Synu, nie wracaj na Białoruś!

Magorzata Oberlan
Anton Stasiuk ma 22 lata, kartotekę na milicji w Brześciu i brata w areszcie. Podobnie jak inni studenci stypendyści programu im. Konstantego Kalinow-skiego w naszym regionie, musi pojechać na Białoruś. Polscy decydenci nie przyznali im stypendiów na lato. Czy Antonowi uda się wrócić na studia?

Anton Stasiuk ma 22 lata, kartotekę na milicji w Brześciu i brata w areszcie. Podobnie jak inni studenci stypendyści programu im. Konstantego Kalinowskiego w naszym regionie, musi pojechać na Białoruś. Polscy decydenci nie przyznali im stypendiów na lato. Czy Antonowi uda się wrócić na studia?

<!** Image 2 align=none alt="Image 175035" sub="Anton Stasiuk
i jego brat Iwan
- na wyświetlanym na monitorze zdjęciu z demonstracji - są jak naczynia połączone. Dziś pozbawieni kontaktu, bo starszego Wanię znów aresztowano.
Anton studiuje w Toruniu dzięki programowi polskiego rządu. Nie ma pewności, czy studia uda mu się dokończyć. / Fot. Jacek Smarz">- Synu, ty lepiej nie wracaj teraz na Białoruś - powiedziała Antonowi mama. Jego starszego o dwa lata brata Iwana milicja znów zgarnęła z ulicy. Znów siedzi w areszcie. Jak siedzi, nie może zwoływać przez Internet ludzi na akcje ani rozdawać ulotek. Gdy Anton wróci do domu, nie ma gwarancji bezpieczeństwa. Mogą go przymknąć profilaktycznie, mogą dać bilet do wojska. W najlepszym razie zrobią kolejny „oszuk” w mieszkaniu. Przetrzepią bety, zabiorą komputer i paszport.

- To dlaczego jedziesz?

- Bo nie mam pieniędzy. Złożyłem wniosek do biura programu stypendialnego w Warszawie z prośbą o przyznanie stypendium także na lipiec i sierpień. Odmówiono mi - rozkłada ręce Anton.

<!** reklama>Wnioski rozpatrywane są indywidualnie. Anton słyszał, że niektórym się udaje. Ale jemu i znajomym - nie.

Przełomowe przeżycie Antona

Program stypendialny imienia Konstantego Kalinowskiego działa pod egidą polskiego rządu. Utworzony został w lipcu 2006 roku, po fali represji ze strony reżimu Łukaszenki wobec młodzieży. Skierowany jest do tych młodych Białorusinów, których albo relegowano z uczelni, albo w ogóle uniemożliwiono dostanie się na nie w odwecie za zaangażowanie w działalność prodemokratyczną. Korzystają z niego także dzieci i krewni opozycyjnych aktywistów.

<!** Image 3 align=left alt="Image 175035" sub="2010 rok. Starszy ze Stasiuków zatrzymany za rozdawanie ulotek. To już wroga działalność antypaństwowa. / Fot. spring96.org">Anton jest stypendystą piątego już naboru programu. Podobnie jak Marysia Karolkowa, studentka Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, jej dwaj starsi koledzy - adepci malarstwa, oraz Ilja i Iwan, studiujący turystykę i rekreację na UKW w Bydgoszczy. Anton na toruńskiej uczelni przez rok zgłębiał tajniki socjologii, ale marzy o tym, by w przyszłym roku studiować psychologię nad Brdą. Jeśli wróci.

- Jak to się u mnie zaczęło? Kiedy Wanię pierwszy raz zamknęli w turmie (areszcie -red.) - wspomina swoje początki w demokratycznym ruchu opozycyjnym.

To był 2006 rok. Sfałszowane wybory (według oficjalnego raportu Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie), w których batko znów wziął kosmiczną większość (ponad 80 proc. głosów). Represje wobec działaczy, którzy popierali kandydatów opozycyjnych. Demonstracje na placach. Iwana Stasiuka, wówczas 19-latka, milicja zgarnęła ot, tak, z ulicy. Później powiedzieli, że się awanturował (oficjalny zarzut: mełkoje chuliganstwo, czyli drobne chuligaństwo). Tak się mówi o uczestnikach prodemokratycznych akcji.

- Brata przymknęli na 15 dni. Pojechaliśmy z mamą do Mińska. Poszliśmy na Prospekt Skaryny, gdzie demonstrowało około dwudziestu tysięcy ludzi. Dla mnie, siedemastolatka to było przełomowe przeżycie - wspomina Anton.

<!** Image 4 align=none alt="Image 175035" sub="Informacja o przeszukaniu w domu Iwana Stasiuka na portalu Młodego Frontu. Wtedy zarekwirowano mu dysk twardy, kartę pamięci i ulotki. / Fot. mfront.org">Nie dla nich uniwersytet

Iwan i Anton wychowani zostali tylko przez mamę. Pracuje w szwalni. Robota ciężka, pensja niesatysfakcjonująca. W tym trzystutysięcznym mieście nad Bugiem, trudno jednak o dobrą pracę. (- W Brześciu słyszałem o jednej firmie budowlanej, która dobrze płaci. W innych ludzie zarabiają grosze i dorabiają fuchami. W innych zawodach jest podobnie).

Starszy Stasiuk studiował historię na brzeskiej uczelni. Za swoje „chuligaństwo” został skreślony z listy studentów. Po 2006 roku trafił do Wrocławia jako Kalinowiec właśnie, czyli stypendysta programu im. Konstanetgo Kalinowskiego. Nie poradził sobie jednak z nauką ze względu na problemy z językiem polskim. A może coś za mocno ciągnęło do ojczyzny?

Młodszy z braci skończył liceum w Brześciu. Najlepsze oceny miał z języka białoruskiego („Na Białorusi nauczany jest jak język obcy, po trzy godziny w tygodniu”), angielskiego i z historii. Chciał studiować psychologię. Dwa razy składał papiery na uczelnię, z pozytywnym skutkiem zdawał egzaminy. Tyle że za każdym razem odmawiano mu przyjęcia na studia.

<!** Image 5 align=none alt="Image 175035" sub="Po rozprawie sądowej. Tacy „chuligani” nie zasługują na studiowanie na białoruskich uniwersytetach. / Fot. archiwum">- Od trzech lat mam na milicji kartotekę. Angażowałem się w działalność różnych organizacji, między innymi, Swobodnyje Prowsajuzy Białoruskije, Gromada. Z szefem innej partii opozycyjnej rozdawałem ulotki ze świątecznymi życzeniami. To było na głównej ulicy Brześcia. Podeszli milicjanci. „Proszę z nami” - padło i już jechaliśmy do aresztu. Spędziłem w nim trzy godziny. Od tej chwili jestem notowany, mają moje zdjęcia i odciski palców - mówi Anton.

Komitet pyta: a emerytura?

Iwan Stasiuk aresztowany był już nieraz. W lutym 2010 roku zatrzymano go, gdy rozdawał ulotki „Młodego Frontu” (sprawa trafiła do prokuratury). W czerwcu tego roku odwiedził Kalinowców w Krakowie i brata w Toruniu. Razem pojechali na Białoruś. W połowie czerwca został aresztowany. O dziwo, za „skwiernosłowie”, czyli przeklinanie. O dziwo, bo dojść miało do tego przy okazji jednej z... milczących akcji, które co środę odbywają się w większych miastach Białorusi. Wyszedł po dziesięciu dobach, dokładnie 24 czerwca. W międzyczasie służby pojawiły się w domu braci i zarekwirowały dysk komputera, kartę pamięci i ponad 1200 ulotek.

<!** Image 6 align=none alt="Image 175035" sub="24 czerwca 2011 roku. Wielka radość - po dziesięciu dobach Iwan Stasiuk wychodzi z aresztu. Trafił tu m.in. za zwoływanie rodaków przez Internet na akcje milczenia. Co środę, od godziny 19.00 do 19.30, Białorusini demonstrują milcząc we wszystkich większych miastach. Przychodzi ich coraz więcej. / Fot. euroradio.by">- Po aresztowaniu i przeszukaniu, mama została wezwana do siedziby Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (specsłużby). Potem trener karate, który uczył Iwana, usłyszał: „Nic się nie stanie, jeśli w zajęciach uczestniczyć będzie jedna osoba mniej”. Wcześniej Wani ci z komitetu mówili, że matka może nie wypracować emerytury, jeśli nie będzie z nimi współpracował - dodaje młodszy Stasiuk.

Gdy Iwana wypuszczono 24 czerwca, radość był ogromna. Po kilku dniach jednak znów zgarnięto go prosto z ulicy i znów trafił za kratki. Najprawdopodobniej, podobnie jak dziesiątki innych aktywistów, został celowo „unieszkodliwiony” przed 3 lipca. W niedzielę obchodzono na Białorusi reżimowy Dzień Niepodległości. Wiadomo było, że opozycja skrzykuje się przez Internet i szykuje coś grubszego. W planie było zaklaskanie przemawiającego z trybuny w Mińsku Łukaszenki.

Nie do końca wyszło. KGB przejrzało akcję. Część działaczy opozycji zamknięto wcześniej, innych namierzano w metalowych bramkach kontrolnych, przez które każdy musiał przejść. Tajniacy z tłumu wyprowadzali uczestników obchodów, czasem na chybił-trafił (fryzura, kolczyk, koszulka z hasłem). Gdy Aleksander Łukaszenka przemawiał, kilka osób zaczęło klaskać, ale nie porwało za sobą tłumu. Ostatecznie odwrócili się tyłem do dyktatora. Wieczorem KGB zaczęło polowanie na opozycjonistów. Według nieoficjalnych szacunków (które akurat w przypadku Białorusi zawsze są bardziej prawdopodobne niż oficjalne dane) zatrzymano około czterystu osób.

Droga kasza, tania wódka

Gdy ostatni raz Anton był na Białorusi, chleb kosztował 3 tysiące rubli (ok. 3 zł), pół litra wódki - 12, a kilogram popularnej gryczki (kaszy gryczanej) zbliżał się do 20 tysięcy. Cena paczki papierosów poszybowała z poziomu 2,5 do 4 tysięcy rubli. - Opustoszały sklepy z AGD/RTV, bo ludzie starają się zrobić coś z tracącymi wartość rublami. Mama chciała kupić lodówkę, ale w całym Brześciu żadnej nie znalazła - mówi Anton.

Rozmawiamy w niedzielę, 3 lipca. Białorusin siedzi już na walizkach. Gdyby dostał stypendium na miesiące wakacyjne, zostałby w Polsce. - Wizę powinienem odnowić, bo straci ważność z końcem sierpnia. Ale to nie problem. Mógłbym to zrobić na Ukrainie na przykład, albo w Niemczech. Tam, gdzie są białoruskie konsulaty - tłumaczy. - Nie wiem, co zastanę w domu. Wielu moich przyjaciół siedzi. Nie ma brata. Milicjanci nie chodzą już trójkami, tylko piątkami. Ceny szaleją. Niewesoło...

* * *

Anton nie chciałby podzielić losu Aleha Kockiego, również Kalinowca i studenta UMK w Toruniu. 28 marca tego roku, na przejściu granicznym Bobrowniki-Brzostowica, zatrzymali go białoruscy pogranicznicy. Odebrano mu paszport i laptopa, a także przeszukano jego rzeczy osobiste i samochód, którym podróżował. Studentowi nie wyjaśniono przyczyny zatrzymania.

Fakty

Kalinowcy, czyli stypendyści z Białorusi na polskich uczelniach

Programowi nadano imię Konstantego Kalinowskiego, urodzonego w 1838 r. powstańca styczniowego, pełnomocnika rządu powstańczego w Wielkim Księstwie Litewskim, powieszonego przez władze rosyjskie w Wilnie w 1864 r., zasłużonego dla obrony białoruskiej tożsamości i kultury, który cieszy się wielkim szacunkiem u świadomych narodowo Białorusinów.

W ramach programu przez polskie uczelnie przewinęło się już kilkuset studentów. Studia skończyli, jak dotąd, nieliczni. Po powrocie na Białoruś na Kalinowców nie czekają ani dobra praca, ani sympatia władz. Białoruś nie uznaje ich za żaków, więc o młodych mężczyzn upomina się armia.

Stypendium, fundowane przez polskie państwo, wynosi 1240 zł miesięcznie. Kalinowiec musi jednak sam opłacić sobie akademik lub stancję, ubezpieczenie zdrowotne, wizę, kartę czasowego pobytu. I, rzecz jasna, utrzymać się.

Program stypendialny od momentu powołania do życia w 2006 roku był szkalowany przez reżimowe media białoruskie. Niejednokrotnie próbowano kompromitować albo jego uczestników, albo organizatorów.

Prawdą jest jednak, że część Białorusinów, szczególnie z pierwszych naborów, nieodpowiedzialnie podeszła do sprawy. Niektórzy nie chodzili wcale na zajęcia, inni wyjechali na Zachód, jeszcze inni wrócili na Białoruś. Dlatego biuro programu, ulokowane przy Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, wzmożyło kontrole.

Historia programu obfituje w dramatyczne wydarzenia. Jeden ze stypendystów, Uładzisław Michajłau, 20-letni student Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej, wyjawił, że na początku 2006 r., przy użyciu szantażu został zwerbowany przez białoruskie KGB na informatora o kryptonimie „Wektor”. Po jakimś czasie odnalazł się na Białorusi, gdzie w mediach oczerniał program. Twierdził, m.in., że studenci muszą uczestniczyć w demonstracjach pod białoruską ambasadą, żeby odpracować stypendium.

W połowie maja 2010 r. w domu studenckim w Gdańsku znaleziono ciało Kanstancina Żylinskiego, stypendysty z pierwszego naboru. Do dziś nie ma pewności, czy student popełnił samobójstwo.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie