Toruński Al Capone uciekł z gmachu sądu! [RETRO]

Szymon SpandowskiZaktualizowano 
Rysunek z „Dnia Pomorskiego” przedstawia Aleksandra Lajera w kobiecym przebraniu. To jedyny portret króla złodziei jakim dysponujemy Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa
Na drodze pod Lubiczem pewien podpity jegomość próbował skraść całusa pewnej dziewczynie. Został znokautowany i stracił przytomność. Później okazało się, że oberwał z królewskiej ręki.

W ostatnich dniach kwietnia 1934 roku toruńskich policjantów musiała rozpierać duma. Udało im się rozbić szajkę Aleksandra Laiera, zwanego królem toruńskich włamywaczy, bądź toruńskim Alem Capone. Na ten tytuł Wielki Aleks ciężko zapracował. Jak podawała prasa, tylko od listopada 1932 do kwietnia 1933 roku, razem ze swoimi ludźmi dokonał 22 kradzieży z włamaniem.

„Policja już od dawna znajdowała się na tropie złodziei, jednakże prawdziwie amerykańska organizacja bandy, którą kierował bardzo wpływowy w świadku przestępczym Aleksander Lajer (lat 25), zwany także Aleksem Wielkim, utrudniała władzom ostateczne jej zlikwidowanie - informował na początku maja 1934 roku „Dzień Pomorski”. - Siła organizacyjna bandy polegała przede wszystkiem na tem, że wszyscy jej członkowie - poza kochanką Lajera, Stanisławą Czachowską - należeli do jednej rodziny. Poza tem szajka posiadała kilkanaście melin znajdujących się na Dębowych Górach, Kozackich Górach, Podgórzu oraz w Lubiczu, we Włocławku i w Aleksandrowie, co niezmiernie utrudniało policji prowadzenie poszukiwań”.

Polecamy:
Toruńskie trojaczki. Historie potrójnego szczęścia
Juwenalia UMK 2019. Program Piernikaliów
Nowy, elektryczny rower miejski w Toruniu
Najpiękniejsze z toruńskich klubów
Jak zmieni się Park Tysiąclecia? Zobacz wizualizacje

Policja na polowaniu

Pierwsza została zatrzymana żona Lajera, Władysława Lajerowa oraz jej matka, Franciszka Słupska. Później policyjne kajdanki zamknęły się na przegubach szwagierki i szwagra bossa: Agnieszki i Rudolfa Jancewiczów oraz Stanisławy Czachowskiej. Król złodziei, czując, że na Pomorzu grunt pali mu się pod nogami, uciekł na Kujawy.

„O wyjeździe Lajera do Włocławka policja toruńska dowiedziała się w połowie kwietnia - czytamy w gazecie sprzed 85 lat. - Zarządzono więc obławę. Pewnej nocy spostrzeżono Aleksa w nadwiślańskich okolicach Włocławka. Wydawało się, że tym razem złodziej nie zdoła zbiec. Jednak w chwili gdy miano go chwycić, przebiegły herszt skoczył do Wisły i pod osłoną nocy znowu znikł”.

Zobacz także:

Policja dostała sygnał, że poszukiwany przeniósł się do Aleksandrowa, nieco później miał być widziany w Podgórzu, a następnie w Lubiczu. Przerzucani z jednego miejsca do drugiego funkcjonariusze, musieli być wściekli.

„Dwa dni później na drodze z Lubicza do Torunia zdarzył się drobny na pozór wypadek, który jednak zdecydował o zakończeniu złodziejskiej kariery Lajera - czytamy dalej. - Pewien osobnik, który wracając w stanie podchmielonym do Lubicza, spotkał niewiastę, która - jak się później wyraził - wpadła mu w oko. Usiłował ją więc pocałować, w odpowiedzi na to jednak otrzymał tak silny cios pięścią w twarz, że padł na ziemię. Niefortunny Don Juan, po wytrzeźwieniu, doszedł do wniosku, że tak silny cios mogła mu zadać tylko męska ręka”.

Cel - Lubicz

Pobity zgłosił się na policję, a ta, wiedząc, że Wielki Aleks miał również meliny w Lubiczu, zaczęła poszukiwania. I rzeczywiście, Lajera zatrzymano w domu Maksa Glinkaua. Nieuchwytny Aleks tym razem nie miał szans i pozwolił się aresztować. Podczas rewizji funkcjonariusze znaleźli m.in. ubranie kobiece, z którego Lajer korzystał m.in., aby dowiedzieć się o postępach wymierzonej przeciwko niemu policyjnej obławy.

Pod koniec kwietnia 1934 roku policjantów na pewno rozpierała duma, jednak kiedy 22 maja król złodziei uciekł z gmachu sądu, musiała ich przepełniać wściekłość.

„We wtorek doprowadzono go z okrąglaka celem przesłuchania - pisało „Słowo Pomorskie”. - Posterunkowy, który go doprowadził, pozostał na korytarzu. Lajer wyzyskał okoliczność, że okno było otwarte i jednym susem znalazł się na dziedzińcu, skąd zbiegł w stronę placu Bankowego. Natychmiast podjęty pościg nie dał żadnych wyników. Za zbiegiem rozpisano listy gończe”.

W Kocborowie

One również nie przyniosły spodziewanego rezultatu. Król toruńskich złodziei ukrył się pod Łodzią. Wpadł dopiero po kilku miesiącach, gdy zabrał się tam „za robotę”. Do Torunia wrócił w kajdankach. Przed sądem udawał chorego psychicznie, na tyle skutecznie, że trafił na obserwację do szpitala w Kocborowie. Ostatecznie został skazany na cztery lata więzienia. Dziesięć miesięcy przed końcem kary stanął przed obliczem Temidy ponownie. Za kolejne grzechy dostał jeszcze trzy lata i siedem miesięcy. Na wolność pewnie wyszedł wcześniej, dzięki amnestii ogłoszonej na początku września 1939 roku.

POLECAMY | Dołącz do grup na Facebooku:
Toruń Retro
Toruńskie Wiadomości, Ogłoszenia, Opinie
Wypadki i utrudnienia - Kujawsko-Pomorskie

Król Lajer II

Sławy Wielkiemu Aleksandrowi, najwyraźniej pozazdrościł jego młodszy brat Bernard. Przetrwał wsypę szajki i zaczął działalność na własną rękę. W sztuce kamuflażu najwyraźniej nie był tak biegły. Dość szybko został zatrzymany i już pod koniec lutego 1935 roku usłyszał wyrok.

„Decyzja sądu nie spodobała się Lajerowi II . W chwili gdy policjant wyprowadził go z gmachu sądu, przypomniał sobie słynną ucieczkę brata i bez namysłu poszedł w jego ślady - relacjonował „Dzień Pomorski”. - Uciekał co tchu ul. Piekary, w odstępie 40 kroków biegł za nim policjant, który go eskortował. Posterunkowy, odpowiedzialny za ucieczkę złodzieja, wezwał go kilkakrotnie do zatrzymania, grożąc jednocześnie użyciem broni. Lajer jednak nie zastosował się do wezwania, wobec czego policjant, w chwili gdy na ulicy nie było przechodniów, oddał w jego kierunku strzał z rewolweru. Kula trafiła złodzieja w rękę poniżej łokcia. Mimo rany jednak Lajer uciekał dalej. Z Piekar skręcił nad Wisłę, w kierunku tzw. Grzyba znajdującego się w pobliżu ul. Rybaki”.

Ludzi na ulicy przybywało, posterunkowy nie mógł więc strzelić ponownie. Przestępca był od niego szybszy i zwinniejszy, policjant pożyczył więc od jednego z przechodniów rower. Na placu Bankowym, czyli obecnym placu Rapackiego, do pościgu przyłączył się kolejny funkcjonariusz, który znalazł się tam przypadkiem i również miał rower. Szalę zwycięstwa ostatecznie przechyliła się, gdy w pościg ruszyli jeszcze dwaj posterunkowi, tym razem już bez rowerów. Policjanci dopadli uciekiniera przy Grzybie.

„Lajer, zmęczony ucieczką i osłabiony upływem krwi, która mu się obficie sączyła ze zranionej kulą ręki, nie stawiał oporu - pisała gazeta. - Odprowadzono go do szpitala miejskiego, gdzie dyżurny lekarz opatrzył mu rękę, a następnie kazał położyć do łózka”.

Niedoszły król złodziei odpoczywał pod specjalnym nadzorem. Rekonwalescencję zakończył w więzieniu, gdzie odpokutował również swoją ucieczkę.

Zobacz też: Szczury w Toruniu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3