Szwagier za milion

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Jak mawiają ludzie wyrośli w kulturze telewizorów, człowiek starzeje się wtedy, kiedy w telewizjach wracają programy popularne w czasach jego młodości. Bo to oznacza, że dorosła następna generacja, która kupi starocie jako nowości. No to dzisiaj piękni trzydziestoletni - którzy dojrzewali razem z „Kołem fortuny”, „Milionerami” i pierwszym „Big Brottherem” - mogą zapłakać z tęsknoty za młodością, bo ich formaty znowu błyszczą.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Jak mawiają ludzie wyrośli w kulturze telewizorów, człowiek starzeje się wtedy, kiedy w telewizjach wracają programy popularne w czasach jego młodości. Bo to oznacza, że dorosła następna generacja, która kupi starocie jako nowości. No to dzisiaj piękni trzydziestoletni - którzy dojrzewali razem z „Kołem fortuny”, „Milionerami” i pierwszym „Big Brottherem” - mogą zapłakać z tęsknoty za młodością, bo ich formaty znowu błyszczą. Niby podobne, ale nie do końca. Czasami odgrzewające stare emocje, a czasami mizdrzące się do świeżutkiego pokolenia.

Ciekawostką jest to, że wróciły właśnie teleturnieje - format podobno nieśmiertelny. Ale tylko podobno. Bo przecież pamiętamy, jak przeganiały je najpierw reality shows, później seriale dokumentalne, w końcu widowiska w rodzaju „Tańca z gwiazdami”. Oczywiście ludzie zawsze będą uwielbiali oglądać batalie delikwentów, co to głowy mają jak encyklopedie - szczególnie, jeśli pochodzą z prostego ludu polskiego. Można pochylić się nad człowieczymi talentami i ułomnościami, a i jeszcze na dokładkę samemu się z nimi pościgać. Bezpiecznie, bo przed telewizorem, za to w oparach złudzeń, że jakbyśmy my poszli ze szwagrem, to ten milion by pękł... Ale naprawdę formuła takich wyścigów zmienia się nieodwracalnie. Symbolicznym pogrzebem starych teleturniejów było pożegnanie „Wielkiej gry” - programu anachronicznego, nastawionego na pamięciowców, umiejących wykuć tonę książek. Prawie wszyscy żegnając „Wielką grę” ronili łzy, ale jakoś nikt nie chciał tego programu reanimować.

<!** reklama>Bo nadeszła era premiująca omnibusowatość. Okrętem flagowym złotego okresu teleturniejów był „Miliard w rozumie”, a po różnych programach skakali prawdziwi zawodowcy, jak ów pamiętny tramwajarz z Krakowa. Ale nawet okręty flagowe się starzeją, przyszła więc pora uatrakcyjniaczy - pojedynkom wiedzowym towarzyszyły różne ciekawostki (a to licytacja, a to wrzucanie biedaczyny, który nie znał odpowiedzi, do czarnej dziury). Albo teleturniejów dla wybranej klienteli, czyli genialnej dziatwy bądź maniaków muzyki.

Cóż, teleturniejowy renesans serca raduje - kilka programów wróciło, kilka nowych czeka w kolejce. Najbardziej spektakularny jest rzecz jasna powrót „Milionerów”. To zresztą przy okazji ostatnia deska ratunku dla jednego z najdziwaczniejszych polskich celebrytów, Huberta Urbańskiego, dla którego ten teleturniej jest jak szyty na miarę. Próbowano go wpychać w inne projekty, ale wypadał żałośnie. W „Milionerach”, ze swoim stylem idealnego zięcia, co to zawsze wie, jak na herbatce u cioci dobrze odłożyć łyżeczkę, sprawdza się znakomicie. Choć, nie czarujmy się - „Milionerzy” to teleturniej wiedzowy do pewnego momentu, później pytania robią się tak niszowe, że zaczyna się klasyczna strzelanka. Ale w końcu nie chodzi o to, żeby ktoś wygrał ten milion, tylko żeby wszyscy go gonili.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie