Sto kilo mniej - łatwo powiedzieć...

Sto kilo mniej - łatwo powiedzieć...

Marek Chełminiak

Nowości Dziennik Toruński

Aktualizacja:

Nowości Dziennik Toruński

Sto kilo mniej - łatwo powiedzieć...
Od dzisiaj zaczynam się odchudzać - takie postanowienie podejmuje coraz więcej Polaków. Wielu robi to jednak za późno albo za szybko rezygnuje z walki. Wtedy pozostaje już tylko zabieg operacyjny.
Sto kilo mniej - łatwo powiedzieć...

Od dzisiaj zaczynam się odchudzać - takie postanowienie podejmuje coraz więcej Polaków. Wielu robi to jednak za późno albo za szybko rezygnuje z walki. Wtedy pozostaje już tylko zabieg operacyjny.


Anna Grajewska zaczęła tyć w wieku około siedmiu lat. Nauka w szkole muzycznej, wielogodzinne ćwiczenia gry na fortepianie i wiolonczeli sprawiały, że prawie nigdy nie miała czasu na zabawy z rówieśnikami. W kolejnych latach tycia nie udało się zahamować. Dieta pomagała tylko na krótko. - Nigdy nie byłam zadowolona ze swojej sylwetki, ale prawdziwy wstrząs przeżyłam pod koniec ciąży. Dzień przed porodem weszłam na wagę i ze zgrozą zobaczyłam, że ważę 140 kilogramów. To było dno. Wtedy postanowiłam, że po zakończeniu karmienia dziecka piersią, na 1000 procent muszę coś z tą wagą zrobić. Podczas pierwszych miesięcy opieki nad synem przytyłam jeszcze bardziej - wspomina tamte koszmarne dni.


Pani Anna zawzięła się. - Gdy przestałam karmić, natychmiast rozpoczęłam odchudzanie. Na diecie prezydenckiej dość szybko udało mi się schudnąć około 20 kilogramów. Byłam bardzo zadowolona, ale kapuścianej zupy nie mogłam już przełknąć. Dlatego przeszłam na dietę poniżej tysiąca kalorii i zaczęłam ćwiczyć, najpierw sama w domu, a potem w klubie fitness. Nie czułam się tam jednak zbyt dobrze i prędko zaczęłam szukać w Bydgoszczy, gdzie mieszkam, znanego mi z telewizji „Klubu Kwadransowych Grubasów”. Niestety, czegoś takiego tu jeszcze nie było. Dlatego też, po schudnięciu 50 kilogramów, sama dojrzałam do stworzenia takiego miejsca.


Taki klub, dzięki Annie Grajewskiej, powstał w Bydgoszczy w 2004 roku. Na pierwsze spotkania przychodziło około 20 osób. Gdy rozeszła się wieść o powstaniu klubu, chętnych do zrzucenia wagi gwałtownie przybyło. Teraz na klubowe zajęcia w sportowych obiektach Zespołu Szkół Medycznych przychodzi regularnie raz w tygodniu ponad 100 osób. W jednym tygodniu ćwiczą w sali gimnastycznej, pod okiem instruktorki, a w następnym pływają w szkolnym basenie. Ponadto raz w miesiącu spotykają się z psychologiem, dietetykiem lub lekarzem kardiologiem. Wyjeżdżają też na wspólne wycieczki poza miasto, organizują wieczorki i zabawy. Mimo dużej rotacji członków klubu część tej grupy trzyma się razem prawie od początku.


Zdecydowaną większość w bydgoskim klubie stanowią panie, ale za to panom odchudzanie idzie znacznie lepiej. Królem szybko okrzyknięto pana Tadeusza, który przez pół roku schudł 47 kilogramów. Tym samym nie tylko poczuł się lepiej, ale także mocno odmłodniał i nabrał chęci do życia. Królowej przez pół roku udało się zrzucić „zaledwie” 15 kilo. W sumie wszyscy uczestnicy klubowych zajęć schudli aż... pół tony.


W dużo gorszej sytuacji są puszyści mieszkańcy małych miejscowości. Sylwia Zdanowska mieszka pod Włocławkiem. Dużą nadwagę miała, odkąd tylko pamięta. Rodzina przechodziła nad tym do porządku dziennego, bo uważano, że jej tusza uwarunkowana jest genetycznie. Wskazywano przy tym na jej potężnego tatę i jedną z kuzynek, która tak przytyła, iż nie była już w stanie wychodzić z domu. Jednak Sylwia postanowiła to zmienić.


Choroba i wstyd


- Pracowałam w sklepie we Włocławku i mimo że jestem jeszcze młodą osobą, miałam coraz większe problemy z poruszaniem się - opowiada pani Sylwia. - Strasznie bolały mnie stawy, szybko się męczyłam. Badanie lekarskie wykazało, że mam duże nadciśnienie. Groziła mi choroba serca. Zaczęłam się intensywnie odchudzać. W ciągu trzech miesięcy potrafiłam zrzucić trzydzieści kilogramów, ale zaraz potem przytyłam jeszcze więcej. Wtedy nachodziły mnie czarne myśli. Najgorsze były wieczory. Wstydziłam się wychodzić z domu. Siedziałam więc sama, jadłam, jadłam i nadal tyłam. W końcu siostra przeczytała gdzieś o klinice w Zabrzu, gdzie przeprowadzano zabiegi zmniejszania żołądka - wspomina tamte dni.


Skalpelem w tuszę


Na zabieg w Zabrzu nie zgodziła się jednak ówczesna Kujawsko-Pomorska Kasa Chorych. Sylwię Zdanowską skierowano do Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Endykronologicznej Akademii Medycznej w Bydgoszczy. W marcu 2003 roku miała tu zabieg zmniejszenia żołądka. Przez półtora roku po nim schudła 50 kilogramów i już nie tyje. Pracuje w jednym z toruńskich sklepów i jest szczęśliwa. - Na początku nie czułam spadku wagi, aż pewnego tygodnia musiałam nagle wymienić całą garderobę. Dzięki tej operacji nie mogę zjeść nawet całej dużej bułki, ale czuję się znakomicie. Nie mam już nadciśnienia. Znikły też uporczywe bóle stawów. Przeszłam już jedną operację usunięcia nadmiaru skóry. Niedługo czeka mnie następna i po niej na pewno będę się czuła jak nowo narodzona - cieszy się pani Sylwia.


Profesor Stanisław Dąbrowiecki, szef bydgoskiej kliniki przeprowadził już blisko setkę zabiegów zmniejszających żołądek lub wchłanianie pożywienia, poprzez skracanie drogi pokarmu w jelitach.


Do takiego leczenia kwalifikowani są chorzy ze skrajną otyłością. - Przychodzą do nas ludzie, którzy mają dosyć dotychczasowego życia. Mówią, że boli ich nietolerancja otoczenia, że trudno im wyjść z domu oraz o tak prozaicznych, ale i wstydliwych momentach jak niemożność wytarcia tylnej części ciała w ubikacji. Każdy liczy na to, że kilka miesięcy po zabiegu stanie się szczupły i piękny - mówi profesor.


Cudów jednak tutaj nie ma. Zdarzają się bowiem i tacy, którzy nadal tyją. Okazuje się, że wprawdzie dzięki zmniejszonemu żołądkowi jedzą znacznie mniej, ale nadbijają kalorie jedząc, na przykład, dużo czekolady.


Są jednak tacy, którzy naprawdę mają dość dotychczasowego życia. Profesor Dąbrowiecki do dziś wspomina mieszkankę Suwałk, którą operował, gdy ważyła 160 kilo: - Pamiętam, jak ją przyjmowałem na oddział. Przyszła wtedy o kulach. Ledwo chodziła. Prosiła o ratunek, bo ortopedzi nie chcieli operować jej chorych stawów, mówiąc, że przy jej tuszy będą to wyrzucone pieniądze. Zrobiliśmy jej wówczas zabieg. Po pewnym czasie spotkałem ją na szpitalnym korytarzu. Uśmiechała się do mnie, a ja jej w ogóle nie poznałem. Dopiero jak się przedstawiła, zrozumiałem, o kogo chodzi i stanąłem zdumiony. Owa pani schudła bowiem w krótkim czasie aż sto kilogramów. Była normalną, szczupłą kobietą. Powiedziała mi wówczas, że po zrzuceniu wagi, obeszło się bez operacji stawów. Nogi ma w pełni zdrowe. Codziennie ćwiczy i jeździ na rowerze i czuje się po prostu fantastycznie.






Klub Kwadransowych Grubasów


  • W Kujawsko-Pomorskiem takie kluby istnieją jedynie w Bydgoszczy, Papowie Biskupim i Tucholi.
  • Członkowie bydgoskiego klubu, który działa od 2004 roku spotykają się w każdy czwartek i piątek o godz. 19.00 w Zespole Szkół Medycznych przy ulicy Swarzewskiej.
  • Z szefową Anną Grajewską można kontaktować się telefonicznie pod numerem tel. 601 968 378.





Deska ratunku


  • W naszym regionie zabiegi zmniejszania żołądka wykonuje Klinika Chirurgii Ogólnej i Endykronologicznej Akademii Medycznej w Bydgoszczy. Wcześniej należy skontaktować z poradnią diabetologiczną w Ciechocinku (ul Leśna 3) - wstępne badania i skierowanie do kliniki.
  • 16 grudnia o godz. 14.00 w klinice prof. Dąbrowieckiego (szpital przy ulicy Jurasza) odbędzie się spotkanie osób cierpiących na chorobliwą otyłość z lekarzami, którzy zajmują się tym problemem.

Czytaj treści premium w Nowościach Dziennika Toruńskiego Plus

Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Warto zobaczyć

Wideo