Sosnowski się nie poddaje

Janusz Bąkowski Piotr Bednarczyk
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
W sobotę polski pięściarz Albert Sosnowski przegrał walkę w Niemczech przez ciężki nokaut. Liczymy, że humory poprawi nam za trzy dni Krzysztof Włodarczyk.

W sobotę polski pięściarz Albert Sosnowski przegrał walkę w Niemczech przez ciężki nokaut. Liczymy, że humory poprawi nam za trzy dni Krzysztof Włodarczyk.

<!** Image 2 align=none alt="Image 169360" sub="Aleksander Dimitrienko (z prawej) po walce podziękował Albertowi Sosnowskiemu. „Taki jest boks” - stwierdził Fot. Janusz Bąkowski">Toruńscy kibice mogą kojarzyć Sosnowskiego z czerwca 2000 roku, kiedy podczas gali w hali Zespołu Szkół nr 28 pokonał w drugiej rundzie przez techniczny nokaut Amerykanina Clarenca Goinsa. Wówczas mówiono, że rodzi się nowa gwiazda polskiego boksu w wadze ciężkiej.

Mistrzostwa świata jednak Sosnowski nie zdobył nigdy. Choć doczekał się prestiżowej walki ze słynnym Witalijem Kliczką, przegranej w szóstej rundzie przez nokaut.

Z sercem do walki

W minioną sobotę Polak walczył w malutkiej salce w Hamburgu o tytuł mistrza Europy z Aleksandrem Dimitrienką, Ukraińcem z niemieckim obywatelstwem. Jak już pisaliśmy, został ciężko znokautowany w 12 rundzie. Do tego momentu walka była bardzo wyrównana. Część rund wygrał Sosnowski, część Dimitrienko. Pojedynek nie był zbyt piękny. Nasz bokser wyprowadzał bardzo mało czystych ciosów. Z reguły trafiały one na gardę lub korpus przeciwnika. Było też sporo klinczowania.

<!** reklama>Jednego jednak nie można odmówić obydwu zawodnikom - niesamowitego serca do walki. I to właśnie zaimponowało zebranym kibicom. Wszystko wskazywało na to, że o ostatecznym werdykcie zadecydują głosy sędziów punktowych. Według zakulisowych informacji do początku 12 rundy głosami sędziów prowadził Dimitrienko 2:1. Wszelkie spekulacje zdały się jednak na nic. Mała chwila dekoncentracji spowodowała to, że odkrycie się Sosnowskiego wykorzystał bezlitośnie Dimitrienko. Wyprowadził piorunująco silny prawy podbródkowy cios, który wylądował na szczęce pretendenta do tytułu. Albert Sosnowski padł jak kamień tyłem głowy na ring.

Nie odbyła się więc siłą rzeczy konferencja prasowa. Dimitrienko, uchodzący za bardzo miłego człowieka, powiedział po walce krótko: „taki jest właśnie boks”. „Baby face” (Dziecinna Buzia), bo tak jest często nazywany, jest studentem prawa na Ukrainie. Kiedy za dwa semestry uzyska dyplom, zamierza zostać notariuszem.

Gdy walka bokserska odbywa się w Wielkiej Brytanii i podczas niej zawodnik zostaje znokautowany, to dobry obyczaj nakazuje, że ani publiczność, ani przede wszystkim trenerzy czy opiekunowie reprezentujący narożnik zwycięzcy nie okazują swojej radości aż do momentu, gdy pokonany nie podniesie się o własnych siłach z ringu. Jest to niestety dość odosobniony obyczaj, bardzo rzadko stosowany w innych państwach. Do takich należą też Niemcy. Gdy Sosnowski leżał jak kłoda nieprzytomny na środku ringu, to zarówno sam Dimitrienko, jak i jego trener Michael Timm, sekundanci oraz większość kibiców wiwatowali. Dopiero po dłuższej chwili, gdy się zorientowano, że stan zdrowia Polaka się nie poprawia, zreflektowano się, że z tą euforią należy trochę poczekać. Gdy w końcu Sosnowski, po długim opatrywaniu go przez dyżurnego lekarza wstał, ponownie rozległy się brawa, ale już także dla pokonanego. I to był pozytywny akcent zakończenia tego pojedynku.

Sosnowskiego odwieziono na kilkugodzinne badania do szpitala, które, na szczęście, nie wykazały żadnych groźnych następstw nokautu.

Cierpiał psychicznie

- Jeżeli już, to Albert cierpiał bardziej psychicznie niż fizycznie, nie mogąc się pogodzić z tą porażką - stwierdził jego promotor Krzysztof Zbarski. - Teraz jest mu potrzebny spokój. Dalsze nasze plany, to stoczenie następnej walki, tym razem z przeciwnikiem średniej klasy. Prawdopodobnie będzie to we wrześniu tego roku. Później będziemy próbować, aby Albert zmierzył się ponownie z rywalem bardzo wysoko notowanym.

Teraz „Diablo”

Tymczasem być może już w najbliższą sobotę polscy kibice boksu znacznie poprawią sobie humory. W bydgoskiej hali Łuczniczka o godzinie 19.30 odbędzie się gala „Wojak Boxing Night”. W walce wieczoru Krzysztof „Diablo” Włodarczyk (30 lat) zmierzy się w obronie mistrzostwa świata WBC w wadze junior ciężkiej z Portorykańczykiem Francisco Palaciosem (34 lata).

Transmisję z całej imprezy przeprowadzi Polsat Sport, zaś walka polskiego pięściarza zostanie pokazana w kanale otwartym. Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej w warszawskim hotelu „Hilton” odbyło się wstępne ważenie zawodników: „Diablo” ważył 92,70 kg, jego rywal - 92,65 kg. Obaj zapowiedzieli, że znokautują swojego rywala. Ciekawe, kto dotrzyma słowa?

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie