Szkolny krzyż bez misjonarstwa

Przemysław Łuczak
„Być może wyrok Wielkiej Izby Trybunału Praw Człowieka wpłynie na uspokojenie nastrojów części osób wierzących. I zaniechają one, czego byliśmy świadkami jeszcze kilka miesięcy temu, umieszczania niejako z przekory symboli religijnych w miejscach publicznych”.

„Być może wyrok Wielkiej Izby Trybunału Praw Człowieka wpłynie na uspokojenie nastrojów części osób wierzących. I zaniechają one, czego byliśmy świadkami jeszcze kilka miesięcy temu, umieszczania niejako z przekory symboli religijnych w miejscach publicznych”.

Rozmowa z dr. PAWŁEM BORECKIM, adiunktem w Katedrze Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Warszawskiego.

Spodziewał się Pan, że Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uzna, że krzyże mogą jednak wisieć w szkołach?

Spodziewałem się podtrzymania wyroku wydanego przez trybunał w pierwszej instancji, kiedy sędziowie uznali, że obecność krzyża w szkole narusza wolność przekonań. Aczkolwiek niektóre istotne stwierdzenia, które znalazły się w uzasadnieniu wyroku z grudnia 2009 roku, powtórzone zostały w wyroku Wielkiej Izby Trybunału, to jednak jestem negatywnie zaskoczony.

Dlaczego trybunał zmienił zdanie?

Wpływ miała przede wszystkim duża presja ze strony wielu państw członkowskich Rady Europy na trybunał, który bał się utraty legitymizacji z ich strony. Istotną rolę mogło również odegrać to, że wyrok w pierwszej instancji wzbudził bardzo wielkie emocje, zarówno po stronie wierzących, jak i zwolenników laicyzacji przestrzeni publicznej. To groziło swego rodzaju konfliktem światopoglądowym i być może sędziowie przestraszyli się jego skutków.

Co oznacza taki wyrok trybunału?

Trybunał uznał, że państwom członkowskim przysługuje szeroki margines swobody, że sfera obecności symboli religijnych, zwłaszcza w szkołach publicznych, należy do kompetencji prawa krajowego. W tym zakresie zresztą w poszczególnych państwach występują różne regulacje. Z jednej strony członkiem Rady Europy jest Francja, która od 2004 roku nawet w szkołach zabrania noszenia ostentacyjnych symboli religijnych, a z drugiej strony mamy Austrię, w której - podobnie jak we Włoszech - obecność krzyża w szkołach i przedszkolach publicznych jest obowiązkowa. Ostatnio austriacki trybunał konstytucyjny odrzucił skargę ojca, w której wskazywał on, że obligatoryjna obecność krzyża i uroczystości religijne w przedszkolu, do którego uczęszczała jego córka, naruszają jego prawa.

Czy ten wyrok może coś zmienić w Polsce?

Nie sądzę. W polskich szkołach mogą wisieć tylko krzyże. Rozporządzenie ministra edukacji narodowej z 1992 roku posługuje się bowiem zwrotem, że krzyż może wisieć w pomieszczeniu szkolnym, choć nie musi. W tej sytuacji wszystko zależy od dyrektora szkoły. Znam szkoły, w których krzyże wiszą w bardzo widocznych miejscach, np. przed wejściem do dyrektorskich gabinetów. Ale są też placówki - myślę, że to jest najzdrowsze rozwiązanie, w których krzyże są tylko w salach do katechezy.

Polacy przestaną się teraz skarżyć na obecność krzyży w publicznych instytucjach?

Być może ten wyrok Wielkiej Izby Trybunału, który nie ingeruje tak mocno w tę sferę, jak wyrok pierwszej instancji, wpłynie na uspokojenie nastrojów części osób wierzących. I zaniechają one, czego byliśmy świadkami jeszcze kilka miesięcy temu, umieszczania niejako z przekory symboli religijnych w miejscach publicznych. Natomiast wiem, że przygotowywane są skargi do Strasburga na obecność krzyży w budynkach samorządowych. Ten wyrok trybunału, aczkolwiek wydany w konkretnej sprawie pani Lautsi przeciwko Republice Włoskiej, źle jednak rokuje dla tego rodzaju wniosków w przyszłości.

Ateiści i wyznawcy innych religii nic na tym wyroku nie zyskują?

Nie do końca tak jest, ponieważ w orzeczeniu znalazło się również stwierdzenie, że szkoła powinna być pluralistyczna i nie może być areną działalności misjonarskiej. Trybunał nie odstąpił więc od pewnych standardów, które sformułował w wyroku pierwszej instancji. Obowiązujące w Polsce prawo nie jest aż tak złe, natomiast praktyka często pozostawia wiele do życzenia, zwłaszcza w mniejszych środowiskach, w których główną rolę odgrywają lokalne elity, do których należą także duchowni katoliccy.

Dlaczego Trybunał Konstytucyjny zwleka z wyrokiem w sprawie kościelnej komisji majątkowej?

Trudno mi na ten temat mówić, ponieważ jestem autorem wniosku SLD do Trybunału Konstytucyjnego oraz wniosków o wyłączenie sędziów z orzekania w tej sprawie. Przypuszczam, że zwłoka może wynikać z obawy przed ewentualnymi skutkami finansowymi orzeczenia dla państwa, Kościoła i samorządu terytorialnego. Z drugiej strony, trybunał w tej sprawie znalazł się pod bardzo czujnym okiem opinii publicznej. Skutkiem wyroku legitymizującego działalność komisji majątkowej mógłby być spadek społecznego autorytetu trybunału. O tym, że sprawa jest kontrowersyjna, świadczy również fakt, że mimo odrzucenia wniosków o wyłączenie części sędziów z orzekania, prezes trybunału zdecydował jednak o przekazaniu jej ze składu 5-osobowego do pełnego składu. A to oznacza, że uznał ją za sprawę zawiłą. Z tego, co mi wiadomo, wśród sędziów trybunału są poważne kontrowersje co do treści przyszłego orzeczenia. Nie da się też ukryć, że taka postawa trybunału może być interpretowana przez opinię publiczną jako uchylanie się od orzekania w kłopotliwej sprawie. Należy pamiętać, że wniosek leży w trybunale już od ponad 2 lat, a komisja majątkowa przez ten czas orzekała na podstawie przepisów, których konstytucyjność jest wątpliwa. Trybunał nie rozstrzygając tej sprawy, pośrednio akceptował ten stan prawny.

Czy likwidacja komisji majątkowej oznacza, że pokrzywdzeni mają zamkniętą drogę do odszkodowań?

Trzeba poczekać na wyrok, który wskaże drogi działania zwłaszcza samorządom terytorialnym. Po wyczerpaniu drogi krajowej, zawsze jest jeszcze sprawiedliwość na arenie europejskiej. Radziłbym poszkodowanym przez orzeczenia komisji majątkowej wydane z naruszeniem prawa rozważyć wniesienie roszczeń na podstawie ogólnych przepisów Kodeksu cywilnego z tytułu czynów niedozwolonych lub bezpodstawnego wzbogacenia. Pod warunkiem, że jeszcze nie upłynęły okresy przedawnienia. Oczywiście nie ma mowy o tym, żeby Kościołowi odbierać nieruchomości.

Teczka personalna

Dr Paweł Borecki, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego

Ma 37 lat, pracuje w Katedrze Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa
Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizuje się w prawie wyznaniowym i
konstytucyjnym oraz historii ustroju i prawa Polski. Jest autorem
licznych publikacji naukowych na ten temat, m.in. książki „Geneza modelu
stosunków państwo-Kościół w Konstytucji RP”. Doradca w sprawach
prawnych kościołów oraz organizacji laickich.

Zainteresowania pozanaukowe: wycieczki krajoznawcze po Polsce, opera, malarstwo. Córka Aleksandra - 10 lat.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie