Tajemnica taksówki numer 33, czyli niezwykły finał batalii sądowej sprzed 90 lat [Retro]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Taksówki na głównym toruńskim postoju na Rynku Staromiejskim. Wśród nich może również stać autodorożka numer 33
Taksówki na głównym toruńskim postoju na Rynku Staromiejskim. Wśród nich może również stać autodorożka numer 33 Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jak się skończyła sprawa szofera Jakubowskiego, który w lutym 1931 roku miał zastrzelić niedaleko Barbarki męża swojej kochanki, a następnie przewieźć jego zwłoki na Kępę Wiesego? Sąd go skazał, obrońca się odwołał, w kolejnej instancji sąd utrzymał wyrok? Otóż nie, finał był zupełnie inny.

Sprawa Zygmunta Jakubowskiego wydawała się oczywista. 15 lutego 1931 roku na komisariat policji przy Wałach zgłosił się kierowca toruńskiej taksówki nr 33. Opowiedział policjantom, że w nocy został niedaleko Barbarki napadnięty przez trzech mężczyzn: dwóch pasażerów, którzy kazali się zawieźć do Czarnego Błota oraz trzeciego, który czekał na nich przy drodze. Mieli oni szofera związać, a później do niego strzelić. Następnie, nie sprawdzając czy Jakubowski żyje, odeszli zostawiając samochód. Kierowca tylko udawał martwego, uwolnił się i wrócił autem do miasta.

W tym samym czasie funkcjonariusze otrzymali wiadomość, że na Kępie Wiesego pewien saper znalazł trupa. Nieboszczyk leżał pod drzewem, pod powieszoną na konarze liną. Miał jednak kulę w głowie, więc raczej nie był samobójcą. Co więcej, denatem okazał się być Antoni Górecki, który według Jakubowskiego miał być trzecim napastnikiem. Poza tym okazało się, że był także mężem kochanki szofera.

Jakie były wyniki śledztwa?

Na Kępie Wiesego, czyli tam, gdzie dziś rozpościerają się ogródki działkowe przy ul. Przybyszewskiego, funkcjonariusze znaleźli odciśnięte na śniegu ślady kół. Ustalili, że zostawiła je taksówka Jakubowskiego. Podczas rewizji w domu szofera trafili również na zakrwawione ubranie oraz linkę, taką samą jak ta wisząca na drzewie. Według śledczych na początku lutego żona Góreckiego uciekła od słynącego z gwałtowności męża. Jakubowski pomógł jej się ukryć. Później spotkał się z Góreckim i udając współczującego przyjaciela, zabrał samochodem w stronę Barbarki. W lesie go zastrzelił, a następnie przewiózł zwłoki na Bydgoskie Przedmieście.
Wszystko wydawało się jasne, pomimo tego jednak gazety rozpisywały się o "Tajemnicy Kępy Wiesego", "Tajemnicy autodorożki nr 33", w prasie pojawiły się również porównania do sprawy Gorgonowej. Budzący ogromne zainteresowanie proces Zygmunta Jakubowskiego rozpoczął się przed toruńskim sądem 16 czerwca 1931 roku. Zeznania śledczych przedstawiliśmy tydzień temu, po nich za barierką dla świadków stanęła Helena Górecka.

Co zeznała Helena Górecka?

Pomimo sprzeciwu obrońcy, kobieta została przesłuchana bez przysięgi. Zeznała, że Jakubowskiego poznała dzięki sublokatorowi, za którego szofer wyłożył pewną sumę pieniędzy. Od tego czasu Jakubowski stał się u Góreckich częstym gościem, a relacje między nią i oskarżonym zaczęły się zacieśniać. Górecki z tego powodu zaczął robić awantury, po pijanemu miał nawet żonie grozić nożem. O tym, że w mieszkaniu przy ul. Mickiewicza 108 dochodziło do awantur, mówili także inni świadkowie. Dodatkowo świadek Haase, właściciel taksówki, którą jeździł Jakubowski dodał, że kilka dni przed tragicznym wieczorem 14 lutego, pracownik chciał od niego pożyczyć pistolet, ponieważ jemu również Górecki miał grozić śmiercią.

"Biegły lekarz dr Swinarski, który przeprowadzał sekcję zwłok zeznał, że strzał w skroń oddany z bliska był śmiertelny, lecz że organy mowy nie były naruszone, denat mógł jeszcze bełkotać i dlatego oddano drugi strzał, który był także śmiertelny - relacjonowało "Słowo Pomorskie". - Powieszenie nastąpiło dla pozoru samobójstwa już po śmierci denata".

Zygmunt Jakubowski również otrzymał ranę postrzałową, opatrujący go lekarz wyjął pocisk z piersi. W jakich okolicznościach ta rana powstała, tego korespondent "Słowa" nie wyjaśnił. Przytoczył jednak opinię sprowadzonego z Warszawy biegłego, że wszystkie trzy kule zostały wystrzelone z tego samego rewolweru.

Jaki wyrok wydał sąd pierwszej instancji?

Zygmunt Jakubowski, któremu groziła kara śmierci, trzymał się swojej wersji wydarzeń. Mówił o dwóch nieznanych jegomościach, którzy 14 lutego wsiedli do jego taksówki przy ul. Warszawskiej i kazali się wieźć za miasto. Tym wyjaśnieniom sąd wiary nie dał i skazał szofera na 12 lat ciężkiego więzienia oraz utratę praw publicznych na dekadę.

Obrońca od tego wyroku się odwołał. Podczas kolejnej rozprawy przekonywał, że kierowca rzeczywiście mógł zostać napadnięty przez współdziałających z Góreckim dwóch mężczyzn, których nie udało się wytropić. Sądu nie przekonał, ale broni nadal składać nie zamierzał. Druga rozprawa przed Sądem Apelacyjnym przyniosła pewną zmianę - wyrok został zmniejszony o połowę. Nadal nie był to jednak koniec.

"Sprawa tragicznej śmierci ś.p. Antoniego Góreckiego wzbudziła na Pomorzu nie mniejsze zainteresowanie jak sprawa morderstwa Lusi Zarembianki - pisał "Dzień Pomorski" w maju 1933 roku. - Tu i tam sąd na zasadzie dowodu z poszlak skazał domniemanych morderców. Czy Gorgonowa zabiła? Oto pytanie, nad którym sądy lwowski i krakowski zastanawiały się przez szereg długich tygodni. Czy Jakubowski zabił Góreckiego? Oto pytanie, nad którem ponownie po raz trzeci Sąd Apelacyjny w Toruniu będzie się zastanawiał 26 maja".

Trzecia rozprawa przed Sądem Apelacyjnym i czwarta w tej sprawie, trwała dwa dni i najwyraźniej była popisem umiejętności mecenasa Stanisława Przysieckiego - tego samego, który bronił Wiktora Bonina, mordercę z ul. Mickiewicza 70 oraz Edmunda Kaczyńskiego, który zamordował uczennicę szkoły przy ul. Prostej.

"Obrońca, zaznaczając, że jest to sprawa poszlakowa pyta, jaki interes miał Jakubowski w zabójstwie Góreckiego - czytamy w "Słowie Pomorskim" z końca maja 1933 roku. - Podkreśla, że stroną napadającą był Górecki, który w przededniu swej tragicznej śmierci odgrażał się, że wobec świadka Szczepankiewicza: "Zobaczycie co będzie!" To jest okoliczność, o którą oba wyroki sądu apelacyjnego zostały zniesione. W dalszym ciągu swojego przemówienia zarzuca obrońca zaniedbania w śledztwie, jak brak ekspertyzy daktyloskopijnej z rewolweru znalezionego przy trupie i zabezpieczenia śladu butów. Z rewolweru, który posiadał Jakubowski, nie strzelano. Górecki, zdaniem obrońcy, strzelił do Jakubowskiego i ze swoimi kompanami odszedł. Co się dalej z nim stało, tego osk. nie wie. Obrońca jest przekonany, że samochodu Jakubowskiego przy Kępie Wiesego nie było. Szkic pierwotny opon na to nie wskazuje, wzory się nie zachowały i dlatego komisarz Szmytkowski kazał zrobić drugi szkic dwa dni później.
Jako przyczynę śmierci Góreckiego obrońca wysuwa samobójstwo, przytaczając z dzieł prawniczych przykłady skomplikowanych przypadków samobójstw, następnie wskazuje na owych dwóch pasażerów, którzy po napadzie na Jakubowskiego chcieli widocznie usunąć gadatliwego świadka. Kończąc swe blisko trzygodzinne przemówienie, obrońca wnosi o uwolnienie klienta".

W poniedziałek 29 maja 1933 roku Sąd Apelacyjny w Toruniu uwolnił Zygmunta Jakubowskiego od winy i kary.
Co się później stało z Jakubowskim, tego nie wiemy. W księgach adresowych człowiek o takim imieniu i nazwisku pojawia się tylko raz, w 1932 roku. Jest tam jednak mowa o robotniku, a nie szoferze, zameldowanym przy Krasińskiego 120. W tym czasie kierowca Jakubowski przebywał jednak przy Piekarach w toruńskim Okrąglaku.

Co się stało z taksówką nr 33?

A co z autodorożką nr 33? W księdze adresowej z 1936 roku jest spis wszystkich toruńskich taksówek razem z ich właścicielami. Wynika z niego, że samochód parkował razem z taksówką nr 9 w garażu pani Anastazji Haasowej przy ul. Kościuszki 69. Właściciela zatem pojazd nie zmienił, ale kto siadał za kierownicą?
Na zakończenie jeszcze jedna ciekawostka. Pamiętacie Państwo niezwykłą historię Nikodema Pieszczocha, ucznia toruńskiego Gimnazjum Kupieckiego, który tuż przed wojną pięknie pisał o reklamach świetlnych, a tuż po wojnie o tym, jak trafił pierwszym transportem do Auschwitz? Jego ojciec, Edward Pieszczoch, był sekretarzem adwokackim. Pracował u mecenasa Przysieckiego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie