Syreny wyją na moście

Szymon Spandowski
Wspólnie ze strażakami przebijaliśmy się w piątek o godz. 16 przez zakorkowany Toruń i jego zatłoczony most. Podróż w dwie strony, między ulicami Legionów i Paderewskiego, trwała w sumie ok. 25 minut.

Wspólnie ze strażakami przebijaliśmy się w piątek o godz. 16 przez zakorkowany Toruń i jego zatłoczony most. Podróż w dwie strony, między ulicami Legionów i Paderewskiego, trwała w sumie ok. 25 minut.

- Trudno o gorsze warunki. Piątkowe korki, a do tego jeszcze ślisko - brygadier Sławomir Kamiński z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Toruniu nie był jednak z tego powodu specjalnie rozżalony. Trzeci test systemu, który ma ułatwić służbom ratunkowym przejazd przez most, miał być przeprowadzony właśnie w sytuacji względnie ekstremalnej.<!** reklama>

Kilka minut po godz. 16 wyjeżdżamy na sygnale z komendy przy Legionów. Piątkowy korek sięga do placu Teatralnego. Samochody stoją w sznurku? Nic nie szkodzi, my zjeżdżamy na tory tramwajowe i pędzimy nimi dalej, na szczęście nie musimy konkurować z żadnym pojazdem szynowym. Sygnał o tym, że się zbliżamy, dotarł już na plac Rapackiego, gdzie policjanci zatrzymali ruch. Most się jednak nie zdążył całkiem odkorkować, zamiast więc pędzić środkowym pasem, właśnie dla nas zarezerwowanym, musimy lawirować korzystając ze wszystkich trzech. Jadący na przedzie lekki samochód dowodzenia nie ma z tym dużych problemów, duże jednostki gaśnicze przez kilka miejsc przeciskają się z trudem. Za mostem droga względnie wolna, do celu dotarliśmy już bez problemów.

- Osiem minut, dwie sekundy, z czego prawie dwie minuty przez most - podlicza czas brygadier Kamiński. - Teraz chwilę odczekamy, aż ruch się ustabilizuje i wracamy, naturalnie na sygnale.

Na Podgórz jechaliśmy terenowym nissanem, tym razem przesiadamy się jednak do ciężkiego wozu bojowego. Z wysokości szoferki kilkunastotonowej ciężarówki, ruch uliczny wygląda zupełnie inaczej. Korek na Poznańskiej zaczyna się koło klasztoru franciszkanów, zjeżdżamy więc na lewą stronę i tak docieramy do wiaduktów. Środkowego pasa na moście znów nie udało się całkowicie odblokować, trzeba kluczyć, w tej sytuacji kluczenie jest jednak tańcem słonia w składzie porcelany. Samochód ogromny i ciężki, manewry skomplikowane, a odległości między pojazdami minimalne. Odruchowo człowiek spogląda w lusterko pewien, że za chwilę usłyszy trzask blachy. Do uszu dociera jednak tylko ryk syreny, balet na moście trwa, uczestnicy wychodzą z niego bez zadrapań. W połowie mostu jednak utknęliśmy. Przed nami na środkowym pasie stoi autobus, po prawej sznur aut, po lewej również. Syrena wyje, my stoimy, korek przed nami bardzo wolno się rozładowuje.

Po tej przeprawie podróż przez miasto wydaje się już rajdem po autostradzie, mimo że przy Wałach gen. Sikorskiego, tuż przed maską pędzącej ciężarówki, przebiegła kobieta z wózkiem. Gratulujemy odwagi i proponujemy uporać się jakoś z deficytem rozsądku.

Droga z Podgórza na Legionów trwała tym razem ponad 9 minut, na moście spędziliśmy dwie minuty i dziewięć sekund. W sumie, wliczając czas postoju przy Paderewskiego, podróż w dwie strony zajęła niecałe pół godziny.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie