Straż miejska - prawo i pięść

Magorzata Oberlan
Przemysław B. to kolejny strażnik miejski z Torunia, oskarżony o przekroczenie uprawnień i pobicie. Coś złego dzieje się w tej formacji, skoro za tydzień rozpocznie się proces oskarżonego o to samo komendanta Wiesława L.

Przemysław B. to kolejny strażnik miejski z Torunia, oskarżony o przekroczenie uprawnień i pobicie. Coś złego dzieje się w tej formacji, skoro za tydzień rozpocznie się proces oskarżonego o to samo komendanta Wiesława L.

<!** Image 2 align=none alt="Image 171403" sub="Na zdjęciach, które zostały zrobione po nocnym zdarzeniu, widać krew Tomasza na murze kościoła akademickiego. Fotografie przeglądają Paweł, brat Tomasza oraz jego ojciec Jarosław Krajnik. / Fot. Grzegorz Olkowski">Proces Przemysława B. zaczął się 28 kwietnia. Strażnik oskarżony jest o przekroczenie uprawnień, a konkretnie o pobicie 18-letniego Tomasza Krajnika. Do zajścia doszło w sercu miasta nocą 31 grudnia 2009 roku. Strażnik zasiadł na ławie oskarżonych głównie dzięki determinacji rodziny Krajników, bo początkowo prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa.

<!** reklama>W ciemnym zaułku

W wieczór poprzedzający noc sylwestrową bracia Tomasz (18 lat) i Paweł (21 lat) Krajnikowie wybrali się do centrum Torunia z kuzynostwem i znajomymi. Ci przyjechali z Holandii, dokąd wyemigrowali za chlebem. - Ogółem było nas siedmioro. Nie piłem żadnego alkoholu, bo byłem zmęczony po pracy - relacjonuje Tomasz (w piśmie do sądu), wówczas zatrudniony w jednym z hipermarketów. Fakt jego trzeźwości jest bezsporny.

Z pubu młodzi wyszli około godziny 1.30. - Na Rynku Staromiejskim, na wysokości kościoła akademickiego i fontanny z Flisakiem mój brat Paweł kopnął plastikową butelkę po napoju. Dokładnie w tym samym momencie podeszli do nas strażnicy miejscy i bez jakiegokolwiek tłumaczenia zaciągnęli nas w ciemny zaułek między kościołem a pocztą. Mówiłem, że butelkę podniesiemy i wyrzucimy. Wszystko odbywało się bardzo szybko - dodaje Tomasz. - Brata zakuto w kajdanki, a mnie powalono na ziemię, bijąc i kopiąc. Nie stawiałem żadnego oporu. Też zostałem zakuty. Później, szarpiąc i popychając, postawiono mnie na nogi, przyciskając krwawiącą głowę do muru kościoła.

Zakrwawiony mur nazajutrz sfotografował profesjonalista, zamówiony przez ojca Tomasza i Pawła. Co z nimi samymi działo się dalej? Paweł miał 0,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Niby niewiele, ale zawieziono go do Izby Wytrzeźwień. Trzeźwego Tomasza trzech strażników (wśród nich Przemysław B. i Tomasz Ś.) zabrało ze sobą na pobliski komisariat policji Toruń Śródmieście.

<!** Image 3 align=right alt="Image 171403" sub="Komendantowi Wiesławowi L. grozi kara do trzech lat więzienia / Fot. Jacek Smarz">Stan po pobiciu

- Tu, w asyście policjantów, strażnicy kazali mi się rozebrać do naga pod pretekstem poszukiwania narkotyków. Wyśmiewano się ze mnie i ubliżano. Cały czas byłem półprzytomny, krwawiący, bardzo bolała mnie głowa - podkreśla Tomasz. - Gdy się ubrałem, podszedł do mnie strażnik i kazał (używając wulgarnych słów) podpisać przyjęcie mandatu za wprowadzanie strażnika w błąd odnośnie swojej tożsamości. Groził, że jeśli tego nie zrobię, to mnie pobije i załatwi mi zwolnienie z pracy, bo zna w tym hipermarkecie wiele osób. Przestraszyłem się i podpisałem. Mandat opiewał na kwotę 500 zł.

W tym czasie kuzynostwo dotarło do domu Krajników. Ojciec natychmiast pojechał na komisariat. - Gdy zobaczyłem syna całego zakrwawionego, powiedziałem coś w stylu: „Jak wy wypuszczacie ludzi?”. Sprawiłem, że Tomasz złożył zeznania dotyczące tego, jak został potraktowany. Potem pojechaliśmy do szpitala na Bielanach - wspomina Jarosław Krajnik.

Doktor Rafał Krzemiński odnotował w karcie: „Stan po pobiciu, według relacji pacjenta przez Straż Miejską. Uraz twarzoczaszki, uraz szyi, uraz prawej goleni oraz obu nadgarstków”.

Monitoring się rozpłynął

Są świadkowie, musi być nagranie z monitoringu, bo to przecież serce Starego Miasta - tak mówili sobie państwo Krajnikowie, szykując się do wsparcia syna w dochodzeniu sprawiedliwości. Dziś tylko smutno kiwają głowami na wspomnienie własnej naiwności.

Asesor Krzysztof Lipiński z Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód przesłuchał tylko strażników miejskich i odmówił wszczęcia śledztwa, gdyż zeznania Tomasza nie zgadzały się (co jest dość oczywiste) z zeznaniami municypalnych. I to wystarczyło. Nagranie z miejskiego monitoringu? - Wszystkie nagrania z 31 grudnia 2009 roku zostały już skasowane - odpowiedziała 28 stycznia 2010 roku komisarz Dorota Konopnicka, naczelniczka wydziału dochodzeniowo-śledczego komisariatu Toruń Śródmieście.

- Jakoś tak idealnie po 30 dniach, czyli po terminie, w którym przechowywać trzeba nagrania z miejskich kamer. Tymczasem ja już dwa dni po zdarzeniu dzwoniłem na policję w tej sprawie i usłyszałem, że z nagraniami nie będzie żadnego problemu - wspomina ojciec. - Ciekawe też, że sama Straż Miejska dostarczyła zapis z kamer w dwóch plikach, obejmujących okresy od godziny 0.30 do 0.45 i od 0.45 do 0.54. Tymczasem to zdarzenie było między godziną 1.30 a 2.00.

Z notatki strażnika B.

Na decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa Tomasz Krajnik złożył zażalenie do sądu. Sprawa wróciła do asesora Lipińskiego, który po ponownym jej przeanalizowaniu postępowanie wszczął. Ostatecznie zakończyło się ono aktem oskarżenia przeciwko jednemu strażnikowi - Przemysławowi B.

Dotarliśmy do notatki służbowej, w której B. tłumaczy swoim przełożonym, jak wyglądała interwencja 31 grudnia. Pisze, że w grupie młodzieży dwóch mężczyzn (Krajnikowie) zachowywało się nagannie. „Wznosili głośne okrzyki z użyciem słów nieprzyzwoitych”. Strażnicy mieli się przedstawić i poprosić o okazanie dokumentów. - Jeden z tych mężczyzn (Tomasz - red.) odmówił okazania dokumentów i podania danych osobowych, odpychając mnie i mówiąc „odpierdol się, ty czarna k...” - opisuje strażnik.

Później miał grzecznie uprzedzić, że może użyć środków przymusu osobistego, ale Tomasz miał dążyć do konfrontacji i mówić: „I co mi, k..., zrobisz, czarny ped...”. Dalszy ciąg to opis szarpaniny i obezwładniania Krajnika, który „stosował czynny opór”.

28 kwietnia sąd przesłuchał rodziców Tomasza i brata Pawła. - Na kolejnej rozprawie, 18 maja, zeznawać będzie sam Tomasz (obecnie pracuje w Holandii) oraz pozostali świadkowie z naszej grupy. Całe szczęście, bo opis sytuacji przedstawiony w służbowej notatce to kompletna nieprawda - twierdzi Paweł Krajnik.

To nie pierwszy raz

To już kolejna tego typu sprawa, dotycząca toruńskich municypalnych. Najbardziej znana jest historia Sławomira Okońskiego. W kwietniu ubiegłego roku sąd zdecydował o wypłaceniu mu odszkodowania (23 tys. zł) za bezprawny atak strażników. W wyniku ich brutalnej interwencji miał złamaną rękę. O sprawiedliwość walczył przez trzy lata. W jego przypadku także z monitoringiem działy się dziwne rzeczy. Zapis z jednej kamery był faktycznie nieczytelny. Było jednak jeszcze drugie nagranie, o którym Wiesław L., komendant Straży Miejskiej, nie raczył wspomnieć. Tłumaczył, ze nie wiedział o jego istnieniu. Zapis był na tyle czytelny, że nie pozostawiał wątpliwości co do nieuzasadnionej brutalności.

Z kolei 33-letni Bartosz Mołczan zapowiedział, że po sprawiedliwość pójdzie choćby do Strasburga. W lutym 2009 roku wraz z kolegą przyglądali się, jak strażnicy interweniują na starówce w przypadku dziwnie zachowującej się kobiety. Jeden z municypalnych wulgarnie kazał im odejść. Zaczęła się wymiana zdań na temat kultury. Efekt?

- Strażnik nadepnął mi na nogę, złapał za kurtkę i rzucił na chodnik. W tym momencie złamał mi nogę. Do dziś odczuwam ból. Mimo że leżałem na ziemi, funkcjonariusz nie przestawał mnie kopać. Jakby tego było mało, dostałem jeszcze kilkanaście ciosów nogą w głowę. Byłem w szoku - relacjonował Mołczan lokalnej gazecie latem 2009 roku. Po tym, jak prokuratura umorzyła śledztwo w jego sprawie.

To tylko część spraw, którymi zajmowali się toruńscy śledczy. Najgłośniejszy proces zacznie się niebawem. 11 maja na ławie oskarżonych zasiądzie sam Wiesław L. - komendant toruńskich municypalnych.

Warto wiedzieć

Komendanta prosimy na ławę oskarżonych

21 grudnia 2008 roku Wiesław L. po służbie, bez munduru, przyłączył się do interweniujących strażników miejskich. Prokuratorzy zdecydowali się na postawianie mu zarzutów. Po pierwsze, przekroczenie uprawnień w związku z nieuprawnionym włączeniem się do interwencji.

Na tym zarzuty jednak się nie kończą. Wiesław L. w czasie działań miał kopnąć legitymowaną osobę. Ta złożyła skargę, którą rozpatrzył... sam oskarżony Wiesław L. Według śledczych, to kolejne naruszenie prawa. Rozpoznanie skargi przez samego siebie jest wbrew przepisom Ustawy o straży miejskiej.

Zawieszonemu w obowiązkach komendantowi grozi do 3 lat więzienia. Proces zacznie się 11 maja.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

SM to niezbyt rozgarnieci umyslowo ludziki !! To tak jakby dzis powolac ORMO do zycia !! Ten sam stan umyslowy.

Dodaj ogłoszenie