Toruń. Amerykańscy astronauci pod szczególnym nadzorem. Kulisy wizyty z 1972 roku. Dlaczego przeszła bez echa?

Iwo Bohr
Zwiedzanie starówki. W tle Dom Kopernika odnawiany w ramach przygotowań do obchodzonego w 1973 roku jubileuszu 500. urodzin astronoma Bohdan Olechnicki / ze zbiorów Archiwum UMK
Wczesne popołudnie w styczniu 1972 roku. Tłum ludzi zbiera się pod pomnikiem Kopernika w Toruniu. Przechodnie przystają obok na widok zamieszania. Niektórzy nie wiedzą co się dzieje. Rozchodzi się wieść – amerykańscy astronauci którzy chodzili po Księżycu składają wiązankę pod pomnikiem wielkiego torunianina.

Amerykańscy astronauci w Toruniu. Cenzura w prasie?

19 stycznia dwóch astronautów z księżycowej misji Apollo 15 Al Worden i Dave Scott goszczących w Polsce przybyło z całodniową wizytą do Torunia. Niecodziennych gości przyjęto w nietypowy sposób – w zasadzie wizytę pominięto milczeniem w mediach. Przed ich przyjazdem nie pojawiły się żadne zapowiedzi; dopiero w dwa dni po wydarzeniu opublikowano o nim zdawkową notkę w "Nowościach". Sytuacja ta odnosi się do całego pobytu Amerykanów w Polsce.

Dlaczego władze tak drastycznie ograniczały przekazywanie tych informacji do mediów? Pytanie to w 2010 roku zadał na łamach "Nowości" nieżyjący już Stanisław Frankowski, długoletni redaktor dziennika, a w 1972 zastępca sekretarza redakcji. Wspominając tamto wydarzenie, pisał:

„Sytuacja była absurdalna, ludzie widzieli Amerykanów, ale cenzura nie pozwoliła napisać ani słowa, a dla nas był to news na pierwszą stronę. Nigdy właściwie nie dowiedzieliśmy się, dlaczego wizyta była trzymana w takiej tajemnicy. Sucha, skromna notatka ukazała się, ale dopiero dwa dni później i po wielu zabiegach.”

POLECAMY WIDEO: Jak żyło się sto lat temu w Toruniu?

Owa niezwykła wizyta i pytania z nią związane zaintrygowały mnie do tego stopnia, że postanowiłem uczynić ją tematem pracy licencjackiej na Wydziale Nauk Historycznych UMK pod kierownictwem naukowym prof. Waldemara Rozynkowskiego. Moje poszukiwania doprowadziły do znalezienia odpowiedzi na pytania redaktora Frankowskiego.

David Scott i Al Worden w Toruniu

Najpierw jednak garść informacji na temat gości. David Scott i Al Worden byli członkami trzeciego załogowego lotu na Księżyc odbywanego w ramach misji Apollo. Pierwsi na Księżycu – z misją Apollo 11 – wylądowali Neil Armstrong i Buzz Aldrin. Niedawno obchodziliśmy półwiecze tego wiekopomnego wydarzenia, stanęli oni bowiem na powierzchni Srebrnego Globu 20 lipca 1969 roku. Potem na Księżycu wylądowali astronauci Apollo 12, a załodze pechowej „trzynastki” podczas lotu w kierunku naszego naturalnego satelity przydarzyła się awaria zagrażająca ich życiu. Nie mieli więc szansy na nim wylądować; swoistym sukcesem misji był ich bezpieczny powrót na Ziemię. Następna misja odbyła się dopiero w sierpniu 1971 roku z udziałem Davida Scotta i Jamesa Irwina z Apollo 15 (Al Worden zgodnie z planem pozostał na orbicie okołoksiężycowej w statku macierzystym).

Warto zobaczyć

Łazik księżycowy z polskim akcentem

Misję tę od dwóch poprzednich odróżniało parę czynników. Po raz pierwszy astronauci mieli się koncentrować na rozbudowanym programie naukowym. Można w uproszczeniu powiedzieć, że tym razem nie chodziło tylko o to by zatknąć flagę w księżycowym gruncie, odbyć parę spacerów oraz zebrać próbki gruntu i skał. Pobyt był dłuższy, a przed misją Scott i Irwin odbyli teoretyczne i praktyczne szkolenie z geologii, przygotowujące ich do szukania konkretnych skał w określonej okolicy. Miejsce lądowania również było szczególne – tym razem nie na równinie a u podnóża księżycowych gór (Apeninów), gdzie specjaliści opracowujący program naukowy spodziewali się występowania skał istotnych dla naszej wiedzy o dziejach Układu Słonecznego.

Aby ułatwić zadanie astronautom, inżynierowie z NASA wyposażyli ich w specjalny pojazd – Lunar rover. Dzięki niemu mogli szybciej dotrzeć do różnych miejsc i przebyć znacznie większe odległości niż ich poprzednicy. Co ciekawe, głównym konstruktorem łazika był polski inżynier pracujący dla NASA – Mieczysław Bekker. Można więc stwierdzić, że w 1972 roku Scott złożył wizytę w kraju człowieka, dzięki któremu mógł odbyć swe księżycowe przejażdżki. Tak naprawdę jednak przewodnim motywem ich podróży do Polski było złożenie hołdu Mikołajowi Kopernikowi. Warto wspomnieć, że byli oni do naszego kraju niemal dokładnie rok przed zakrojonymi na szeroką skalę wielkimi obchodami jubileuszu 500. rocznicy urodzin Astronoma.

Toruń w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Zobacz! [ar...

Odwiedziny „księżycowych podróżników” były jednymi z wielu, które astronauci Apollo składali na wszystkich czterech zamieszkanych kontynentach, wkrótce po locie. Wszędzie byli witani jako „bohaterowie przestworzy”, na spotkania z nimi często przybywały tysiące zainteresowanych i odbijały się one dużym echem w mediach. Dlaczego tak nie działo się w Polsce? Otóż na ich wizycie cieniem położyła się polityka. Rok 1972 był w tej dziedzinie rokiem szczególnym na świecie. Z jednej strony był to czas odprężenia pomiędzy USA i Związkiem Sowieckim ale z drugiej trwała wciąż wojna w Wietnamie.

Była to największa wojna zastępcza – czyli taka, którą te mocarstwa de facto toczyły między sobą wspierając walczące strony: Amerykanie rząd z południa kraju, a Sowieci komunistyczny północny Wietnam. Ówczesnemu prezydentowi USA Richardowi Nixonowi zależało na zakończeniu trwającego dekadę konfliktu. Stopniowemu wycofywaniu amerykańskich żołnierzy z Azji towarzyszyły akcje zmasowanych nalotów na tereny kontrolowane przez komunistów. Ich założeniem było zmuszenie władz Północy do ustępstw w rokowaniach, co nie było łatwe do osiągnięcia, bowiem komuniści demonstrowali bezkompromisową postawę dążąc do przejęcia kontroli nad całym Wietnamem.

Czy mnie jeszcze pamiętasz? Mnóstwo zdjęć Torunia z ubiegłych lat

Szyfrogram do Moskwy

Gdy na początku stycznia 1972 roku Kreml dowiedział się o już ustalonej wizycie astronautów w Polsce, wyraził w nieoficjalnych rozmowach z polskimi dyplomatami „duże zdziwienie”, że ma się ona odbywać w czasie bombardowań terenów sojuszników przez Amerykanów. Sowieci przedstawili też obawy, że wizyta zostanie wykorzystana propagandowo przez USA. Ambasador PRL w Moskwie o tej reakcji poinformował polski MSZ. Warszawa zareagowała już następnego dnia wysyłając do ambasady szyfrogram z instrukcjami o tym jak się ”tłumaczyć” Kremlowi z zaproszenia astronautów, zaznaczając że jest za późno na jej odwołanie. Informowano w nim, że podobne wizyty miały wcześniej miejsce w ZSRR i innych krajach bloku wschodniego oraz że odmowa przyjęcia gości mogłaby negatywnie rzutować na stosunki gospodarcze z USA.

Dekada lat 70. zapisała się przecież niebywałą intensyfikacją kontaktów z Ameryką na różnych polach. Naturalnie rządzącemu wówczas w Polsce Gierkowi zależało głównie na tym aby Polska Ludowa „rosła w siłę”, a miało to się paradoksalnie stawać dzięki krajom kapitalistycznym. Nastąpiło zatem otwarcie na zachodnie kredyty i technologie. Kooperacji gospodarczej towarzyszyło jednak także nawiązywanie współpracy w nauce, kulturze czy sporcie. Ilustracją skali ożywienia dyplomatycznego z USA jest fakt, że o ile za poprzednich PRL-owskich przywódców w kontaktach z USA nie odbyło się ani jedno spotkanie na szczycie, to w dekadzie Gierka Polskę odwiedziło aż trzech amerykańskich prezydentów, a pierwszy sekretarz PZPR raz gościł w USA.

Polecamy

Pomruki z Kremla

Wydawać by się mogło, że w związku z ożywieniem dyplomatycznym goście z Ameryki będą witani z należnymi honorami. I pewnie tak by się stało, gdyby nie owe pomruki niezadowolenia towarzyszy z KC KPZR. Polscy komuniści widocznie uznali, że ważniejsze jest uspokojenie Kremla niż należne uhonorowanie Amerykanów. Zdecydowali zatem, że wizyta ma się odbyć „po cichu”, tak by jak najmniej ludzi się o niej dowiedziało. Trzymanie jej w tajemnicy oficjalnie postanowiono tłumaczyć nadaniem jej „czysto naukowego charakteru”.

Astronauci mieli się spotykać wyłącznie z polskimi naukowcami bez udziału władz partyjno-państwowych i szerszej publiczności. I prawie się to decydentom udało, ale w Toruniu wieść o „kosmicznych gościach” rozniosła się pocztą pantoflową. Urzędnik polskiego MSZ pisał w raporcie z całości wizyty: „Kontakty astronautów sprowadzały się do spotkań ze środowiskiem naukowym, a jedynie w Toruniu [...] astronauci mieli kontakt z nieco szerszymi grupami ludności (przechodnie, młodzież studencka), również jednak w niewielkim zakresie.” Należy zauważyć, że autor notatki zbagatelizował doniesienia Służby Bezpieczeństwa w których czytamy o grupie gapiów towarzyszącej gościom podczas zwiedzania przez nich toruńskiej starówki.

Polecamy

Co ciekawe, już na samym wstępie zwiedzania, czyli pod Collegium Maius gdzie gości uroczyście przyjęły władze UMK, na astronautów według SB czekała grupa około 90 osób. Znacznie więcej ludzi towarzyszyło gościom podczas wspomnianego składania kwiatów przed pomnikiem Kopernika. W raporcie pojawia się liczba około dwustu przygodnych obserwatorów. Ilustracją słów oficera bezpieki są zdjęcia operacyjne, które wydają się potwierdzać powyższe szacunki liczbowe. Widać na nich spore grupy ludzi na każdym etapie zwiedzania starówki. Tak więc mieszkańcy rodzinnego miasta Kopernika przynajmniej w pewnej mierze nadrobili niedostatki gościnności władz PRL.

W artykule wykorzystano źródła wydane w tomie Polskich Dokumentów Dyplomatycznych dla roku 1972, pod redakcją W. Borodzieja, we współpracy z P. Długołęckim, Warszawa 2005 oraz materiały zgromadzone w ramach Sprawy Operacyjnej „Zapora” z zasobów bydgoskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie