Śmierć w spokojnym domu

Waldemar Piórkowski
Waldemar Piórkowski
Mieszkańcy wieżowca przy ulicy Buszczyńskich w Toruniu nie mogą uwierzyć, że ich sąsiadka nie żyje.

Mieszkańcy wieżowca przy ulicy Buszczyńskich w Toruniu nie mogą uwierzyć, że ich sąsiadka nie żyje.

<!** Image 2 align=right alt="Image 79663" sub="To nie były spokojne święta dla mieszkańców bloku przy ul. Buszczyńskich / Fot. Jacek Smarz">Tym bardziej jest to dla nich szokujące, że o zamordowanie kobiety podejrzany jest mężczyzna, z którym mieszkała od wielu lat.

- On jest na rencie, to zapalony wędkarz. Wiele razy z nim rozmawiałam, ponieważ też czasami łowiłam. Lubię posiedzieć nad wodą - mówi jedna z mieszkanek wieżowca. - Nawet żałował kiedyś, że jego pani nie chce się dać namówić na wspólne wypady na ryby. Wydawał się spokojny i zrównoważony. Widać nie wiadomo, co siedzi w człowieku.

Lokatorzy kilkuklatkowego 11-piętrowego wieżowca nie mogli wczoraj uwierzyć, że ich sąsiadka nie żyje, a do tragedii doszło właśnie w tym mieszkaniu na parterze. Prędzej spodziewaliby się domowej awantury zakończonej tragedią w innym lokalu, bo wśród kilkuset mieszkańców są tacy, o których wiedzą, że się kłócą. W takim wieżowcu jak ten, wiele słychać przez ściany. W przypadku tej rodziny z parteru nie było wcześniej żadnych podobnych odgłosów. A mieszkali tu w trójkę, z dorosłym synem kobiety z poprzedniego związku, od około 10 lat.

<!** reklama>- To była taka dobra kobieta. Zawsze pogadała chwilę, pogłaskała mojego psa. Nie miała ślubu z tym mężczyzną, ale żyli jak małżeństwo. Grzeczni i uczynni. Normalni - opowiada prawie ze łzami w oczach jedna z sąsiadek, która w świąteczny poniedziałek około godziny 21 schodziła z wyższego piętra na podwórko. - Od parteru, do pierwszego piętra schody były całe we krwi. A wszędzie kręcili się policjanci.

Jeszcze wczoraj rano przed budynkiem widać było wiele śladów krwi i dwie plamy powstałe tam, gdzie kobieta upadała. Tragedia miała swój początek w mieszkaniu na parterze. Tam w lany poniedziałek wieczorem musiało dojść do kłótni. Co było jej powodem? Na razie tego nie wiadomo. Może coś więcej uda się ustalić dziś, kiedy dojdzie do przesłuchania 58-latka podejrzanego o zabójstwo i 23-letniego syna nieżyjącej kobiety.

<!** Image 3 align=right alt="Image 79663" sub="Drzwi mieszkania, gdzie rozpoczęła się tragiczna awantura, zabezpieczyła policja / Fot. Jacek Smarz">W poniedziałek wieczorem, sąsiedzi nie słyszeli odgłosów awantury dochodzących z mieszkania na parterze. Zaniepokoili się dopiero, gdy usłyszeli kłótnię na klatce schodowej. Wówczas wezwali policję.

Z mieszkania wybiegła kobieta i jej syn. Oboje byli zakrwawieni. Chłopak pobiegł na piętro, kobieta do wyjścia z budynku. Za nią pognał z nożem w ręku mężczyzna. Rany, które miała kobieta, już wówczas musiały być bardzo poważne, ponieważ pierwszy raz przewróciła się na chodniku kilka metrów od wejścia do klatki schodowej. Drugi raz upadała kawałek dalej. W tym czasie mężczyzna zadawał jej jeszcze ciosy. I uciekł. 49-letnia kobieta zmarła w szpitalu.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie