Szare gody na święto teatru

Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
Mirosława Kruczkiewicz-Siebers
„Publiczność była podzielona. Jedni (głównie młodzi) śmiali się do rozpuku, inni - a dotyczyło to przede wszystkim osób wiekowych płci żeńskiej - łkali cichutko i mieli za złe tym, co się śmieją.”

„Publiczność była podzielona. Jedni (głównie młodzi) śmiali się do rozpuku, inni - a dotyczyło to przede wszystkim osób wiekowych płci żeńskiej - łkali cichutko i mieli za złe tym, co się śmieją.”

<!** Image 2 align=none alt="Image 169457" sub="Mirosława Sobik (Hanka) i Tomasz Mycan (Janota) w scenie ze spektaklu / Fot. Jacek Smarz">Tak premierę „Godów życia” w Krakowie 30 lat temu relacjonował Jan Pieszczachowicz. Tak bowiem już wtedy reagowano na egzaltowany styl Stanisława Przybyszewskiego, dziś widzianego zwykle jako pisarz, którego dzieło nie przetrwało próby czasu.

<!** reklama>Na niedawnej premierze „Godów życia” w Teatrze Horzycy śmiania się do rozpuku nie było, zapewne dzięki opracowaniu tekstu przez Iwonę Kempę (z drugiej strony być może dzisiejsi młodzi, ktorym podobają się kiczowate nierzadko teksty piosenek, wcale nie śmialiby się ze stylu piewcy „nagiej duszy”?). Publiczność mogła się jednak podzielić na obozy jak w Krakowie przed laty. Ale nie z powodu języka, tylko treści spektaklu.

Oto młoda mężatka i matka opuszcza rodzinę, bo pokochała innego mężczyznę. Tym samym musi wyrzec się dziecka, za którym coraz bardziej, do szaleństwa, tęskni. To problem niedzisiejszy - twierdzą jedni - wszak dziś sporo jest tzw. rodzin patchworkowych, w których dzieci miewają po dwa domy - taty i jego nowej żony, mamy i jej nowego męża, a czasem układy rodzinne są jeszcze bardziej złożone. Z drugiej jednak strony, jeśli dziś już nikt nie musi się po rozwodzie wyrzekać dziecka, bo ma prawo do widywania się z nim, to skąd co i rusz wieści o porywaniu sobie syna czy córki przez rozwiedzionych rodziców? I po co powstają stowarzyszenia obrony praw ojca? No i przede wszystkim, czy pomimo zmian w obyczajowości i prawie, problemy najgłębsze nie pozostają jednak niezmienne: poczucie winy (nie wszystkim dane - por. Orlicz z „Godów życia”), że się zrezygnowało z rodziny, którą się stworzyło i pytanie, czy należy trwać w związku bez uczucia? Czy to sprawy aktualne, każdy musi sobie odpowiedzieć sam.

Cóż, te wszystkie pytania pewnie można było zadać lepszym literacko tekstem. Na szczęście, wysiłki twórców przedstawienia sprawiły, że oparty na takim tekście spektakl jest zwarty, dobrze zagrany, ciekawy. Klaustrofobiczna scenografia, złożona z dwóch potężnych szarych ścian ustawionych pod kątem ostrym, z wąskim przesmykiem jako wyjściem, kostiumy w stonowanych barwach, ciekawa gra świateł wprowadzają w stan ducha Hanki - popadającej w depresję głównej bohaterki. Postaci, które się w jej otoczeniu przewijają - kochanek, przyjaciółka, adorator, siostra, opuszczony mąż, pacjentka szpitala psychiatrycznego i inni - niektóre kwestie wypowiadają po kilka razy. Po kilka razy powtarzają też gesty, odchodzą i wracają, jak myśli, które nie chcą przestać męczyć.

„Gody życia” wg S. Przybyszewskiego, reżyseria, opracowanie tekstu, scenografia: Iwona Kempa, kostiumy: Anna Sekuła, muzyka: Bartosz Chajdecki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie