Stan nieufności

Ryszard Warta Marek Nienartowicz
Rozmowa z RAFAŁEM BRUSKIM, prezydentem Bydgoszczy, o kontaktach z Toruniem i współpracy z Urzędem Marszałkowskim.

Rozmowa z RAFAŁEM BRUSKIM, prezydentem Bydgoszczy, o kontaktach z Toruniem i współpracy z Urzędem Marszałkowskim.

<!** Image 2 alt="Image 166350" sub="Rafał Bruski został prezydentem Bydgoszczy po ostatnich wyborach. Wcześniej był wojewodą kujawsko-pomorskim Fot. Dariusz Bloch">Czy nowy prezydent Bydgoszczy oznacza nowe otwarcie w relacjach Torunia z Bydgoszczą? Za Pana poprzednika było różnie. Najpierw wydawały się bardzo poprawne, ale gdzieś od roku klimat zaczął się wyraźnie psuć.

Zawsze miałem dobre relacje z prezydentem Torunia. Michał Zaleski był jedyną osobą z Torunia, która złożyła mi gratulacje po wyborze na prezydenta. To pewien symbol. To są dwa różne miasta. Każde ma swoją ścieżkę rozwoju, ale są obszary wspólnego działania. I będziemy współdziałać zwłaszcza tam, gdzie na zasadzie wartości dodanej jeden plus jeden będzie więcej niż dwa. Nie ma we mnie wrogości wobec Torunia i jego mieszkańców, którą niektórzy mi przypisują. Był u mnie niedawno marszałek Piotr Całbecki i tłumaczyłem mu, jak jest postrzegany przez bydgoszczan. Kluczem jest zaufanie. Niczego nie da się zrobić na siłę. Można się ożenić dla pieniędzy, dla kariery, ale jeśli związek ma być trwały, to trzeba go oprzeć na zaufaniu. Dopóki będzie go brakowało, to patrzenie bydgoszczan w kierunku pięknego Torunia będzie sztuczne, wymuszane przez tych, którzy sprawują władzę.

Tylko jak marszałek Całbecki może to zaufanie zdobyć? Z perspektywy Torunia wygląda to tak, że czego by nie robił, i tak jest to odbierane w Bydgoszczy źle.

Albo ma zły PR, albo coś ukrywa. Może ma dobre intencje, ale jest zły przekaz.

<!** reklama>

A może ktoś mu robi czarny PR w Bydgoszczy?

Ale kto miałby to robić?

Na przykład stowarzyszenie Metropolia Bydgoska. Dla nich Całbecki jest kimś, kim można straszyć bydgoskie dzieci.

W tych relacjach zawsze i tylko „idzie o pieniądze”. One leżą u podstaw tej nieufności bydgoszczan, którym chodzi o nierówne traktowanie w finansach. Znam mieszkańców, wielokrotnie z nimi rozmawiałem, jeszcze podczas kampanii. Rzecz nie w tym, ile razy marszałek przyjedzie do Bydgoszczy i przetnie wstęgę czy wręczy kwiaty. Miasta rozwijają się dzięki inwestycjom. Oczekiwania mieszkańców Bydgoszczy i Torunia w tym zakresie są takie same. Oba miasta różni jedynie liczba mieszkańców. W takiej sytuacji zasadne jest domaganie się, by rozdział pieniędzy był jawny. Gdy tej jawności i otwartości nie ma, a jest tylko mówienie o zrównoważonym rozwoju - to rodzi się nieufność. A przecież Metropolia Bydgoska aż do sądu skierowała sprawę, by uzyskać dane. Kiedy powstaje nieufność? Gdy coś ukrywam. Jako wojewoda pokazałem pewien mechanizm, gdy rozdzielane były środki na tzw. schetynówki. Wiedziałem, że będę miał kolejki wchodzących i wychodzących, tysiące telefonów. Postawiłem na pełną jasność, każdy mógł się zapoznać z zasadami i dokumentacją. Udało się stworzyć tak szczelny system, że nawet ja sam nie mógłbym w niego ingerować. Przyjęcie takiego przejrzystego modelu w województwie spowodowałoby, że skończyłyby się podejrzenia i niedomówienia.

<!** Image 3 align=right alt="Image 166350" >Z danych Urzędu Marszałkowskiego wynika, że ma żadnej wielkiej dysproporcji. Do zarzutów o to rzekome faworyzowanie Torunia sceptycznie odnosi się wicemarszałek Edward Hartwich, który przecież jest z Bydgoszczy.

Tak, ale wybrał go sobie marszałek Całbecki. W Bydgoszczy nie ma także zaufania do wicemarszałka Hartwicha.

Czy to nie jest tak, że ktokolwiek z Bydgoszczy byłby w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu, to i tak byłby traktowany nieufnie?

Był wicemarszałek Włodzisław Giziński. Potrafił mówić prawdę, dociekać prawdy i oczekiwać przejrzystości. No i szybko został odwołany. Prawdę da się wyliczyć. Wiem to jako ekonomista. Wszystkie dane ma Urząd Marszałkowski. Co powinien zrobić marszałek? Wyłożyć wszystko na stół. Jeśli nierówne traktowanie jest mitem, to bym przygotował dane, opublikował i miałbym święty spokój. To powiedziałem marszałkowi. Nie robi tego. Może ma coś do ukrycia?

Z materiałów UM wynika, że z budżetu województwa, w tym w ramach RPO, przekazano Bydgoszczy 1,3 mld zł, Toruniowi - 999 mln zł. To wypada 4643 zł na mieszkańca Bydgoszczy i 4800 zł - Torunia. Gdzie ta rażąca nierówność?

To nie są konkrety. To jest statystyka. Dane chwilowe. Zostanie podpisana jedna, dwie umowy i te dane się zmienią. Nie pokazują całej prawdy. RPO jest w takim stanie zaawansowania, że można pokazać wszystko, co dostały samorządy, przedsiębiorcy, co przekazano w konkursach.

Panie prezydencie, nie może być tak, że jeśli ktoś podaje dane mające świadczyć o nierównym podziale, to się je akceptuje, a gdy pojawiają się dane świadczące o czymś innym, to nazywa się je tylko statystyką.

Przygotowuję dane dotyczące finansowania. Gdy je przedstawię, będzie to wiarygodne. Zdaję sobie sprawę z wagi tego, co może się okazać. Inny jest odbiór opinii publicznej, gdy dane przedstawia stowarzyszenie, a inny, gdy prezydent.

<!** Image 4 alt="Image 166350" >Jak wyglądają Pana kontakty z marszałkiem Całbeckim? Obaj należycie do kujawsko-pomorskiej struktury Platformy Obywatelskiej.

Są wyłącznie służbowe. Co mam zrobić, gdy na przykład czytam coś takiego: „prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski żalił się, że marszałek jest z Torunia, szef portu lotniczego w Bydgoszczy także, pieniądze dzieli Urząd Marszałkowski w Toruniu, w domyśle niesprawiedliwie...” i marszałek odpowiada tak: „Cóż ja mogę na to odpowiedzieć? Boli mnie, że opinia prezydenta największego miasta regionu jest tak negatywna o mieszkańcach Torunia”. To brzmi tak, jakbym był wrogiem mieszkańców Torunia, a nie jestem! Uważacie panowie, że tak się uczciwie gra?

Wcześniej, gdy był Pan wojewodą, te relacje były lepsze?

Nie. Raz w ciągu trzech lat zdarzyło się, że w jednej sprawie wymagane były nasze wspólne uzgodnienia. Tymczasem do ministerstwa poszła informacja, że uzgodnienie ze mną jest, choć go nie było. Tylko raz mieliśmy coś razem uzgodnić i mimo to zostałem zignorowany. Gdy potem Piotr do mnie zadzwonił i pytał, po co robię taką wojnę, powiedziałem, żeby przejrzał całą dokumentację. Potem przyznał, że został wprowadzony w błąd przez kogoś ze swoich ludzi. Powiedziałem OK, ktoś czegoś nie dopatrzył, zdarza się, ale jeśli w ważnym procesie decyzyjnym zostałem zignorowany, to nie dziw się, że informuje o tym swojego przełożonego, czyli ministra.

Jak Pan widzi kwestię metropolii? Bydgosko-toruńska czy bydgoska? Nigdy nie kwestionował Pan jednoznacznie tej pierwszej, jednocześnie cieszy się Pan poparciem stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, forsującej zupełnie inne rozwiązanie.

Kluczem do jakiejkolwiek metropolii jest zaufanie. Przy obecnym stanie nieufności nie ma szansy na bydgosko-toruńską. Dziwne jest dla mnie, że o tej kwestii dyskutuje marszałek województwa z jednym prezydentem, Bydgoszczy. Powinni zaś dyskutować prezydenci dwóch miast. Jaka jest rola marszałków w procesie metropolizacji? To właśnie marszałkowie zatrzymali projekt ustawy dotyczący metropolii, ponieważ chcieli przejąć nad tym władzę. O to jest spór między Konwentem Marszałków a Unią Metropolii Polskich i prezydentami. Rząd starał się szukać kompromisu, ale proces się zatrzymał. Nie ma zaufania, przejrzystości. Dlatego większość bydgoszczan nie widzi szans na metropolię, w której rolę decydującą przejąłby marszałek.

Hasła typu „Toruń nas okrada” tego zaufania nie budują.

Pewnie, że ten, który je wypowiada, powinien to udowodnić. Jednak druga strona, jeśli ma czyste sumienie, powinna po prostu wszystkie dane wyłożyć na stół.

Mówimy o nieufności wobec Urzędu Marszałkowskiego. Są jednak kwestie niedotyczące tego urzędu, jak zgłoszenie Bydgoszczy do startu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury czy pomysł odłączenia Collegium Medicum od UMK. Dlaczego bydgoską tożsamość próbuje się budować na kontrze do Torunia?

O ESK trudno mi mówić, stałem nieco z boku, a jako wojewoda trzymałem kciuki za kandydaturami obu miast. Nie podobało mi się, gdy prezydent Torunia przyjechał do Bydgoszczy promować swój projekt i został tu bardzo brzydko przyjęty. To było nieładne. Nie wiem, dlaczego współpraca się rozjechała, dlaczego nie udało się działać przy ESK razem. Nie wiem też, dlaczego Bydgoszcz niespodzianie zdecydowała się wystartować samodzielnie. Czy dlatego, żeby komuś zrobić na złość, czy może była to całkiem świadoma decyzja.

Kolejna wrzutka to spalarnia śmieci. To wspólny projekt Bydgoszczy i Torunia. Tu nie ma Całbeckiego, ale i tak można usłyszeć głosy mało przychylne Toruniowi.

Kontrowersje są i powiem, dlaczego. Uważam, że na tej współpracy Toruń robi superbiznes, ale miasto Bydgoszcz mogłoby zrobić biznes lepszy. Doszło do dziwnej sytuacji, że dla Torunia cała sprawa kończy się w momencie, gdy transport przejeżdża bramę składowiska. Całe ryzyko transportu, jego koszty ponosi Bydgoszcz. Z naszego punkt widzenia to bardzo niekorzystny zapis.

Umowa była negocjowana. Toruńska strona zabiegała o swoje interesy, bydgoska o swoje. Jeżeli strona bydgoska uważa, że umowa jest korzystniejsza dla Torunia, to może trzeba było się lepiej przygotować do negocjacji i skuteczniej je prowadzić?

Zgoda, tam gdzie jest biznes, nie ma miejsca na sentymenty. Umowa jest podpisana, ale gdyby nie ta umowa, to Toruń musiałby coś ze swymi śmieciami robić. Ponosiłby koszty, których teraz może uniknąć, bo Bydgoszcz wzięła je na siebie. Dlatego chciałbym wiedzieć, jak wyglądały te negocjacje. To wygląda tak, jakby z naszej strony umowę podpisywał ktoś, kto ma pistolet przy głowie.

Wciąż krążymy wokół tematu zaufania. Jak mają reagować torunianie, słysząc Pana poprzednika na stanowisku wojewody, który chwalił się, że żadna instytucja wojewódzka nie została przeniesiona do Torunia - tak jakby to było jakieś nieszczęście? Gdy jeden bydgoski poseł bije na alarm, bo jego zdaniem autostrada powinna biec obok Bydgoszczy, a nie w pobliżu Torunia, a inna bydgoska parlamentarzystka protestuje przeciwko ulokowaniu strefy ekonomicznej koło Torunia, bo jej zdaniem powinna być koło Bydgoszczy.

Oceniam to negatywnie, ale to mówią politycy. To jest ten problem, że trzeba być kontrowersyjnym, żeby zaistnieć.

Tak, ale w ten sposób zaufania nie zbudujemy.

To się zgadza.

O opinię w sprawie bydgosko- toruńskich napięć zwróciliśmy się do Piotra Całbeckiego. Wkrótce w „Nowościach” rozmowa z marszałkiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie