędkarzy. Kością niezgody były ryby.

<!** Image 2 alt="Image 165996" sub="Drwęca jest zarybiana m.in. jesiotrem. Na zdjęciu: wpuszczanie ryb do rzeki na wysokości młyna w Lubiczu Fot. Adam Zakrzewski">Czarne chmury zbierały się ostatnio nad łowiskami wędkarzy na Wiśle i Drwęcy. Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej, który w imieniu Skarbu Państwa zarządza rzekami, wypowiedział umowę z toruńskim Okręgiem Polskiego Związku Wędkarskiego. Wodniacy z Gdańska uznali, że wędkarze, którzy w 2005 roku wygrali przetarg na rybackie wykorzystanie łowisk, nie zarybiają ich zgodnie z ustalonymi wcześniej zasadami. Zdaniem RZGW, powinni to robić wyłącznie swoimi siłami, wędkarze natomiast skorzystali z wyhodowanego przez siebie narybku, ale skorzystali również z pomocy państwa. Zarząd rozwiązał więc umowę, co PZW zaskarżył i pierwszy etap batalii na sali sądowej niedawno wygrał. Czy sprawa będzie miała swój ciąg dalszy?

- Rozstrzygnięcie jest korzystne dla PZW, my nie dostaliśmy jednak jeszcze uzasadnienia - mówi Henryk Jatczak, wicedyrektor RZGW w Gdańsku. - Zanim go nie otrzymamy, nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć.

<!** reklama>

Tymczasem zrzeszeni w Polskim Związku Wędkarskim regionalni miłośnicy obserwacji ruchów spławika na wodzie już szykują kołowrotki i czekają na uprawomocnienie się wyroku. Gdyby sprawa w sądzie zakończyła się inaczej, dla wielu z nich wędkarstwo stałoby się zajęciem niezwykle kosztownym. Zanim doszło do sporu, płacili 285 zł do kasy PZW i dzięki temu mogli swoimi haczykami penetrować rzeki wszystkich podległych toruńskiemu okręgowi obwodów rybackich. Zerwanie umowy przez RZGW oznaczało, że zarząd zapuści wędkę do ich kieszeni wyciągając z niej oddzielne opłaty za połowy tam, gdzie PZW przestał być gospodarzem. Spór doprowadził do tego, że przez jakiś czas Wisła i Drwęca w ogóle były dla moczykijów niedostępne.

- Kiedy wyrok się uprawomocni, żadne dodatkowe opłaty nie będą wymagane i ten, kto wcześniej uiścił 285 zł, będzie mógł łowić swobodnie - zapewnia Mirosław Purzycki, prezes toruńskiego Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego. - O ile oczywiście nie wykupił pozwolenia na połowy tylko na jednym akwenie.

PZW, jako dzierżawca łowisk, jest zobowiązany do ich ochrony oraz zarybiania na zasadach, które są zapisane w umowie, musi się przy tym również trzymać wytycznych opracowanych przez ekspertów. Narybek, który trafia do rzek, pochodzi m.in. z hodowli związku. Umowa zawarta z RZGW, zgodnie z opinią sądu, nie zabrania mu jednak szukać go także poza własnymi stawami.

WARTO WIEDZIEĆ

  • Toruński Okręg Polskiego Związku Wędkarskiego ma pod swoimi skrzydłami łowiska na Wiśle między Toruniem i Grudziądzem, oraz na Drwęcy od okolic Ostródy do jej ujścia.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie