Syna też trzeba jakoś przekonać

Alicja Cichocka
Dla urzędów nie istnieje. Bez nowego dowodu i paszportu, bez prawa do rachunku w banku prostuje błędy, jakie wiele lat temu popełniono w pisowni jego nazwiska.

Dla urzędów nie istnieje. Bez nowego dowodu i paszportu, bez prawa do rachunku w banku prostuje błędy, jakie wiele lat temu popełniono w pisowni jego nazwiska.

Nie jest typowym zapominalskim, któremu nie zależy na plastikowym dowodzie. Jego historia może być przykładem szczególnie dla tych, którzy z wymianą dowodów z błahych powodów zwlekają. W Toruniu dokumentu nie wymieniło jeszcze około 1,1 tysiąca osób.

- Murij, Mury, Muryj - wylicza kolejne nadawane mu w urzędach nazwiska Andrzej Murij. Na dowód pokazuje oryginalne, opatrzone pieczątkami skrócone odpisy aktu urodzenia z Urzędu Stanu Cywilnego w Gdyni.

Jego walka z urzędami ciągnie się już pół wieku. Pan Andrzej Murij ma nadzieję, że wymiana na nowy dowodu to już ostatni odcinek tej części jego historii.

- Andrzejem Murym zostałem w „budowlance”. Technikum w Szczecinie potrzebowało skróconego odpisu aktu urodzenia. W USC w Gdyni strzelili byka i od 1953 roku miałem nowe nazwisko - mówi.

<!** reklama>Przez lata dokumentów na nazwisko Mury uzbierał się stos - świadectwa i dyplom ze szkoły, pierwszy dowód osobisty, akt małżeństwa, potem rozwodu, świadectwa pracy, uprawnień budowlanych....

Ojciec, także Andrzej Murij, błędu nie sprostował. Powielano go przez lata. - Drugie nazwisko Muryj wymyślili chyba w Gdyni. Zaraz poprawiłem - mówi pan Andrzej.

Papiery trzeba było szybko uporządkować, gdy w spadku po ojcu dostał kamienicę w centrum Torunia. Po 44 latach dla urzędników znów był Murij.

Problem wrócił przy wymianie dowodu na nowy. Poza sprostowaną metryką trzeba dostarczyć akt małżeństwa i rozwodu, na którym widnieje... Mury.

- Urzędnicy wychwycili błąd i zażądali odpisu pełnego aktu urodzenia z Urzędu Stanu Cywilnego w Gdyni, ten dał trzy dni na uiszczenie 33 zł! Jak zobaczyli stary dowód w banku, to zablokowali mi dostęp do konta! - wścieka się pan Andrzej. - Wpłaciłem na poczcie. Czekam na kwit i zaraz składam wniosek o dowód.

„Zielona książeczka” dyskwalifikuje w banku, a policjant może zażądać od 20 do 500 złotych grzywny. W najgorszym z możliwych scenariuszy grozi miesiąc ograniczenia wolności.

- Tylko pouczamy - mówi o praktyce Artur Rzepka, rzecznik policji w Toruniu.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który takich klientów miał na pęczki, uznaje stary dowód. Gros to osoby w podeszłym wieku. Do 30 września uzna „zieloną książeczkę”. W Drugim Urzędzie Skarbowym nie ma zmiłuj. Potrzebny jest aktualny dokument.

Andrzejowi Murijowi pozostało czekać na nowy dowód i przygotować się na kolejne trudności. Szczeciński Urząd Stanu Cywilnego, w którym brał ślub błąd sprostuje, ale trzeba stawić się z żoną, z którą od kilkunastu lat nie ma kontaktu.

- Syna jeszcze trzeba przekonać, nosi nazwisko Mury. Chłopak wykształcony, na stanowisku. Nazwiska zmieniać nie chce - mówi Murij. - Ostatnie „Mury” będzie trzeba burzyć, kiedy po ojcowiznę przyjdzie mu zabiegać. Dziś syn słyszeć o tym nie chce.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie