Szkło, które zafascynuje

Redakcja
- Nasiąkłem artystycznym życiem w młodości. Nie żałuję. Gdyby tak się nie stało, to nie wiem, co teraz bym robił... - mówi Wojciech Kozioł, który poszedł śladami ojca.

- Nasiąkłem artystycznym życiem w młodości. Nie żałuję. Gdyby tak się nie stało, to nie wiem, co teraz bym robił... - mówi Wojciech Kozioł, który poszedł śladami ojca.

<!** Image 2 align=none alt="Image 172962" sub="Władysław Kozioł to artystyczna legenda. W jego ślady poszedł syn, Wojciech / Fot. Jacek Smarz">Aby dostać się do ich pracowni na starówce, trzeba najpierw pokonać żelazną bramę, podwórko, a później jeszcze wdrapać się do góry po schodach. Ale warto. Nawet jeśli momentami trzeba się przeciskać przez wąskie gardło pokoju zastawionego z każdej strony projektami. Gdzie się nie rozejrzeć, wszędzie leżą przybory, kartki, szkice bieżących i wykonanych witraży. Między tym wszystkim siedzą i opowiadają o swojej pracy. Na zmianę. Raz ojciec, raz syn.

<!** reklama>Władysław Kozioł to w Toruniu artystyczna legenda. Witrażysta przyjaźnił się z Tymonem Niesiołowskim i Stanisławem Borysowskim. Opatentował nawet własny sposób wyrobu szkła, które w specyficzny sposób rozszczepia światło. Oszklił tak niemal całą połowę Polski. Od Gdańska po Wrocław. Jego witraże można podziwiać w ponad 200 obiektach sakralnych. - Dobry witraż ma stwarzać odrealniony klimat w wydzielonym wnętrzu - mówi. - Kiedy skończę nad nim pracować, przestaje mnie interesować.

Syn, Wojciech, podążył jego śladem. Podobnie jak ojciec skończył Wydział Sztuk Pięknych UMK. Zajmuje się malarstwem i witrażem w rodzinnej pracowni przy ul. Rabiańskiej. Nigdy nie pracują jednak razem nad jednym projektem. Dlaczego? - Razem można coś opiniować, ale nie tworzyć. To rzecz na tyle intymna i osobista, że stworzenie jednego obrazu czy witrażu byłoby niezwykle trudne - uważa Wojciech Kozioł. - Syn ma odpowiedni talent. Nie zginie - przerywa mu ojciec.

Od koncepcji do gotowego witrażu długa droga. Pierwszy projekt tworzy się w skali 1:10, a następnie za pomocą optycznego rzutnika przenosi do skali 1:1. Powstają szablony, dzięki którym można już wycinać szkło. Całość wędruje na oszkloną ramę okienną, gdzie dokonuje się korekty. Wtedy przychodzi czas na malowanie. Dzięki np. azotanowi srebra można uzyskać złoto-żółtą barwę. Całość wypala się w temperaturze 600-700 stopni, a czasem - gdy zależy nam na stopieniu kilku szkieł - nawet i w 900 stopniach. Technika pozostaje niezmienna od kilkuset lat.

- To typowe rzemiosło artystyczne - mówi Wojciech Kozioł, który zajmuje się również konserwacją. - Witraż powstał z architektury i zawsze był z nią związany. Ostatnio najbardziej płodnymi pod tym względem była secesja oraz art deco. Niedawno stworzyłem kilka witraży do nowoczesnych domów i uważam, że również dobrze się w nich odnajdują. Wszystko zależy od projektu i zastosowanych materiałów.

Obecnie w pracowni Koziołów poza nimi pracuje jeszcze od 2 do 5 osób. A bywało, że kręciło się nawet i 11 pomocników. Inne były jednak czasy. - Pamiętam, jak przyjechała kiedyś do nas ekipa telewizyjna kręcić reportaż. Siedzieli 10 dni, aż w końcu wyjechali - wspomina Władysław Kozioł. - Na ciężkim kacu.


Warto wiedzieć

Wernisaż obrazów oraz witraży Wojciecha Kozioła - już 10 czerwca w Domu Muz przy ul. Podmurnej 1/3. Początek godz. 18.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie