Toruń gra fair

Ryszard Warta, Marek Nienartowicz
Rozmowa z prezydentem Torunia MICHAŁEM ZALESKIM o toruńsko-bydgoskich relacjach.

Rozmowa z prezydentem Torunia MICHAŁEM ZALESKIM o toruńsko-bydgoskich relacjach.

<!** Image 2 align=none alt="Image 168641" sub="Michał Zaleski / Fot. Paweł Wiśniewski">Niedawno zaczął Pan trzecią kadencję na stanowisku prezydenta Torunia, wcześniej przez lata działał Pan w samorządzie. Czy kiedykolwiek odczuł Pan, że Toruń jest w jakikolwiek sposób faworyzowany przez władze czy samorząd województwa?

Jestem w samorządzie od 1994 roku. Wtedy mieliśmy dobre relacje z Warszawą. Dzięki zabiegom w stolicy udało się zbudować pod Toruniem most autostradowy. Gdy powstało województwo kujawsko-pomorskie wiedzieliśmy, że musimy zabiegać, składać wnioski, pokazywać, czego potrzebujemy. Tak właśnie walczyliśmy o pieniądze na budowę mostu na wysokości ulicy Wschodniej. Tak też działamy w relacjach z samorządem województwa. To nie jest tak, że przychodził jeden czy drugi marszałek województwa, bo mieliśmy ich dotąd dwóch, i mówił: „macie pieniądze”. O każdą złotówkę czy euro trzeba było zabiegać, walczyć, czasami prosić. Z marszałkiem Waldemarem Achramowiczem nie padaliśmy sobie w objęcia. Przeciwnie. Momentami miałem wrażenie, że było mu łatwiej pomóc innym niż Toruniowi. Mimo to otrzymywaliśmy wsparcie. Poza tym działamy partnersko. Byłem jednym z inicjatorów powstania Konwentu Prezydentów pięciu największych miast regionu. Chodziło o szukanie wspólnych zadań, programów. Rok temu konwent trochę popękał z powodu okresu wyborczego, nie tylko w Bydgoszczy, co zaznaczam. Mam nadzieję, że popękało tylko w słowach, a nie w faktach i wkrótce to posklejamy, wszystko wróci do normy.

Wspomniał Pan pierwszego marszałka województwa. A jak się układa współpraca z drugim? Kiedyś zasiadał w zarządzie miasta. Potem był Pana podwładnym i jednym z najbliższych współpracowników.

<!** reklama>Oczywiście, nie można ukryć, że z tych powodów Piotr Całbecki bardzo dobrze zna Toruń. Nie przywiązywałbym jednak do tego nadmiernej wagi. Zresztą bliskie relacje nie muszą oznaczać faworyzowania. Przykładem mogą być relacje w rodzinie - czasem potrzeby najbliższych zauważa się najpóźniej (śmiech). Marszałek Całbecki kieruje się głębokim poczuciem sprawiedliwości i równości. Widzę, że jest szczególnie czuły na to, by w województwie nie było słabszych obszarów. Czasem polemizuję z marszałkiem, zwłaszcza w zakresie drogownictwa. Mówię, że musimy patrzeć na najważniejszy parametr, czyli natężenie ruchu. Wiadomo, że jest ono największe w dużych miastach. Marszałek odpowiada, że mniejszych miejscowości na obrzeżach województwa nie możemy spychać na margines. Naprawdę, trudno dostrzec u niego jakieś przejawy faworyzowania któregoś ośrodka w regionie.

W Bydgoszczy twierdzą, że jest zupełnie inaczej, tam wciąż zarzuca się mu faworyzowanie Torunia kosztem Bydgoszczy. Skąd Pana zdaniem ten wzrost napięcia między stolicami województwa, bo rzecz dotyczy nie tylko rozdziału pieniędzy przez marszałka. Ostatnio prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski stwierdził na przykład, że Centrum Powiadamiania Ratunkowego znajdzie się w Bydgoszczy, bo Toruń tę sprawę odpuścił. Potem Pan musiał wyjaśniać, że było zupełnie inaczej. Emocję budzi też sprawa metropolii.

Przykład z CPR to przykład wyborczy. Wystarczy spojrzeć na daty na dokumentach - wszystko działo się na kilka miesięcy przed jesiennymi wyborami. Przed nami kolejne, parlamentarne. A przy tej okazji politycy szczególnie ujawniają skłonności do radykalizowania postaw. I znów bębenek nieufności może być podbijany. Prezydent Bruski trafnie ocenia, że wiele bierze się z nieufności. Nie wiem, dlaczego taka nieufność powstała i nie wiem, jak się sytuacja rozwinie. Wiem jedno - będę wygaszać emocje, by wracać do normalnych relacji, które panują między 90-95 procentami ludzi z obu miast. Na świecie są oczywiste tendencje do konsolidacji, spajania. Jako dwaj sąsiedzi działający wspólnie jesteśmy silniejsi. Ludzie chcą żyć coraz wygodniej. Będą chcieli mieć dostęp do ofert dwóch miast. Poza tym proszę zapytać ludzi stawiających Bydgoszcz i Toruń w kontrze do siebie, co zrobić, by między tymi miastami nie było przepływu ludzi, pomysłów, kapitałów? Przecież nie zbudujemy jakiegoś muru. Obawiam się jednak, że obecny stan emocji w relacjach między naszymi miastami potrwa do końca roku, do wyborów parlamentarnych. Tymczasem trzeba szukać szansy na przyszłość. Po wspólnych przedsięwzięciach, jak choćby Zakład Termicznej Utylizacji Odpadów Komunalnych czy kolej BiT City, musimy realizować kolejne. Ciągle brakuje mi jasności w kwestii lotniska w Bydgoszczy. Kiedyś stwierdziliśmy, że w regionie nie ma szans na drugi port lotniczy. Taki jest bowiem w Bydgoszczy. Oczekujemy, że sprawa idzie w kierunku stworzenia w tym mieście znaczącego regionalnego portu lotniczego. Toruń powinien temu sprzyjać. W tegorocznym budżecie Torunia są pieniądze na promocję naszego miasta poprzez regionalny port lotniczy. To sygnał, że z tej drogi nie zamierzamy zejść.

Oczywiście, że problemem jest nieufność. Tyle że budują ją także takie głosy, jak ten prezydenta Bruskiego, powtarzającego oskarżenia o dyskryminowanie Bydgoszczy. Zarzut skierowany jest do marszałka Całbeckiego, ale przecież stawia w dwuznacznej sytuacji cały Toruń - jako miasto cynicznie korzystające z cudzej krzywdy.

Ale nie ma czegoś takiego! Co do unijnych pieniędzy to w latach 2004-2006 jedna czwarta funduszy, które dostał Toruń, pochodziła od samorządu województwa. Resztę przyznały instytucje państwowe. W latach 2007-2013 wojewódzkich pieniędzy z Regionalnego Programu Operacyjnego w ogólnej puli funduszy unijnej dla Torunia jest jedna trzecia. To twarde fakty. Wśród przedsiębiorców lepiej pozyskują fundusze unijne ci z Bydgoszczy. Kto się stara, ten dostaje pieniądze. Zabiegamy przecież o wyrównanie szans cywilizacyjnych, standardu życia. Dlatego w Toruniu powstała oczyszczalnia ścieków, została rozbudowana sieć kanalizacyjna, poprawiła się jakość wody pitnej. Pewnie było nam trudniej jako miastu do 1975 roku, gdy panowała gospodarka nakazowo-rozdzielcza. Teraz mamy swobodę wykorzystania swoich możliwości. Nikt nie może przyłapać Torunia na tym, że coś zrobił pokątnie ze szkodą dla innych. Konkurujemy z innymi miastami, ale gramy wyłącznie fair.

Ale gdy ktoś rzuca hasło „Toruń nas okrada”, nie powinniśmy natychmiast reagować?

Na dzisiejszy wywiad z panami, po waszej rozmowie z prezydentem Bruskim, czekałem trzy tygodnie (śmiech). Od razu chciałem przedstawić swoją opinię. Nie chciałem jednak wydawać jakichś apeli, bo niepotrzebnie rozgrzewałyby emocje. Trochę czasu minęło - i dobrze. Po moich gwałtownych słowach byłaby jeszcze gwałtowniejsza odpowiedź prezydenta Bruskiego, potem kolejna moja reakcja itd. Tego nie chcę. Muszę zdecydowanie podkreślić - Toruń gra fair, ale jeśli ktoś będzie grał wobec Torunia niefair, to na pewno stanowczo zareaguję. Myślę jednak, że do takiej sytuacji nie dojdzie. Rozmawiajmy o pozycji obu miast w przyszłej metropolii, ale nie o tym, czy ma ona powstać. Na niedawnych konsultacjach metropolitalnych w Bydgoszczy wstał zastępca prezydenta Gdyni i stwierdził, że podważanie dwubiegunowej metropolii z udziałem Bydgoszczy i Torunia jest bezsensowne. W Gdyni nie podważają metropolii trójmiejskiej, choć relacje Gdańska i Gdyni też nie zawsze są idealne.

Jednak w ostatnim czasie odczuł Pan, że w Bydgoszczy Toruń niezbyt dobrze, łagodnie mówiąc, traktują. Wystarczy wspomnieć Pana wyprawę do Bydgoszczy, by przekonać to miasto do wspólnego startu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Nikt tam Pana nawet nie przywitał. Podczas wspomnianych konsultacji metropolitalnych niektórzy przedstawiciele Bydgoszczy twierdzili, że Torunia nie potrzebują, nie brakowało głosów bardzo nieprzychylnych Toruniowi.

Intencje wyjazdu do Bydgoszczy w sprawie ESK były szlachetne. Nie przewidziałem jednak, że taką wyprawą zawstydzę kolegów z Bydgoszczy. Pójść i powiedzieć komuś prosto w oczy, że pójdziemy osobno, jest trudniejsze niż zrobienie tego zaocznie. Nie chciałem jednak stwarzać drugiej stronie takiego dyskomfortu. Liczyłem na otwartą rozmowę twarzą w twarz i wyjaśnienie. Co do idei „rozmawiajmy, wyjaśniajmy” - tu zdania nie zmieniłem. Wierzę, że za obecnym napięciem między miastami stoi grupka osób i nie będzie to miało wpływu na wzajemne relacje.

A jak Pan przyjął zmianę na stanowisku prezydenta Bydgoszczy?

Oddzielałem to, co było elementem kampanii wyborczej, ale miałem świadomość, że trzeba będzie wzajemnie więcej pracować. Wiem, że teraz prezydent Bruski ma sporo pracy wewnątrz Urzędu Miasta Bydgoszczy, bo wprowadza duże zmiany. Byliśmy niedawno razem na podpisaniu umowy na ZTUOK. Prezydent Bruski wie, że jestem gotów spotkać się i rozmawiać.

Prezydent Bruski gratulował Panu wynegocjowania świetnych warunków dla Torunia dotyczących spalarni. Te bydgoskie, ustalone przez swojego poprzednika ocenił jako gorsze.

Warunki są naprawdę równe. Takie firmy przynoszą zyski. W Bydgoszczy będzie tak samo. Ciężar inwestycji spoczywa na Bydgoszczy, ale za 10 lat będzie efekt w postaci pozyskania energii i dochodów. To zostanie w Bydgoszczy. Tzw. inżynieria finansowa tego przedsięwzięcia jest bardzo dla nich korzystna.

Widać, że niektórzy chcieliby w Bydgoszczy instytucji z Torunia, choćby Urzędu Marszałkowskiego, ale śmieci już nie...

Zadania Urzędu Marszałkowskiego są jasno określone. Nie można się doszukiwać relacji między wynikami jego pracy a lokalizacją jego siedziby. Na pewno to miastotwórcza instytucja. W Toruniu ma dobre warunki i spokojnie może tu funkcjonować.

Dziękujemy za rozmowę.

Mówili Nowościom

  • Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski: W tych relacjach zawsze i tylko chodzi o pieniądze. One leżą u podstaw tej nieufności bydgoszczan. Chodzi o nierówne traktowanie w finansach. Rzecz nie w tym, ile razy marszałek przyjedzie do Bydgoszczy i przetnie wstęgę czy wręczy kwiaty. Miasta rozwijają się dzięki inwestycjom.(...) Kluczem do jakiejkolwiek metropolii jest zaufanie. Przy obecnym stanie nieufności nie ma szansy na bydgosko-toruńską.

  • Marszałek Piotr Całbecki: Nie sądzę, by prezydent (Rafał Bruski) chciał budować silną Bydgoszcz na odbieraniu komuś czegoś. Raczej czuje on, że Bydgoszcz obecnie sporo traci, a on nie może tego zrekompensować. Tak jest z przejściem niektórych instytucji państwowych z Bydgoszczy do Gdańska. Nie można rozdzierać szat i szukać winnych u sąsiadów. (...) Nie ma żadnych argumentów, że metropolia bydgosko-toruńska jest gorsza od metropolii bydgoskiej, czy też, że stanowi dla kogokolwiek zagrożenie.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie