Skopał kota w Czerniewicach, a teraz stanął przed sądem

Justyna Wojciechowska-Narloch
Justyna Wojciechowska-Narloch
Skopana kotka Dzidzia po ataku długo dochodziła do siebie
Skopana kotka Dzidzia po ataku długo dochodziła do siebie Nadesłane
Udostępnij:
Ruszył proces mężczyzny, który zimą zaatakował bezbronną kotkę Dzidzię na parkingu w toruńskich Czerniewicach. Zwierzak miał zwichnięty staw łokciowy, jego kończyna została włożona w gips. Leczenie kotki było bardzo kosztowne. Teraz sprawca tego karygodnego czynu - 30-letni torunianin — tłumaczy się ze swojego zachowania przed sądem.

Obejrzyj: Remont ulicy Długiej w Toruniu

O całym tym bulwersującym zdarzeniu informowaliśmy w "Nowościach" na początku lutego. Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt, które zajęło się sprawą, od początku obiecywało, że sprawca nie pozostanie bezkarny. Jego przykład może odstraszyć innych, którzy nie widzą problemu w krzywdzeniu bezbronnych zwierząt.

Polecamy

- Mężczyzna przyznał, że kopnął kota. Tłumaczył, że to Dzidzia była agresywna wobec jego psa. Postaramy się, aby sprawca poniósł sprawiedliwą karę będącą przestrogą dla innych. Za znęcanie się nad zwierzęciem, a takim czynem jest niewątpliwie kopanie i zadawanie bólu, grozi nawet więzienie - mówi Piotr Korpal z TTOPZ.

Co zdarzyło się w styczniu?

Przypomnijmy. Wszystko wydarzyło się 11 stycznia 2022 roku w ciągu dnia na parkingu przy ul. Solankowej w Czerniewicach. Bura kotka Dzidzia znajdowała się tam pod opieką swojej karmicielki. W tym samym czasie na parkingu pojawił się mężczyzna z psem. Zwierzak biegał bez smyczy. W pewnym momencie podszedł do kotki, która zareagowała instynktownie – zasyczała i przyjęła postawę obronną. Wówczas właściciel psa postanowił pomóc swojemu pupilowi w starciu z kotem, mocno kopiąc Dzidzię. Nie przejął się, że to miejsce publiczne, że wokół są inni ludzie, że działają kamery monitoringu.

Polecamy

Jak opowiadali nam świadkowie tego zdarzenia, po otrzymaniu razu zwierzę uciekło, głośno miaucząc z bólu. Karmicielka znalazła kotkę dopiero po kilku godzinach, ukrytą w krzakach. U weterynarza okazało się, że doszło do zwichnięcia stawu łokciowego w prawej łapce. Konieczne było nastawienie oraz unieruchomienie za pomocą opatrunku gipsowego.

Jak poważny był to uraz?

Wyjaśnijmy, że potocznie zwichnięcie uznawane jest za mniej groźne niż złamanie. Nie wygląda tak spektakularnie na zdjęciu RTG. W rzeczywistości to bardzo poważny uraz, który może mieć duże konsekwencje. Oprócz bardzo bolesnego przesunięcia powierzchni stawowych często uszkodzeniu ulegają tkanki miękkie: torebka stawowa, okoliczne więzadła i ścięgna, które mogą się zagoić w sposób patologiczny i utrudniać funkcjonowanie na lata.

Polecamy

Na szczęście Dzidzia dobrze zniosła leczenie i wszystko wskazuje na to, że będzie funkcjonować normalnie.

- Zależy nam na tym, by sprawca nie tylko poniósł sprawiedliwą karę, ale też pokrył koszty leczenia i rehabilitacji kotki — dodaje Piotr Korpal.

Sprawę Dzidzi prowadzi Kancelaria Adwokacka Anita Engler, która nie po raz pierwszy pomaga Toruńskiemu Towarzystwu Ochrony Praw Zwierząt. Prawniczka prowadzi też głośną sprawę psa Bobika, którego właściciel zagłodził na śmierć. Pies został mu odebrany, ale niestety nie udało się go uratować. Finał tego procesu w najbliższych tygodniach.

Polecamy nasze grupy i strony na Facebooku:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowości Gazeta Toruńska
Dodaj ogłoszenie