Spod samiuśkich Alp

Redakcja
Ryszard Warta
Ryszard Warta
Udostępnij:
Gazet można nie czytać (co odradzamy), telewizji nie oglądać, do Internetu nie wchodzić, radia unikać, ale przed wielkimi reklamami nie uciekniemy.

S pod samiuśkich Alp powiało nadzieją dla umęczonych. Czym? Kompletnym bałaganem, jaki w krajobrazach naszych miast, miasteczek i przysiółków tworzą tandetne reklamy wielkoformatowe, stawiane gdzie się tylko da billboardy, dające po oczach megaekrany ledowe. Powiało, bo Grenoble będzie pierwszym europejskim miastem, które całkowicie pozbędzie się reklam outdoorowych. Najpierw pod nóż pójdą wolnostojące billboardy, później także mniejsze formaty - łącznie z tymi na przystankach. Wprawdzie białe kołnierzyki z branży outdoorowej ostrzegają, że miasto straci na tym jakiejś 600 tys. euro rocznie, ale argument to słaby, zwłaszcza w mieście, którego budżet to 350 milionów euro.
Dziś Grenoble, jutro Paryż, pojutrze Otwock? Niejeden by tak chciał. Problem z reklamą zewnętrzną jest poważny i to z kilku względów. Choćby dlatego, że żaden inny nośnik reklamy nie jest tak nachalny i agresywny. Gazet można nie czytać (co odradzamy), telewizji nie oglądać, do Internetu nie wchodzić, radia unikać, ale przed wielkimi reklamami nie uciekniemy, bo nie da się funkcjonować poza przestrzenią publiczną. Grenoble postawiło na cięcie ostre jak nóż do gilotyny, może i dlatego, że widok na alpejskie szczyty jest szczególnie sympatyczny, a zasłanianie go reklamową pstrokacizną szczególnie irytujące.
Nasza chata z kraja i u nas francuskiej rewolucji nie będzie. W ogóle nie wiadomo, co będzie, bo porządkowanie polskiego krajobrazu idzie jak po grudzie. Dziesięć lat temu Polska ratyfikowała Europejską Konwencję Krajobrazową, która do tej pory jest u nas martwym prawem. Sprawa ruszyć miała do przodu, gdy latem zeszłego roku prezydent Bronisław Komorowski wniósł do Sejmu projekt tzw. Ustawy krajobrazowej, porządkującej przepisy dotyczące ochrony krajobrazu. Na marginesie warto przypomnieć, że w zespole tworzącym prezydencki projekt był także marszałek Piotr Całbecki.
Jest tam kilka ciekawych rozwiązań. Projekt zobowiązuje np. samorządy województw do przeprowadzenia audytu krajobrazowego i wyznaczenia krajobrazów priorytetowych, wymagających szczególnej ochrony, wprowadza pojęcie „dominanty krajobrazowej”, którą może być urządzenie czy budowla znacząco wpływające wizualnie na swe otoczenie, daje gminom możliwość tworzenia własnych zasad, porządkujących sprawy małej architektury, reklam itp., oraz - co sprytne - daje jednocześnie samorządom lokalnym prawo pobierania opłat za reklamy, ale tylko tym, które zabiorą się za porządkowanie reklamowego chaosu na swym terenie.
Jak wylicza Dom Mediowy Starlink, rynek reklamy zewnętrznej w Polsce to niecałe 450 mln złotych. To niewiele przy wartym 3,5 mld rynku reklamy telewizyjnej, ale zawsze coś. Nic dziwnego więc, że ze strony outdoorowej branży posypały się uwagi i zastrzeżenia. Nie tylko zresztą z tej strony. Swoje zastrzeżenia ma też lobby wiatrakowe. Jakie wiatry wiały, takie wiały, w każdym razie projekt ugrzązł w procesie legislacyjnym i mimo kolejnych zapowiedzi, że w końcu ustawa wejdzie w życie, nawet mimo wyraźnego już zniecierpliwienia Prezydenta, szczęśliwego finału pracy na tymi przepisami jakoś nie można się dopatrzeć. Za to reklamowy bałagan widoczny jest aż za bardzo.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie