Strzeż się piekarzy, czyli felieton o tym, kto ma prawo nam mieszać w głowach

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski

Pana Donalda Trumpa, zwanego niegdyś żółtowłosym, pamiętać będziemy długo, a nawet na wieki wieków. A już zwłaszcza ten zmierzch jego prezydentury, której symbolem stał się półnagi szaman w rogatej czapie futerkowej, atakujący Kapitol jak w jakimś „Mad Maksie”. Pamiętać też będziemy schyłek pana Donalda z jednej sprawy trudnej. Otóż za sprawą banowania jego kont w mediach społecznościowych może wreszcie zacznie się na ich temat poważna dyskusja.

Cóż, do mediów społecznościowych zawsze stosunek miałem słodko-gorzki. W końcu dla smakosza natury ludzkiej te media to prawdziwe delikatesy. Mamy tam - we wpisach, wrzutach, relacjach i galeriach - cały katalog ludzkich frustracji, kompleksów, aspiracji i fobii. Mamy bliźnich takimi, jakimi chcieliby być widziani. I czasami jest to wizja zabawna, a czasami okrutna...

Tyle, że „społeczności” urosły, utyły i dziś nie są już słodko-gorzkim misiem, ale gigantem, który zmienia życie ludzi. Wpływa na gospodarkę, konsumpcję i styl życia. Zmienia nam myślenie, bo zamyka algorytmami w bańkach, które mają nas zmielić w szczęśliwych konsumentów - więc bombardowani jesteśmy w dużej mierze postami zgodnymi z tym, co myślimy. Ale wpływa też na życie polityczne, choćby jedne idee siejąc, inne banując. I zanim się obejrzeliśmy, wylądowaliśmy już nie w „Mad Maksie”, a w „Matriksie”, w którym prywatne opinie szefów prywatnego korpo mogą ważyć więcej niż wszelkie inne regulatory razem wzięte. Cudna maszyneria, która miała nam zapewnić wolność słowa świetlaną jak nigdy dotąd, stała się cwaną machiną, w której ktoś poza kontrolą – w końcu jest tylko sympatycznym „dostawcą usług” - może nam mieszać w głowach.

Tak więc choć trumpistą nie jestem, a przed jego rogatym kumplem szamanem wiałbym polami i lasami, to akcja z blokowaniem kont urzędującego prezydenta USA – bo ktoś uznał, że może propagować nienawiść - wprawiła mnie w dygot. Bo doszliśmy do ściany. Z jednej strony chcemy, żeby net był wolny od nienawiści, z drugiej, żeby był wolny w ogóle. Tyle, że nie ustaliliśmy na starcie, kto decyduje o możliwości ingerowania w prawo do wyrażania opinii. A na pewno nikt z nas nie zgadzał się na to, że będą to jakieś anonimowe korpoludki, działające - jak to mówił klasyk szanowny - bez żadnego trybu.

I teraz przed światem długa debata, jak tu zjeść ciacho i mieć je ciągle na talerzyku. I jak stworzyć jakieś regulacje, żeby ten jedyny piekarz w mieście nie wciskał nam ciasta z zakalcem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie