Toruńscy medycy powrócili z misji w Czadzie

Mariola Lorenczewska
Mariola Lorenczewska
Uczestnicy misji w Czadzie zostali przyjęci przez marszałka województwa
Uczestnicy misji w Czadzie zostali przyjęci przez marszałka województwa Jacek Smarz
Udostępnij:
Lekarze z Torunia przeprowadzili wiele operacji, zawieźli sprzęt. Oprócz wielu wrażeń przywieźli postanowienie - trzeba dalej pomagać.

- Też do końca nie byliśmy pewni, czy to dobry pomysł - nie kryje prof. Marek Jackowski, lekarz naczelny w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Toruniu. Był jednym z uczestników zespołu, który przebywał z trzytygodniową misją w Czadzie - w szpitalu Donomanga. Mieli ze sobą 400 kg sprzętu. Jak dotarli na miejsce, dowiedzieli się, że zostali szefami szpitala, bo tamtejszy skorzystał z okazji i poszedł na urlop. Pacjenci już czekali.
[break]
Stu pacjentów każdego dnia
- Zrealizowaliśmy nasz cel. Przeprowadziliśmy 43 operacje. Oprócz tego ponad stu pacjentów badaliśmy każdego dnia. Były konsultacje ogólne i badania USG - wymienia dr Katarzyna Gieryn, prezes Fundacji Medici Homini, inicjatorka wyprawy. - Sprzęt, który zostawiliśmy dwa lata temu, nadal był i działał. Teraz też sporo zostawiliśmy.
Jak podkreśla dr Robert Mielcarek, anestezjolog, ordynator Oddziału Anestezjologii i Intensywnej terapii WSZ, najbardziej dokuczały im kłopoty z prądem i paliwem. Podczas operacji gasło światło. Żeby uratować życie jednej z kobiet w ciąży, jej mąż musiał jeździć i szukać benzyny. Tlen był albo go nie było. Pacjenci przeważnie w bardzo ciężkich stanach, nie mieli odpowiednich badań, niezbędnych do operacji.
- Robiliśmy operacje po ciemku, przy latarkach. Było tak ciepło, że w butach chlupał pot. Warunki ekstremalne - dodaje dr Jacek Piątkowski, chirurg z WSZ. - A operacje były często poważne, np. kobieta z rozwiniętym rakiem sutka. Czekała na nasz przyjazd. Jednemu pacjentowi amputowaliśmy nogę.
Potrzebna dalsza pomoc
Uczestnicy wyprawy nie kryją, że jeden wyjazd w takie miejsce, jakim jest Czad, nie załatwia sprawy. Trzeba zorganizować dalszą pomoc, w tym szkolenia. Zrobić zbiórkę i wysłać. A potrzeba wszystkiego. Kraj jest bardzo biedny, nie ma obszarów turystycznych. W wielu sytuacjach czuli się bezsilni. Szczególnie drastycznie jest w położnictwie. Tam kobiety rodzą w domach. Do szpitala najczęściej docierały, gdy dziecko już obumarło i trzeba było ratować matkę. Często rodzą się wcześniaki. Co trzy minuty jedna osoba choruje na malarię. Każdego dnia umierało troje dzieci. Problemem jest tężec noworodkowy. Do tego jadowite węże i pacjenci z krwawiącymi ranami po ich ukąszeniu. Jeden na łóżku, drugi pod łóżkiem.
Instrumentariuszka Ewa Sztuczka, naczelna pielęgniarka bloku operacyjnego WSZ nauczyła siostrę Mercedes podstawowych słów. Dzięki temu współpraca, mimo początkowych trudności, układała się dobrze. Siostra płakała, jak wyjeżdżali. Nie tylko ona.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie