Taka mała, że aż wielka

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Cóż, takie pomyłki się zdarzają. Już, już wydaje nam się, że wiemy, kto jest prawdziwym twardzielem, który bez problemu zdominuje całą gromadkę, a tak naprawdę nie wiemy nic. I nagle okazuje się, że mocny charakter ma ktoś zupełnie inny, a nasz twardziel co rusz wprawia nas w lekkie zażenowanie.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.nowosci.com.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Cóż, takie pomyłki się zdarzają. Już, już wydaje nam się, że wiemy, kto jest prawdziwym twardzielem, który bez problemu zdominuje całą gromadkę, a tak naprawdę nie wiemy nic. I nagle okazuje się, że mocny charakter ma ktoś zupełnie inny, a nasz twardziel co rusz wprawia nas w lekkie zażenowanie. No, a jeszcze ów delikwent z charakterem ma często talenta różnorakie i dobrze wie, jak tymi nadętymi twardzielami kręcić i manipulować... W westernie „Prawdziwe męstwo” tym naprawdę najtwardszym gościem okazuje się być czternastoletnie dziewczę. I to ono daje wszystkim lekcję tego, czemu należy być wiernym, a czemu niekoniecznie.

<!** reklama>Pytanie tylko, czy „Prawdziwe męstwo” to western? Chyba jednak niezupełnie. Antywestern? Też nie do końca. Mówiąc szczerze bracia Coen nieco mnie zadziwili, bo spodziewałem się właśnie antywesternu, takiego nakręconego do niemożliwości szyderstwa z amerykańskiej mitologii, a zobaczyłem film oczywiście mocno ironiczny, ale przecież nieuciekający również od całkiem klasycznych wzruszeń. I całkiem klasycznych prawd. Do tego wcale nienabijający się z tych prostych wartości budujących świat pionierów: odwagi, potrzeby sprawiedliwości, życiowej zaradności. I poczucia, że wina nie może zostać bez kary. Bo jak zostanie, to wszystko dookoła może się zawalić.

Cały ten film to zresztą raczej przypowieść o świecie, w którym prawdziwe wartości tańcują z pozorami i gdzie bardzo trudno jest oddzielić biel od czerni, bo wszystko szybko robi się nieznośnie szare. A ludzie przeskakują od wielkości do śmieszności. Bawi nas w tym filmie napinanie muskułów przez dwóch silnych facetów, ich opowieści, legendy i mity, w które w końcu sami już wierzą. Tu nic się nie zmieniło od lat, pełno takich kowbojów jest i dzisiaj wokół nas. I pewnie ludzie będą się tak napinać na wieki wieków. Jednocześnie niektórzy z nich też potrafią przecież wykrzesać z siebie prawdziwe męstwo, kiedy przychodzi moment próby. I to jest piękne.

Tak więc oglądamy opowieść o pewnym zaciętym dziewczęciu, któremu zły facet zabija ojca. Rzezimieszek następnie przyłącza się do szajki bandytów i zaczyna grasować na terytorium Indian. Nikomu nie śpieszy się więc z karaniem zbira - ryzyko spore, a zabity ojciec był nowy w miasteczku. Nikomu, poza dziewczęciem, któremu w końcu udaje się doprowadzić do ekspedycji karnej. Razem z nią ruszają szeryf pijak i teksański ranger, odpicowany jak szołmen z pokazów rodeo.

U Coenów cenię zwykle - oczywiście poza refleksjami, jakie budzą ich filmy - jeszcze dwie rzeczy. Aktorstwo - tu też jest bez zarzutu, niezależnie od postaci - oraz siłę przyrody i krajobrazu. Pamiętacie ten smutek i bezkres zimy w „Fargo”? Tu też jest tak westernowo pięknie, że aż niemiłosiernie ponuro. Niewielu kinowych magików potrafi tak pokazywać świat.

„Prawdziwe męstwo”, reż. Joel i Ethan Coen

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie