Toruń. Śmierć porucznika, czyli zabójstwo w cieniu wielkiej polityki [Retro]

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Porucznik Antoni Sielicki został pochowany na toruńskim cmentarzu garnizonowym Szymon Spandowski
Marzec 1921 roku był bez wątpienia jednym z najbardziej niezwykłych momentów w dziejach Polski. 17 marca Sejm uchwalił konstytucję, dzień później podpisany został pokój kończący wojnę z Rosją, zaś w niedzielę 20 stycznia na Górnym Śląsku odbył się plebiscyt. Następnego dnia w Toruniu został zastrzelony bohater wojny polsko-bolszewickiej.

Zobacz wideo: Czy po zakażeniu covid-19 zyskujemy odporność?

Porucznik Antoni Sielicki był bohaterem. Podczas I wojny światowej walczył m.in. w korpusie generała Dowbora-Muśnickiego, później znalazł się w szeregach Błękitnej Armii gen. Hallera. We Francji zamienił mundur strzelca na uniform lotnika i do kraju wrócił już na skrzydłach. Podczas walk z Bolszewikami przeprowadził kilka bardzo niebezpiecznych misji rozpoznawczych, z których wracał cały, chociaż w samolocie poszatkowanym kulami. Odznaczony został Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari oraz Polową Odznaką Pilota. Po zakończeniu walk Antoni Sielicki trafił do 4 Pułku Lotniczego w Toruniu.

Polecamy

Młody oficer najwyraźniej należał do tych, którzy doskonale czuli się w ogniu walki, jednak w czasach spokojniejszych nie potrafili się odnaleźć. Sielickiemu w tym odnalezieniu się dodatkowo przeszkadzały różnice dzielnicowe. Porucznik pochodził z Brześcia Litewskiego i mieszkańcami Pomorza najwyraźniej gardził. Sebastian Nowosad, autor poświęconej Sielickiemu notki umieszczonej w internetowej "Encyklopedii Lotnictwa Polskiego 1918-1920" wspomina, że porucznik miał na koncie nocne awantury. Lotnik znieważył również kilka osób, w tym szefa komisariatu na Mokrem, podkomisarza Wiśniewskiego. W tej sprawie toczyło się przeciwko niemu dochodzenie.

Zabójstwo bez kary?

Sto lat temu wiosna dotarła do Torunia w poniedziałek. W każdym razie pierwszy dzień wiosny był zarazem pierwszym dniem tygodnia. 21 marca 1921 roku podporucznik obserwator Henryk Borowy zastrzelił porucznika Antoniego Sielickiego. Jak później zeznał, zabił oficera, gdyż ten obraził jego godność osobistą jako męża. Nie wiemy, gdzie dokładnie do tego doszło i w jakich okolicznościach, argumenty Borowego musiały być jednak bardzo przekonujące, ponieważ lotnik nie poniósł w zasadzie żadnych konsekwencji. W 1939 roku, już jako podpułkownik dowodził jednym z dywizjonów lwowskiego pułku lotniczego, później służył w polskim lotnictwie w Wielkiej Brytanii. Po wojnie pozostał na emigracji, zmarł - tu znów zaglądamy do "Encyklopedii Lotnictwa Polskiego 1918-1920" - 25 marca 1990 roku.

Warto przeczytać

O czym pisały gazety?

Zabójstwo oficera nie mogło przejść w Toruniu bez echa. A jednak w prasie nie ma na ten temat ani słowa. W mieście wciąż jeszcze ukazywała się "Gazeta Toruńska", chociaż jej wydania z tamtych czasów niestety się nie zachowały. W komplecie przetrwało jednak "Słowo Pomorskie". W wydaniach marcowych oraz tych z pierwszego tygodnia kwietnia, nie ma ani jednej wzmianki na ten temat. Jedynym śladem tamtych dramatycznych wydarzeń jest grób porucznika Sielickiego na toruńskim cmentarzu garnizonowym.

O czym wtedy pisały gazety, skoro nie o tym, że jeden lotnik zastrzelił drugiego? O tym warto wspomnieć, ponieważ ostatnie dni zimy i pierwsze dni wiosny 1921 roku były z pewnością jednym z najbardziej niezwykłych momentów w dziejach Polski. W sobotę 19 marca porucznik Sielicki zapewne przeczytał, a w każdym razie na pewno widział pierwszą stronę "Słowa Pomorskiego" z wielkim tytułem "Konstytucja uchwalona. Dzień 17. marca będzie dniem historycznym". Na dalszych stronach porucznik mógł znaleźć informację o wystawie sztuki polskiej, która z inicjatywy Konfraterni Artystów pod przewodem dyrektora Fałata została otwarta w Dworze Artusa. Wertując gazetę pewnie trafił również na sprawozdanie z pokazu kinematograficznego zorganizowanego przez Francuską Misję Wojskową, czy zapowiedź pierścieniowego zaćmienia Słońca, które miało być widoczne 8 kwietnia.

W niedzielę 20 marca porucznik na pewno przeczytał artykuł z pierwszej strony "Słowa Pomorskiego". W takim razie my również przeczytamy - przynajmniej jego fragment.

"Warszawa 18.03 (PAT). Dziś o godz. 9.30 wieczorem został podpisany pokój między Polską a Rosją w Rydze. Agencja Orient donosi z Rygi: Uroczyste posiedzenie delegacyi pokojowych rozpoczęło się o godz. 8.25 wieczorem. Otworzył je poseł Jan Dąbski. Porządek dzienny ostatniego plenarnego posiedzenia był następujący:

  • Odczytanie traktatu pokojowego w trzech językach: polskim, rosyjskim i ukraińskim.
  • Podpisanie traktatu
  • Mowa posła Dąbskiego
  • Mowa posła Joffego
  • Poseł Dąbski zamyka posiedzenie
  • Pożegnalne przemówienie łotewskiego ministra spraw zagranicznych Mejerowicza".

W gazecie pojawiła się również informacja o wiecu, który w związku z plebiscytem na Górnym Śląsku miał się odbyć w niedzielę na Rynku Nowomiejskim. "Słowo" rozpoczęło także druk konstytucji.

Poniedziałek bez prasy

W tamtych czasach gazety codzienne ukazywały się w innym rytmie niż teraz. Wychodziły w niedziele (wydania przygotowywane były w soboty), natomiast nie ukazywały się w poniedziałki, ponieważ w niedziele redakcje były zamknięte. Porucznik Sielicki nie przeczytał już więc wtorkowego wydania "Słowa Pomorskiego", z wielkim tytułem "Górny Śląsk nasz!" na pierwszej stronie. Nie wiemy, kiedy dokładnie ppor. Borowy zastrzelił Sielickiego, lotnik miał jednak szansę poznać szacunkowe wyniki plebiscytu, ponieważ te zostały przekazane już w poniedziałek przed południem.

"Poznań 21.3 godz. 9.40 rano. Według wiadomości otrzymanych z polskiego komisarjatu plebiscytowego w Bytomiu ogólna przeciętna liczba głosów oddanych za Polską wynosi 68 procent" - poinformowało "Słowo Pomorskie" we wtorkowym wydaniu.

Ostatecznie, jak wiadomo, te wyniki były znacznie gorsze. Za Polską zagłosowało prawie 480 tysięcy osób, za Niemcami ponad 700 tysięcy. Te różnice zaczęły się pojawiać w kolejnych wydaniach gazet, w których sporo miejsca zajmowały również przedrukowywane kolejne punkty Konstytucji Marcowej oraz Traktatu Ryskiego.

Tego już Antoni Sielicki nie przeczytał, sto lat temu spoczął na toruńskim cmentarzu garnizonowym. Jego nazwisko pojawiło się w prasie półtora roku później. W październiku 1922 roku "Żołnierz Polski" poinformował, że:

"U kierownika referatu personalnego dep. IV M. S. Wojsk. (Port Lotniczy Mokotów) są w godzinach 14 - 15 do odebrania ordery Virtuti Militari i legitymacje dla następujących oficerów i szeregowych Wojsk Lotniczych: ś. p. kpt. Jurgenson Władysław, ś. p. por. Swoszowski Kazimierz, ś. p. por. Sielicki Antoni (...)".

Ciekawe, czy ktoś odznaczenie odebrał?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie