Symfonia przekleństw

Jarosław Reszka
Jarosław Reszka
Gangsterzy rzadko wyrażają się jak arystokraci czy profesorowie - nawet jeśli jeden czy drugi z miasta Łodzi pochodzi. Takiej jednak symfonii przekleństw i wulgaryzmów, jakiej każe widzom wysłuchiwać Cezary Pazura w „Weekendzie”, chyba jeszcze w żadnym filmie nie słyszałem.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/reszka_jaroslaw.jpg" >Gangsterzy rzadko wyrażają się jak arystokraci czy profesorowie - nawet jeśli jeden czy drugi z miasta Łodzi pochodzi. Takiej jednak symfonii przekleństw i wulgaryzmów, jakiej każe widzom wysłuchiwać Cezary Pazura w „Weekendzie”, chyba jeszcze w żadnym filmie nie słyszałem.

Przecież to tylko zabawa konwencjami filmu kryminalnego, nie życie, dlaczego więc zmusza się widza do niemal nieustannego wysłuchiwania bluzgów przez blisko 100 minut? Kto może mieć z tego uciechę? Chyba tylko dziecko albo dorosły o umyśle dziecka. Rozumiem, że Cezary Pazura, debiutujący „Weekendem” jako reżyser, zapatrzył się na mistrzów w stylu Quentina Tarantino, ale przecież nie tylko w dosadnym języku tkwi siła jego filmów. Tymczasem innych podobieństw między filmami Tarantino i Pazury widać niewiele. Trochę musi to dziwić, bo przecież właśnie na komediach kryminalnych Cezary Pazura wypłynął jako aktor i wielokrotnie potrafił w nich autentycznie zabłysnąć (np. jako taksówkarz Jurek Kiler, zagubiony w świecie prawdziwych zakapiorów).

<!** reklama>W „Weekendzie” Pazura nie eksponuje siebie jako aktora - pojawia się tylko w kilkusekundowym epizodzie. Ale to nie powinno być przeszkodą dla Pazury reżysera - na planie „Weekendu” udało mu się przecież zgromadzić wiele znanych postaci z aktorskiego światka. Zarówno nieco starszych, jak Olaf Lubaszenko czy Jan Frycz w charakterystycznej roli przekupnego oficera policji, jak i młodszego pokolenia - m.in. Małgorzata Socha czy Paweł Małaszyński. Na ekranie jest więc chwilami seksownie i przystojnie, lecz całego filmu to nie ratuje. Co nie zagrało przede wszystkim? Myślę, że - paradoksalnie - nadmiar pomysłów. Cezary Pazura wychodzi ze skóry, by film był dowcipny, dynamiczny i nafaszerowany cytatami z klasyki gatunku. Widać to także w dialogach. Pomijając już wulgaryzmy, niemal każda kwestia ma ambicję stania się skrzydlatymi słowami: chce, by zwłaszcza młodzi kinomani wspominali ją po seansie, porykując ze śmiechu. A tak się nie da. Jeden dowcip gasi drugi, jeden gag nie pozwala wyeksponować następnego, który depcze mu po piętach. Pazura jako reżyser nie bardzo potrafi zapanować nad tą zwichrzoną materią - bardziej przypominającą pomysł na program kabaretowy niż na film fabularny. Pierwsze śliwki robaczywki - chciałoby się na poprawę humoru szepnąć Pazurze. Prawda bowiem jest dość smutna. Pan Czarek nie błyszczy od dłuższego czasu, także w swej podstawowej profesji - aktora. Obawiam się, że może to być nie brak fartu, ale uwiąd siły komicznej Pazurowego aktorstwa. Choć chciałbym się mylić, przez pamięć o Jurku Kilerze.

Nasza ocena: 1/3

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie