To tylko praca, nic więcej

Alicja Cichocka
Alicja Cichocka
Udostępnij:
Rozmowa z profesorem ANDRZEJEM KOLĄ, archeologiem z UMK, pod którego kierunkiem naukowcy dokonają ostatnich ekshumacji grobów polskich oficerów w lasku w Bykowni.

Rozmowa z profesorem ANDRZEJEM KOLĄ, archeologiem z UMK, pod którego kierunkiem naukowcy dokonają ostatnich ekshumacji grobów polskich oficerów w lasku w Bykowni.

<!** Image 2 align=right alt="Image 169956" sub="Prof. Andrzej Kola: W Bykowni czeka nas rutynowa praca. Jedziemy tam czwarty raz / Fot. Andrzej Romański, CPiI UMK">W sobotę po raz czwarty wyjeżdża Pan do podkijowskiej Bykowni. Co jeszcze zostało tam do zrobienia?

Podczas ostatnich trzech wypraw zlokalizowaliśmy ponad 200 grobów, ale źródła sowieckie podają, że jest ich tam więcej. Pięć lat temu dotarliśmy do dokumentów z 1971 roku z tajnej ekshumacji prowadzonej przez KGB. W sprawozdaniu pojawia się liczba 206 mogił. Dotąd odsłoniliśmy ok. 120. Pozostaje więc niespełna 90 grobów. Ze wspomnianych 120, 53 to były groby polskich oficerów, ekshumowane przez KGB. Jednak część poloników, czyli przedmiotów ewidentnie pochodzenia polskiego, pozostała.

KGB zacierało ślady...

<!** reklama>Tak to wygląda. Ekshumacja KGB była prowadzona niedokładnie. Z 53 grobów wydobyliśmy blisko 1,5 tys. pochowanych osób i 4 tys. poloników. Ze wstępnej analizy archeologicznej wynika, że wśród 90 grobów czekających na ekshumację około 10-15 to polskie mogiły. Spodziewamy się znaleźć tam szczątki od 300 do 500 osób.

Spodziewacie się na miejscu jakichś niespodzianek archeologicznych?

Czeka nas rutynowa praca. Jedziemy tam czwarty raz. W 2001 roku w Bykowni natrafiliśmy na pierwsze 40 grobów. Większość okazała się grobami lokalnego społeczeństwa. Nie było tam Polaków z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Jednak jeszcze w tym samym roku natrafiliśmy na dół z wyłącznie polskimi przedmiotami: butami, odzieżą wojskową. Należały do zamordowanych tam Polaków. Te przedmioty w części zostały przywiezione do Polski. Zakonserwowane, czekają na przejęcie przez Muzeum Katyńskie. Ekspedycje w 2006 i 2007 roku przyniosły odkrycia kolejnych mogił polskich. Pozostało jeszcze 10-15 grobów polskich do skończenia badań. Chyba że natrafimy na jakiś grób nierozkopany w 1971 roku, chociaż to bardzo mało prawdopodobne.

Opowiadał Pan kiedyś, że dla naukowców praca przy takim projekcie to olbrzymie obciążenie psychiczne, że czasem ludzie nie dają rady. Czy do takich doświadczeń można nabrać dystansu, przyzwyczaić się?

Udaje się. To jest trochę tak, jak z pracą lekarza. Trafia na organizm w totalnym destrukcie i musi do tego przywyknąć. W takich wypadkach rutyna pomaga. Oczywiście zdarza się, że trafia się młody archeolog, niedoświadczony. W latach 90. podczas badań cmentarzyska NKWD w Charkowie pomagali nam studenci. Bywało z nimi bardzo różnie. Niektórzy psychicznie nie wytrzymywali i wtedy prosiliśmy o pomoc lekarzy. Każdy reaguje inaczej.

Czy cmentarze katyńskie kryją jeszcze jakieś tajemnice?

Na terenie Ukrainy jest jeszcze jeden cmentarz katyński, w Chersoniu na południu Ukrainy. Wszystko wskazuje na to, że jest zabudowany osiedlem mieszkaniowym. Prawdopodobnie, bo nie znamy dokładnej lokalizacji. Trzeba pamiętać, że były to tajne cmentarze.

Skąd wiadomo, że mogą być tam mogiły polskich oficerów?

Informacja, że wywożono ich do Charkowa, pochodzi z dokumentu z marca 1940 roku. Szef NKWD, Ławrientij Beria zwrócił się do ministra komunikacji Łazara Kaganowicza o to, żeby zapewnił transport kolejowy dla przewiezienia ludności z miast dawnej Polski Wschodniej, czyli Ukrainy Zachodniej, do Kijowa (Bykowni), Charkowa oraz Chersonia. W Charkowie spoczywają jeńcy ze Starobielska. Wywieziono ich stamtąd 3800, w grobach naliczyliśmy 4300 osób. Te 500 osób to  zapewne Polacy przewiezieni z więzień Ukrainy Zachodniej. W Kijowie mamy cmentarz NKWD i groby polskie. Odnaleźliśmy w nich osoby z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej. Trzecim miejscem na terenie Ukrainy jest Chersoń. Wywieziono i zamordowano tam prawdopodobnie od 500 do 1000 osób.

Jest choć cień szansy na odkrycie tych grobów?

Nie wiadomo, nikt tam jeszcze nie był. Rozmawialiśmy z Ukraińcami, pracownikami KGB, ówczesnej służby bezpieczeństwa. Twierdzą, że miejsce jest zabudowane. Jest jeszcze jeden cmentarz. Kryje pomordowanych z tzw. listy białoruskiej. Z polskich więzień obecnej Białorusi, z Mińska, Brześcia, Baranowicz ludzi wywożono na skraj Mińska, do Kuropat. Pod koniec lat 80. archeologom białoruskim udało się zbadać 5 tamtejszych grobów. Wydobywali przedmioty polskie z okresu międzywojennego. Moim zdaniem ewidentnie są to groby zamordowanych Polaków z białoruskiej listy katyńskiej.

W poniedziałek Prezydent RP, Bronisław Komorowski odznaczył Pana Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za upowszechnianie prawdy o zbrodni katyńskiej. Jak Pan odbiera to wyróżnienie?

Wykonywałem swoją pracę i starałem się robić to jak najlepiej, bez emocji. Tylko to, nic więcej.

Cmentarze katyńskie

  • Polskich oficerów przetrzymywano w trzech wielkich obozach: Kozielsk, Ostaszków i Starobielsk. Wywożono ich i mordowano w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Ale lista katyńska to także 7-11 tys. obywateli Polski przetrzymywanych w więzieniach zachodniej Białorusi i Ukrainy. Źródła sowieckie podają, że część pochowano na Ukrainie w Kijowie (Bykowni), Charkowie i Chersoniu, część na terenie Białorusi w Kuropatach.
  • W latach 90. toruńscy archeolodzy z prof. Andrzejem Kolą na czele prowadzili prace ekshumacyjne w Piatichatkach pod Charkowem. Od 2001 roku prowadzą badania na cmentarzysku w Bykowni.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie