Torunianin na Półmaratonie Nocy Polarnej w Norwegii

Witold Orcholski
Półmaraton Nocy Polarnej (Polar Night Halfmarathon) w Tromsø co roku przyciąga biegaczy z całego świata. Ten bieg to największe zimowe zawody biegowe w Norwegii, a z pewnością jedne z najoryginalniejszych i najpiękniejszych w Europie. Wzięło w nich udział także 20 biegaczy z Polski. Najlepszym z nich okazał się Witold Orcholski.

Noc polarna na wysokości 69 równoleżnika trwa dwa miesiące. To czas, kiedy słońce mieszkańcom najdalej wysuniętych zakątków Norwegii nie pokazuje się wcale. Panuje uciążliwy mrok i zimno, a promienie słońca niekiedy tylko rzucają cień na horyzont - ale nie docierają do polarnej ziemi. Ciemność przecinają naprzemiennie płatki śniegu, krople deszczu lub grad. Mokro, szaro, zimno, ciemno - to wyjątkowo dobre warunki na to aby zostać w ciepłym domu na te 60 polarnych dni (właściwie nocy) albo wyjechać daleko stąd.

Bieg za kołem podbiegunowym

Nie wiem dlaczego i nie wiem kiedy zdecydowałem, że chcę przyjechać do tak nieprzystępnego miejsca na ziemi, jakim jest okolica 69 równoleżnika, w samym środku zimy. Nie, to nie był wybór – marzenia są jak miłość - pojawiają się wtedy gdy całkiem co innego miałeś w głowie i dopadają cię, gdy nie jesteś na nie przygotowany. Bo do marzeń i miłości przygotować się nie można - ale należy im sprzyjać. A mojemu marzeniu sprzyjał organizowany w tej okolicy bieg ­ Półmaraton Nocy Polarnej (Polar Night Halfmarathon) w Tromsø. Po udanej próbie przebiegnięcia zamarzniętego Bajkału (42 km) bieg na dystansie 21 km w miejscu odsuniętym na północ od koła polarnego o 350 km wydawał mi się właściwym wyzwaniem i całkiem racjonalnym. Ten bieg to największe zimowe zawody biegowe w Norwegii, a z pewnością jedne z najoryginalniejszych i najpiękniejszych w Europie. Bieg ma już swoją XVII edycję, wiec wygląda na to, że da się ukończyć taki bieg i powiedzieć - tego właśnie chciałem - mimo, że słońca nad horyzontem nie zobaczy wtedy nikt. Nagrodą dla najbardziej wytrwałych i odpornych bywa zorza polarna  Aurora borealis ale ona bywa kapryśna i nie zawsze się ukazuje, nawet gdy wiadomo, że swoje kolorowe warkocze rozpuszcza bardzo niedaleko. Czasem pojawi się na kilka minut, a czasem całkiem schowa za przegrodą z chmur.

Polecamy

Ale wróćmy do marzeń o biegu za kołem podbiegunowym. Pojawiły się one kilka lat temu, a za nimi plany o wyjeździe - i nagle ogarnął mnie strach gdy stanąłem nad niedopakowanym plecakiem, na którego dnie leżały specjalne kolczaste buty do biegania po lodzie. Rzadko używam tych „zimowych trampek”, ale gdy już je zakładam to wiadomo, że warunki będą trudne – tak jak lubię. A strach pojawił się prawdziwy - a właściwie obawa, bo jestem solarofilem – uwielbiam słońce, nie cierpię chłodu i ciemności. A miejsce gdzie się wybrałem było dokładnie negacją wszystkich moich afiliacji.

Gdy Polak ma się dobrze, mówi, że czuje się jak ryba w wodzie. Norweg, że jak żółtko w jajku. Czy czuję się jak żółtko w jajku?- ta norweska fraza może być dobrym pytaniem dla polarnych podróżników i fascynatów biegania stojących na starcie biegów skrajnie trudnych takich, jak Polar Night Halfmarathon na najbardziej wysuniętym na północ skrawku kontynentalnej ziemi. W tym roku wystartowało niemalże 2000 osób, 1605 dotarło do mety; a było wśród nich więcej obcokrajowców niż Norwegów, co świadczy o egzotyce tego biegu.

Noc polarna

Ci, którzy nie lubią ekstremalnych smaków biegania lepiej niech zostaną w domu - temperatura odczuwalna w dniu startu, 4 stycznia, to -10 stopni przy wietrze 11 m/s i do tego ciemno, ciemno i ciemno. W czasie nocy polarnej bywają krótkie godziny przejaśnień. Robi się wtedy szaro, ale to zazwyczaj godziny przedpołudniowe, a bieg tradycyjnie odbywa się o 15:00. A o trudzie jaki jest do pokonania świadczy między innymi limit czasu ustalony przez organizatora - 3 godziny na półmaraton. Teraz myślę - po prostu musiałem tu przyjechać - a właściwie przylecieć, bo droga daleka - z Oslo byłoby to 20h samochodem, na szczęście w tym roku do dyspozycji były bezpośrednie loty z Gdańska - więc na podróż wystarczy 1 dzień, w tym 3 godziny w powietrzu. Stolicą-gospodarzem Polar Night Half Marathon jest Tromsø - miejsce, z którego na daleką północ wyruszał znany polarnik Roald Amundsen. Jest to niewielkie miasto (ok. 70 tysięcy mieszkańców) na wyspie otoczonej morzem. To prąd zatokowy Golfsztrom sprawia, że klimat jest tu w miarę znośny. Miasto szczyci się najdalej na północ wysuniętym uniwersytetem, kościołem, burgerownią, i oczywiście biegami, bo w lecie jest też maraton w czasie dnia polarnego. Mieszkańcy radzą sobie z ciemnościami nocy polarnej organizując spotkania, festiwale filmowe i konferencje, można też korzystać z uroków Muzeum Polarnego, Fotografii czy codziennych koncertów organowych w kościele. Na turystów czekają zaprzęgi reniferów, fiordy, lodowy hotel i wycieczki w poszukiwaniu Aurora borealis (podobno 70% kończy się sukcesem).

Zobacz też:

Niemiecki wątek w aferze z wieżowcem ZDZ w Toruniu. Dlaczego...

Ale wróćmy do samego biegu. W Polsce w tym roku jest dość ciepło, więc postanowiłem przyjechać do Tromsø kilka dni wcześniej by zaaklimatyzować się i sprawdzić buty - nie dałoby się przebiec tych zawodów w normalnych trailowych butach. Norwedzy w czasie zimy prawie nie używają soli czy piasku. Delikatnie odśnieża się tylko chodniki i ulice, zatem konieczne są buty z kolcami lub specjalne nakładki na buty, a bieganie w takim obuwiu różni się od zwykłego truchtania. Stawy mocniej pracują i są intensywnie obciążane. Często też czułem, że napinam mocno mięśnie na zaśnieżonej lub zlodowaciałej trasie. Ja używałem butów z kolcami, a raczej specjalnymi kostkami, które bardzo poprawiają przyczepność, ale widziałem wiele osób przewracających się na trasie - a lód jest twardy!

Trasa w lodzie, śniegu i wietrze

Trasa w dużej części przebiega nadbrzeżem i bywa, że mrozem prawdziwym tam dmuchnie. Zęby czasem oklejał śnieg a za koszulą grad - cała trasa w śniegu, lodzie i wietrze W tym roku temperatura nie była bardzo niska, bo około -10 stopni, ale wziąłem puchowe rękawice, kominiarkę, bo zmrożony wiatrem śnieg potrafi ciąć twarz. Przydał się też specjalny wiatroodporny strój.
Ciekawym jest fakt, iż kilometry na trasie są oznaczane odwrotnie niż w Polsce, więc na 18. kilometrze była tabliczka 3km - i było to nawet miłe, bo trasy ubywało mimo, że przebiegniętych kilometrów przybywało. Trasa była fantastycznie oznaczona, bo co około 25 metrów stały płonące lampiony, co łagodziło nieco siarczysty mróz i przypominało o tym, że za 2 tygodnie nawet tu wróci słońce. Punkty z wodą na trasie omijałem raczej z daleka - raz spróbowałem i zimny łyk szybko kazał mi oddać kubek. Za to na mecie było już przyjemniej - była ciepła herbata, ciepły sok, przyjemnie słodki - smakował jabłkiem i porzeczką. Były też owoce - niestety smakowały jak podany w zimny wieczór sorbet.

Powracając na szlak Polar Night Half Marathon - Norwegia to kraj fiordów i gór, i można by się spodziewać dużych przewyższeń. Na szczęście trasę poprowadzono raczej płasko, omijając znaczne spiętrzenia. Różnica wysokości na całej trasie to tylko 124 metry, chociaż przy nawierzchni składającej się w 90% z lodu i śniegu i to sprawiało trudność, bo zbiegi i podbiegi wymagają więcej siły i uwagi, a czasem po prostu poszukiwania traconej przyczepności.
Mój czas na mecie to 1:33 i to było 47 miejsce. Nas Polaków wystartowało około 20 - udało mi się wśród biało-czerwonych przybiec na przedzie (byłem najwyżej sklasyfikowanym Polakiem) i okupiłem to sporym wysiłkiem; mój zegar biegowy skarcił mnie, że nadmiernym wysiłkiem. Kilka dni po biegu czekał mnie bolesny zastrzyk w ścięgno Achillesa – ucierpiało na lodzie.
Niewątpliwie chwała należy się tym, którzy przybiegli pierwsi (Duńczycy, Norwedzy, Szwedzi) - do tego biegu potrzeba lat doświadczenia na śniegu i lodzie. Przyznaję, że przebiegniecie Polar Night Half Marathon od dawna było moim marzeniem, które się pięknie spełniło, ale na przyszłość będę poszukiwał dzikszych miejsc, dalej od miast i cywilizacji. Bieg ma swój niewątpliwy urok, tak jak cała wyspa Tromsoya, której światła kładą się na morskie wody zatoki. Jednak są to światła lamp, domów i ulicznych latarni, na słońce trzeba poczekać aż do 21.01. I może kiedyś wrócę tu na bieg, ale wtedy będzie już dzień polarny.

Witold M. Orcholski – zawodnik T.S. Optarunki Toruń, pomysłodawca projektu „Zabiegamy o Dorotkowo” promującego Fundację „Dorotkowo” wspierającą leczenie i rehabilitację osób obciążonych trisomią 21 (Zespołem Downa),  Toruński maratończyk - fascynuje się górami i biegami długodystansowymi – przebiegł m.in. całe Tatry, Bieszczady, Beskid Sądecki. Zdobył Mont Balnc 4810, Elbrus 5642, Kang Yatze 6200 na co dzień nauczyciel jogi w toruńskich klubach i Pracowni Uważności. 

Zobacz także:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3