Sąsiedztwo z piekła rodem

Grażyna Ostropolska
Udostępnij:
lęk o życie moje i syna

Przeraźliwy krzyk kobiety rozdziera ciszę niewielkiego osiedla w centrum Bydgoszczy: - Ratujcie! Sąsiad katuje mi syna!

Ktoś dzwoni po policję i pogotowie. Chwilę później na spokojnej uliczce, nieopodal Komendy Miejskiej Policji, robi się gwarno. Przyjeżdża karetka, są mundurowi. - Ścieżki do was wydeptałam! Ostrzegałam, że dojdzie do tragedii! - wykrzykuje kobieta do policjantów. Ma żal, że lekceważono jej prośby o pomoc, a kolejne doniesienia o przestępstwie umarzano „z powodu niewykrycia sprawcy”. Jest u kresu wytrzymałości. Wyłamywane drzwi, niszczone zamki i wybite kamieniami okna w mieszkaniu, gdzie pani Jadwiga przeżyła pół wieku, to bilans ostatnich 3 lat. - Wystarczy dodać do tego groźbę podpalenia, pobicie, kłamliwe anonimy do mojego pracodawcy i fałszywy donos, jakoby mój syn miał w domu narkotyki, a stanie się jasne, dlaczego zżera mnie stres i<!** reklama>

lęk o życie moje i syna

- mówi kobieta. Przekonuje, że zło zaczęło się w 2007 r., gdy pan L. kupił mieszkanie w kamienicy. Ma dwa wyroki, obciążające sąsiada. Zapłacił 200 zł grzywny za celowe uszkodzenie roweru, którym pani Jadwiga dojeżdża do pracy. - Udało się nagrać, jak L. to robi, więc sprawy nie umorzono - kobieta pokazuje dowód. Kolejną grzywnę sąsiad też dostał niewielką. Dał w „Anonsach” ogłoszenie, firmowane telefonem Damiana, syna pani Jadwigi. Sąd ustalił, że to L. był zleceniodawcą fikcyjnej oferty i wymierzył mu karę.

Dlaczego L. to zrobił? - Do mnie też telefonowano w sprawie ogłoszenia, którego nie zamieszczałem. Pojawiał się numer komórki Damiana i ktoś mi poradził, żebym w rewanżu zrobił mu to samo - tłumaczy L.

- W sądzie tak samo się bronił, ale gdy wniosłem o przeprowadzenie dowodu z bilingu jego telefonu, L. przyznał się do winy - twierdzi Damian. Żal mu matki. Przeszła trudne chwile z mężem alkoholikiem, sama wychowywała syna.i to dobrze, bo 20-letni dziś Damian przynosił szkolne świadectwa z paskiem i dzielnie znosił finansowe niedostatki. Pani Jadwiga przeżyła szok, gdy rok temu weszli do jej mieszkania policjanci z psem tropiącym narkotyki. - Dostali donos, że syn nimi handluje - oburza się matka. Podejrzewa sąsiada, ale nie ma dowodów. Ustalenie, kto złożył

fałszywy donos

okazało się niemożliwe. - Syna przeproszono za pochopny nakaz przeszukania i pocieszono, że za 5 lat ślad po tym wydarzeniu zniknie z akt, a prokuratura odmówiła podania personaliów donosiciela, zasłaniając się tajemnicą - ubolewa pani Jadwiga. Ją też dotknęły kłamliwe anonimy. - Dostaje je mój pracodawca. Ktoś próbuje zrobić ze mnie złodziejkę, wynoszącą z miejsca pracy różne rzeczy - skarży się. Cieszy się, że szef jej ufa i w oszczerstwa nie wierzy.

- Ja różne opinie o tej pani słyszałem. Radzę porozmawiać z jej pracodawcą - namawia nas L. Przekonuje, że pani Jadwiga jest osobą konfliktową. - Sąsiedzi to potwierdzą - mówi. Oskarżył panią Jadwigę o złośliwe niepokojenie. - Trzaska drzwiami, biega po mieszkaniu w ciężkich butach, uderza czymś w sufit, słucha głośnej muzyki i gwiżdże - to zarzuty pana L. i jego partnerki sprzed półtora roku. Postępowanie wtedy umorzono. - Teraz wnosimy pozew cywilny, bo nękanie się nasiliło, gdy urodził się nam syn - twierdzi para. Sugeruje, że złośliwe zachowania sąsiadki nasilają się, gdy dziecko śpi. - Widzi, że spuszczamy żaluzje i zaczyna się stukanie, trzaskanie, muzyka...

- Dzwonią po policję, gdy rozbijam mięso na kotlety, głośniej ustawiam telewizor, zamykam okno lub drzwiczki od pieca. To ja powinnam ich skarżyć o złośliwe nękanie - broni się pani Jadwiga. Niedawno sąsiad oskarżył ją o kradzież rachunków telefonicznych ze skrzynki. - Dowodził, że tylko ja mogłam to zrobić, bo później niż inni lokatorzy wychodzę do pracy. Dostałam zaoczny wyrok nakazowy, odwołałam się do sądu i wygrałam - mówi. Końca doniesień, policyjnych interwencji i sądowych pozwów nie widać. Jaka była

geneza konfliktu?

Pani Jadwiga widzi to tak: - Żyliśmy w kamienicy jak jedna wielka rodzina, aż zjawił się L. i wszystko zepsuł. Nie podobały mu się szopki, w których trzymaliśmy opał, meble ogrodowe i rowery, więc zawnioskował, by ADM je zburzyła - wspomina. Była na wakacjach, gdy na podwórze weszły ekipy rozbiórkowe. - Nasz dobytek z szopek zostawiono bez dozoru pod gołym niebem - twierdzi. Starała się w ADM o pomieszczenie po dawnej pralni. - Usłyszałam, że dostanę je, jak sprzątnę swoje rzeczy z podwórza. To było błędne koło, bo gdy wniosłam dywan i rowery do pralni, to L. wraz z kolegą je wyrzucił. Walił rowerami o ziemię, nie wiedząc, że jest nagrywany. W sądzie nie przyznawał się do ich zniszczenia, dopóki nie pokazałam filmu - wspomina pani Jadwiga. Ma do sąsiada żal. - Jego stać na dwa samochody, ja dojeżdżam do pracy rowerem, który chciał zniszczyć - skarży się.

- Zrobiliśmy wokół domu porządek, sąsiedzi powinni być nam wdzięczni - uważa L. Swoje mieszkanie też chciał przebudować, a pani Jadwiga wciąż mu przeszkadzała.

- Nad naszym pokojem zrobił sobie łazienkę i do dziś nie wiem, kto mu na to pozwolił. Trzy razy nas zalewał, a jakby tego było mało, przebił się przez sufit nad naszą toaletą i wpuścił tam rurę kanalizacyjną. - Doszło do ugody przed inspektorem budowlanym i zobowiązałem się do naprawy sufitu - wyjaśnia L.

Zaczęło się od drobiazgów. Konflikt sięgnął zenitu, gdy 10 cm od głowy śpiącej pani Jadwigi.

wylądował kamień.

- Zachowałam go na pamiątkę - kobieta pokazuje spory odłamek.

- Wybito nam wtedy kamieniami wszystkie okna od strony ulicy. Szyby wstawiliśmy dopiero po kilku miesiącach, tuż przed Bożym Narodzeniem, bo nie było nas stać na taki wydatek - wspomina Damian.

Policja nie wytropiła sprawców, śledztwo umorzono. Tych, którzy po raz kolejny wybili szyby, Damian sam namierzył. Biegł za nimi przez pół osiedla i oddał łobuzów w ręce policji. Byli znani policji, poddali się dobrowolnej karze.

- Ja nie mam z tym nic wspólnego - zapewnia L. i sugeruje, że Damian z kimś zadarł. Między nim a synem pani Jadwigi doszło ostatnio do rękoczynów, zakończonych interwencją policji i pogotowia. - Uszkadzano nam zamki, ustawiano na progu znicze, zaklejano wizjer, kopano w drzwi. Sprawcy byli bezkarni, bo nawet gdy rozpoznaliśmy znajomego L. , który to robił, ten zapewnił sobie alibi, ale przyszła kryska na matyska i gdy kolejny raz Ireneusz S., przyjaciel pana L., kopnął w nasze drzwi, nie wiedząc, że stoi za nimi policjant, został zakuty w kajdanki - wspomina pani Jadwiga.

Było to krótko po tym, jak L. wtargnął do ich mieszkania.

- Jak zwykle wchodząc na piętro kopnął w nasze drzwi, więc syn wyszedł i zapytał, czy ma jakiś problem. Wtedy L. zawrócił, walnął mnie pięścią w twarz, kolanem w brzuch i rzucił się na syna - wspomina pani Jadwiga. Widziała, jak skulony Damian leży w rogu kuchni, a sąsiad go okłada. - Bałam się, że go zabije, więc boso wybiegłam na ulicę krzycząc, że sąsiad katuje syna.

- To wersja sąsiadów. Ja nie przekroczyłem progu ich mieszkania. Potknąłem się przed ich drzwiami i przypadkowo w nie puknąłem, a wtedy wyskoczył Damian i zaczął mnie okładać pałką - twierdzi L.

- Pałką dostał, bo broniłem siebie i matki - przyznaje Damian. Obrażenia obu nie naruszyły stanu ich zdrowia powyżej 7 dni, więc karnego postępowania nie będzie. Na zgodę też się nie zapowiada.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Konrat
zajętym policjantom. Czy zabił ktoś jej syna? nie. No właśnie . Jak zabije to trzeba wziąć zwłoki syna, zanieść na policję, złożyć pomalutku, bez nerwów i emocji zeznania i czekać. Może chłopaki z policji się sprawą zajmą....albo umorzą....taki kraj.
Dodaj ogłoszenie