Szkolny woźny z Torunia kontra ZUS - wygrał odszkodowanie za wypadek przy pracy!

Małgorzata Oberlan
Małgorzata Oberlan
Do wypadku woźnego doszło wcześnie rano, na szkolnym boisku.
Do wypadku woźnego doszło wcześnie rano, na szkolnym boisku. Grzegorz Maliszewski Polska Press
W listopadowy poranek woźny w szkole w Toruniu zaczął dzień pracy od przykrego obowiązku: zbierania z boiska butelek po piwie, które znów zostawili nocą wandale. Poślizgnął się, złamał biodro i trafił do szpitala. O odszkodowanie za wypadek przy pracy musiał z ZUS-em procesować się w sądzie.

Zobacz wideo: To już pewne. W 2021 roku będzie Czternasta Emerytura.

To duża szkoła podstawowa we wschodniej części Torunia, położona tuż przy blokowisku. Zmorą tutaj od dawna byli chuligani, wieczorami i nocami urządzający sobie libacje na terenie boiska. Tamtego listopadowego poranka pan Kamil, szkolny woźny, swój dzień pracy tuż po godz. 6.00 rano znów zaczął od przykrego obowiązku: zbierania po pijakach butelek z boiska. "Żeby uczniowie nie musieli tego oglądać" - jak odnotowano w sądowych aktach.

Polecamy

Mżyło, było ślisko i mężczyzna, będąc przy klombie, przewrócił się. Z trudem, ale jakoś doszedł do szkoły.

- Wezwałam pogotowie, bo około godziny 8.00 nie był w stanie chodzić i zwijał się z bólu. Było widać, że bardzo cierpi - wspomina dyrektorka szkoły. Zaznacza, że ani ona sama, ani nikt inny nie był bezpośrednim świadkiem wypadku. - Absolutnie jednak nie mieliśmy podstaw, by podejrzewać, że stało się cokolwiek innego, niż relacjonuje nam woźny. Zresztą, zawsze bardzo obowiązkowy, godny zaufania - dodaje dyrektorka.

Uraz biodra, długie L4 i odmowa pieniędzy z ZUS

Karetka zawiozła pana Kamila do miejskiego szpitala, gdzie był operowany. Okazało się, że mężczyzna po pięćdziesiątce doznał m.in. poważnego urazu biodra. Po wypisie z lecznicy woźny przez ponad rok jeszcze leczył skutki upadku. Na zwolnieniu chorobowym przebywał długie miesiące. Sprawa była, tym bardziej że w 2006 roku przeszedł operację wszczepienia stawu biodrowego.

Dodatkowym stresem dla pana Kamila stała się decyzja Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w Toruniu. Ten odmówił mu jednorazowego odszkodowania za wypadek w pracy (2750 zł), którego skutkiem był długotrwały uszczerbek na zdrowiu, bo stwierdził, że... do takiego nie doszło! Obstawał przy tym, że zdarzenie miało miejsce "w drodze do pracy". Skąd taki pomysł ubezpieczyciela? Okazało się, że ratownicy medyczni w dokumentacji odnotowali w pośpiechu tak: "po upadku drodze do pracy" (bez wskazania, czy "na drodze" czy "w drodze"). ZUS trzymał się tego, choć protokół powypadkowy, wykonany w szkole, wskazywał jasno na inne okoliczności: wypadek w pracy.

Szkolny woźny z decyzją ZUS się nie pogodził, odwoływał się i sprawa trafiła do IV Wydziału Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Rejonowego w Toruniu.

Polecamy

Sąd w Toruniu: ZUS interpretował na swoją korzyść

Co ustalił sędzia Janusz Kotas na podstawie zeznań świadków i dokumentacji? Po pierwsze to, że pan Kamil tamtego listopadowego dnia tuż przed 6.00 rano był w szkole, standardowo wyłączył alarm i "odhaczył" się na liście. Dopiero potem wyszedł na boisko. Nie ma wiec wątpliwości, że przewracając się na boisku był już w trakcie pracy.

Po drugie, sędzia zwrócił uwagę na to, że ZUS zinterpretował niejasności w dokumentacji ratowników medycznych na swoją korzyść. W ogóle nie badał sprzeczności tego zapisu z protokołem powypadkowym. Przesłuchany w sądzie ratownik nie potrafił sobie wyjaśnić, jak popełnił błąd w zapisie. Nie miał jednak wątpliwości, że poszkodowanego karetką zabierał ze szkoły.

- Nie ulega najmniejszej wątpliwości w świetle zeznań świadków i przesłuchania powoda, że do wypadku doszło w miejscu pracy, podczas wykonywania przez wnioskodawcę zwykłych czynności. Z zeznań świadków i zapisów w Karcie Medycznych Czynności Ratunkowych do zdarzenia doszło o godzinie 6.30, a więc wtedy, gdy wnioskodawca wykonywał swoje czynności. Zeznania wnioskodawcy są bardzo logiczne i spójne, wskazał on w jakich okolicznościach i przy jakich czynnościach doszło do upadku. Wiarygodne są także zeznania świadka S., który nie ma żadnych powodów by zeznawać nieprawdę. Również dyrektor szkoły, gdzie pracował wnioskodawca nie miał żadnych powodów by zeznawać nieprawdę, dla niej korzystnym wręcz byłoby, gdyby do wypadku doszło poza rejonem szkoły - podkreślił w uzasadnieniu wyroku sędzia Janusz Kotas.

Sąd pracy w Toruniu przyznał racje woźnemu i polecił ZUS wypłacić mu 2750 zł odszkodowania za wypadek w pracy, wraz z odsetkami. Wyrok nie jest jednak jeszcze prawomocny. W lutym został opublikowany w Portalu Orzeczeń Sądowych. A woźny? - Wrócił do formy i pracy, co nas wszystkich naprawdę cieszy - kończy dyrektorka szkoły.
PS Imię woźnego zostało w tekście zmienione.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
ba

tak tak zachowuje się zus... potem człowiek z nimi wygrywa, zus się odwołuje wyżej... tam przegrywa i my i tak ponosimy tego koszty. zus to banda i tyle

Dodaj ogłoszenie