Słucham, więc jestem - czyli felieton o tym, co wyniknie z podsłuchiwania profesorów

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
FOT. DARIUSZ BLOCH

Podsłuchiwanie bliźnich to rozrywka lubiana i ceniona. No bo co nam, szaraczkom, powie więcej o politycznej kuchence czy mrokach biznesu, niż te nagrania, z których wyłażą ludzie prawdziwi i nieupudrowani? Po naszym regionalnym hicie tygodnia, czyli nagraniach panów profesorów, jestem jednak z lekka zmieszany, a nawet wstrząśnięty. I to mimo tego, że nikt tam języka nie plugawił.

Przypomnijmy. Po wykładzie trzej uczeni - dwaj z Collegium Medicum UMK i jeden z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego - rozprawiało o tym, jak poradzić sobie ze zbyt wysoką zdawalnością egzaminów w epoce pandemii. Jako że jedną z przypadłości nauki zdalnej jest to, że uczniowie w technikaliach są zwykle dużo bieglejsi od mistrzów, profesorowie nie wyłączyli mikrofonu, a studenci ich nagrali. No i zrobiło się pouczająco.

Raz, że pan z Gdańska wprowadził nieciekawy smrodek finansowy, puchnąc z dumy, ile to dzięki niemu uczelnia zarabia na powtarzających egzamin. Co jako żywo przypominało legendy o typkach od prawa jazdy, którzy oblewają kursantów minimum pięć razy, żeby zarobić. Ale to szczegół, zdecydowanie ważniejsza była jednak brutalnie szczera ocena jakości nauczania zdalnego.

O fatalnym oddziaływaniu tej zdalności na dziatwę szkolną – pobierającą m.in. praktyczne lekcje oszukiwania - już pisałem. Odzew był obfity, dostałem nawet ciekawy list od pana nauczyciela, który zrugał mnie nieco, bo przecież zajęcia zdalne można zrobić cudnie, a weryfikacja samodzielności pracy jest prosta. To ciekawe, bo jak zweryfikować choćby to, czy dzieciaki na klasówce nie siedzą w jednym pokoju, korzystając z mądrości zbiorowej?

Ale wracając do profesorów... Jasno tam wybrzmiało, że gdyby “zdalnym” studentom zrobić normalny egzamin, to zdałoby go zaledwie 40 proc. I tu zacząłem dumać, czy aby te profesorskie pomysły nie są jak najbardziej w naszym, Polaków-szaraków, interesie. Bo czy chcielibyście, drodzy rodacy, leczyć się u doktora, co to nauczany był zdalnie i takoż zdawał egzaminy, których normalnie nigdy by nie zdał? Bo co prawda w Gdańsku na przedmiotach “przedklinicznych” rzeczywiście jest rzeźnia, ale może trochę dzięki temu GUMed wypuszcza świetnych lekarzy? Choć jak sprawdziłem u znajomych absolwentów po tej uczelni, ponoć zdecydowanie nie dlatego, a raczej mimo tego, a dzięki świetnym przedmiotom klinicznym.

Cóż, jedno jest pewne - w pandemii zaufanie siada do wszystkich i wszędzie. Do polityków, urzędników i naukowców też. Po chwalbie byłego rektora GUMedu, jak to w 45 sekund kosi studenta, niestety raczej nie urośnie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie