Szpiedzy w starych toruńskich gazetach. Poznajcie szczegóły! [Retro]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Przedwojenny konsulat niemiecki przy ul. Bydgoskiej Z archiwum Szymona Spandowskiego
W "Słowie Pomorskim" sprzed 91 lat trafiliśmy na ślad kolejnej toruńskiej afery szpiegowskiej. Jej tropy wiodły do wojskowej drukarni oraz do niemieckiego konsulatu przy ul. Bydgoskiej.

Szukaliśmy... No nie powiemy, czego szukaliśmy, bo nam się znaleźć nie udało. Mamy jednak nadzieję, że jeszcze to znajdziemy i zdążymy opisać. Główne połowy tym razem okazały się bezowocne, jednak w sieć, którą ciągnęliśmy przez różne wydania toruńskich gazet z 1929 roku, wpadło kilka innych smakowitych historii. Jedna z nich to historia szpiegowska. Dawno takiej nie mieliśmy, zatem podzielimy się nią czym prędzej zwłaszcza, że wzbogaciliśmy się o dwie interesujące ilustracje, które doskonale do niej pasują.

POLECAMY WIDEO: Złote drużyny toruńskiego żużla

Toruń znalazł się na pierwszej linii szpiegowskiego frontu już w XIX wieku, gdy zapadła decyzja o rozbudowie twierdzy. O polowaniach na szpiegów, których ofiarami często padali zupełnie przypadkowi ludzie, już wspominaliśmy. Ta ocierająca się o paranoję gorączka była jednak uzasadniona. W 1900 roku na przykład pół Europy żyło aferą porucznika Helmutha Wessela, który został zatrzymany przez niemiecką żandarmerię pod zarzutem szpiegostwa, ale po brawurowej ucieczce na dworcu w Poznaniu zniknął, by później pojawić się w Paryżu. Informując o tym toruńskie gazety przypominały, że zdrajca służył wcześniej m.in. w toruńskim garnizonie.

Po powrocie miasta do Polski zmieniło się wszystko, poza szpiegami. Ci nie zniknęli, chociaż wysyłane przez nich meldunki płynęły nie na wschód czy na zachód, ale przede wszystkim na północ - do Gdańska czy Królewca, gdzie znajdowała się centrala niemieckiego wywiadu w Prusach Wschodnich. W Toruniu centrum przekaźnikowym był natomiast niemiecki konsulat przy ul. Bydgoskiej 34-36. Jak pisał Władysław Kozaczuk w swojej „Bitwie o tajemnice”, zbieraniem informacji zajmowała się większość personelu tej placówki.

Kronika Wojciechowskiego, czyli przedwojenne toruńskie tramw...

„Wicekonsul dr Walter Hoops z Torunia, jak niezbicie stwierdziły władze polskie, osobiście zajmował się w latach 1933-34 wywiadem wojskowym - czytamy w książce - (...). Wyznaczał spotkania w Parku Miejskim, odbierał materiał, dostarczał wynagrodzenie i dawał zadania. Jako skrzynkę pocztową wykorzystywał księgarnię Wallisa w Toruniu, dokąd agent oddawał listy z meldunkami adresując je „Schultz (pseudonim Hoopsa - przypis redakcji) na miejscu”.
Księgarnia, czy też raczej sklep papierniczy Wallisa znajdował się przy Szerokiej 34.

Wtyczka, jaką wicekonsul posiadał w sztabie toruńskiego Dowództwa Okręgu Korpusu, była całkowicie kontrolowana przez polski kontrwywiad. Jak pisze Kozaczuk, pieniądze wypłacane przez niemieckiego dyplomatę, zasilały fundusz polskiego wywiadu.
Na konsula Hoopsa możemy sobie popatrzeć dzięki fotografii, która znajduje się w Narodowym Archiwum Cyfrowym. Dyplomata został na niej uwieczniony w listopadzie 1933 roku, gdy załoga polskiego statku ss "Kościuszko" wyratowała na Bałtyku załogę tonącego niemieckiego trawlera "Horst Wessel" (zbieżność nazwisk przypadkowa). Hoops podziękował Polakom, odebrał od nich także uratowaną banderę. Konsulat także jest do zobaczenia, po długich poszukiwaniach autorowi udało się pocztówkę z budynkiem przy Bydgoskiej znaleźć i kupić. No, skoro już się rozejrzeliśmy w terenie, możemy przejść do konkretów.

Tak się zmieniał Toruń: Szeroka, Uniwersam, Wodnik... [dużo zdjęć]

"Władze bezpieczeństwa na Pomorzu wykryły wielką i szeroko rozgałęzioną aferę szpiegowską - informowało "Słowo Pomorskie" w połowie kwietnia 1929 roku. - Lekarz dr Piechocki zamieszkały w Gdańsku stał na czele jednej z placówek szpiegowskich. Bywając kilkakrotnie w Toruniu dr P. zapoznał się z pracownikiem drukarni wojskowej, Pawłem Haftką i jego bratem Leonem. Haftkowie z polecenia dra P. dokonywali zdjęć dokumentów wojskowych, do druku oddanych, bądź w drukarni przechowywanych. Starali się także nawiązać kontakt z wpływowemi osobistościami Torunia, aby rozszerzyć zakres działania. Między innymi zwrócili się do obywatela K. Pan K. jako dobry Polak podzielił się tą wiadomością z władzami, wskutek czego afera została bardzo szybko wykryta. Ustalono, kiedy dr Piechocki przyjedzie do Torunia i wraz z Haftkami aresztowano ich w mieszkaniu Pawła Haftki w trakcie fotografowania dokumentów wojskowych".

Pierwszy komunikat różnił się nieco od wiadomości, jaką podała Polska Agencja Telegraficzna. Zdaniem PAT Piechocki miał na imię Maksymilian, mieszkał w Gdańsku i był technikiem dentystycznym. Aresztowany miał zostać wraz z Haftkami po przyjeździe do Torunia 7 kwietnia. 10 dni później za kraty trafił także majster Roliński, introligator zatrudniony w drukarni toruńskiej szkoły podchorążych. Haftkowie mieszkali przy Lubickiej 35, dom się do naszych czasów nie zachował.

Toruń sprzed lat w obiektywie Michała Kokota. Archiwalne zdjęcia!

Proces, a w zasadzie dwa procesy, ruszyły 5 listopada. W pierwszym, na ławie oskarżonych toruńskiego Sądu Okręgowego siedli Piechocki i Haftkowie. W drugim miał być sądzony urzędnik bankowy Karol Glitza.

"Do rozprawy powołano kilku świadków i znawców wojskowych - raportowało "Słowo". - Na wniosek prokuratora sąd postanowił wykluczyć publiczność wraz z rodziną oskarżonych z sali rozpraw i prowadzić rozprawę przy drzwiach zamkniętych. Rozprawa trwała od godz. 9 do 21. O godzinie 21 sąd ogłosił wyrok uznając wszystkich trzech oskarżonych winnymi zdrady tajemnic wojskowych na rzecz Niemiec. W motywach wyroku powiedziano, że Piechocki, mieszkając w Gdańsku, nawiązał kontakt z wywiadem Rzeszy Niemieckiej celem dostarczania dokumentów wojskowych i w tym celu nakłonił Leona Haftkę, który był pracownikiem drukarni wojskowej do dostarczania różnych dokumentów. Paweł Haftka robił na zlecenie brata odbitki fotograficzne. Ponieważ oskarżeni nie byli karani i do winy się przyznali, sąd uznał okoliczności łagodzące i dlatego wymierzył Leonowi Haftce 5 lat ciężkiego więzienia, a Pawłowi Haftce 1 i pół roku ciężkiego więzienia. Piechockiemu, prócz okoliczności łagodzących, ponieważ był inicjatorem tej sprawy, przyznał także okoliczności obciążające, dlatego wymierzył mu 6 lat ciężkiego więzienia.
W sprawie Karola Heinricha Glitza z powodu niestawienia się kilku świadków sąd rozprawę odroczył. Glitza oskarżony jest o dostarczanie informacji wojskowych przez konsulat niemiecki w Toruniu do Niemiec. Odpowiada z wolnej stopy".

Tak się zmienił Toruń. Niektóre miejsca trudno rozpoznać! [Z...

Jego utajniony proces odbył się 11 lutego 1930 roku. Glitza został uznany winnym zdrady i skazany na rok więzienia.
Wyroki te były bardzo łagodne. W kwietniu 1927 roku sądowy finał miała jedna z najgłośniejszych afer szpiegowskich II RP, czyli sprawa poruczników Piątka i Urbaniaka. Obaj zostali przez toruński sąd skazani na degradację i śmierć. Wyrok został wykonany najprawdopodobniej na Forcie IV. Ciała obu szpiegów trafiły na Cmentarz Garnizonowy. Tam również siedem lat później zakopano zwłoki Józefa Gryfa-Czajkowskiego. Oficer ten w drugiej połowie lat 20. był agentem polskiego wywiadu w Berlinie, gdzie działał również najskuteczniejszy i zarazem najbardziej tajemniczy polski szpieg tamtych czasów, rotmistrz Jerzy Sosnowski.

Gryf-Czajkowski został zwerbowany przez Niemców już w Berlinie. Z Abwehrą współpracował również po odwołaniu go do kraju. W grudniu 1933 roku wysłał na konspiracyjny adres w Gdańsku paczkę z mikrofilmami. Klisze, na których były tajne dokumenty oraz obiekty wojskowe, bardzo zainteresowały polskich kontrwywiadowców sprawdzających przesyłki kierowane do Wolnego Miasta Gdańska i Niemiec. Do nadawcy dotarli szybko.

Dawne toruńskie kina: Orzeł, Kopernik, Echo, Bałtyk, Grunwal...

„W dniach od 30 do 31 stycznia przed sądem okręgowym w Toruniu, który sądził w trybie doraźnym, odbyła się rozprawa przeciwko Józefowi Gryf-Czajkowskiemu, b. porucznikowi, znanemu dobrze na gruncie toruńskim. Służył on jakiś czas w toruńskim garnizonie i był właścicielem majątku Glinki pod Toruniem - donosiło „Słowo Pomorskie” na początku lutego 1934 roku. - Gryf-Czajkowski oskarżony był o szpiegostwo na rzecz ościennego państwa. Przewód sądowy ujawnił i udowodnił akcję szpiegowską na terenie Gdyni.

Rozprawa odbyła się przy drzwiach zamkniętych. Gryf-Czajkowski do winy się nie przyznał. Wczoraj o godz. 13.30 ogłoszony został wyrok skazujący Gryf-Czajkowskiego na karę śmierci przez powieszenie. Obrońca z urzędu, adw. Przysiecki odwołał się do łaski Prezydenta Rzplitej. Ok. godz. 22 nadeszła z Warszawy odpowiedź odmowna, wobec czego wyrok dziś w nocy o godz. 3-ej został wykonany".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie