Toruńskie piekarnie. Która z nich jest najstarsza?

Szymon Spandowski
Szymon Spandowski
Wojciech Kowalski, właściciel piekarni przy ul. Szczytnej przed piecem, w którym przed wojną chleb wypiekał jego dziadek Jacek Smarz
Kto zgadnie, ile piekarni działało przed wojną w Toruniu? Prawie 70. Ile z nich przetrwało do naszych czasów? Gdzie wciąż jeszcze działają piece pamiętające czasy, gdy Toruń witał chlebem i solą prezydenta Mościckiego?

Zobacz wideo: Żywność drożeje szybciej niż przewidywano

"Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba. Podnoszą z ziemi przez uszanowanie (...) Tęskno mi, Panie". Tak było w czasach Norwida. Teraz z poszanowaniem jest nieco gorzej, jednak chlebem wciąż jeszcze możemy się chwalić. Pachnące i chrupiące pieczywo, które opuszcza nasze piekarnie, smakiem i aromatem zdecydowanie góruje nad bułkami rozdmuchanymi do rozmiarów bochenków, jakimi karmią się chociażby mieszkańcy wysp brytyjskich. Tak, Polska nadal jest krainą tradycyjnego chleba, a jak wyglądają tradycje jego pieczenia?

W księdze adresowej Torunia z 1932 roku odnotowanych jest prawie 70 piekarni! Kilka z nich posiadało więcej niż jeden punkt sprzedaży, jednak z drugiej strony - wśród nich znajdowały się także duże przedsiębiorstwa, jak choćby piekarnia garnizonowa, liczba działających na terenie miasta piekarniczych pieców była zatem wyższa. Na ulicy Podgórnej i jej najbliższym sąsiedztwie, chleb był wypiekany w kilkunastu miejscach! Jak to możliwe, przecież Toruń miał wtedy koło 60 tysięcy mieszkańców?! To proste, wachlarz usług oferowanych przez piekarnie był kiedyś znacznie szerszy niż teraz. Z pieców wychodziło pieczywo, trafiały tam również drożdżówki i inne ciasta, jakie w stanie surowym przynosili mieszkańcy, którzy nie mieli czasu albo warunków, aby wypiekiem zająć się samemu.

Polecamy

Ile zarabiali piekarze?

Pomimo takiej konkurencji, piekarze na ogół byli ludźmi majętnymi. Inwestowali w swoje zakłady, w nieruchomości, a także... Pierwszym posiadaczem prawa jazdy w Toruniu i jednym z pierwszych właścicieli aut w mieście był właśnie piekarz - Antoni Kamulla. Pan Antoni kupił auto w 1905 roku, jego triumfalny przejazd po mieście został uwieczniony na zdjęciu i opisany we wspomnieniowym artykule opublikowanym na łamach "Słowa Pomorskiego" w 1932 roku.

"Samochód ten miał silnik o sile 9 koni a rozwijał „niesłychanie” zawrotną (na owe czasy) szybkość 40 km. na godzinę - czytamy. - Pionierem automobilizmu w Toruniu był właściciel piekarni p. Antoni Kamula, którego widzimy na obrazku przy kierownicy. Obok siedzi właściciel fabryki pierników p. Ruchniewicz. Na siedzeniu w głębi pp.: Kamulowa i Ruchniewiczowa, a w środku pewien właściciel restauracji, Niemiec.

Jak opowiada p. Kamula, każde ukazanie się tego wozu w mieście bądź na szosie wzniecało panikę wśród koni: wywracanie się wozów do rowów i ponoszenia przez konie było na porządku dziennym, tak, iż nieraz na szosie, ujrzawszy daleka zaprząg konny, p. Kamula musiał swój samochód zatrzymać, by przeczekać, zanim konie przejadą. Miał p. Kamula nawet wypadek przejechania: na szosie dziewczynka z przestrachu, na widok takiego „potwora” dostała się pod samochód, na szczęście jednak pomiędzy koła, zaś dzięki wysokiemu umieszczeniu podwozia, samochód przejechał nad dzieckiem, nie wyrządziwszy mu żadnej krzywdy.

Pierwsze w Toruniu przez władzę policyjną wydane pozwolenie (4.12.1905 r.) na prawo jazdy samochodem opiewa (po niemiecku oczywiście, że: „…Antoni Kamula z Torunia jest obeznany z maszynowymi urządzeniami wozu silnikowego i umie w zupełności z niemi się obchodzić”.

Warto przeczytać

"Słowo" napisało, że był to pierwszy samochód, jaki pojawił się w Toruniu, co akurat nie było prawdą. Pierwsza "dorożka bez koni", jak ją nazwała toruńska prasa, zaparkowała przed hotelem "Pod Orłem" w roku 1894.

POlecamy

Wielka strata

Na początku lat 30. w Toruniu działało prawie 70 piekarni. Kilka z nich przetrwało do dziś, choć tu niestety miasto nasze poniosło ogromną stratę, po 99 latach istnienia, w tym 87 latach na ul. Mickiewicza, została zamknięta piekarnia państwa Psutych. Nie będzie już pysznego chleba, nie będzie już pięknych wystaw. Nić rodzinnej tradycji związana z jednym miejscem od pokoleń została zerwana. Taka ciągłość również ma ogromną wartość, bo chociaż najstarsze toruńskie piekarnie działają od początku XX wieku, to ich właściciele się zmieniali.

Która toruńska piekarnia jest najstarsza?

Najstarszą toruńską piekarnią rodzinną będzie zapewne ta przy ul. Wiązowej.

- Piekarnię kupił w 1926 roku dziadek mojego męża, Jan Pyszora, który wcześniej miał piekarnię w Gniewkowie - mówiła nam kiedyś Ewa Żak, strażniczka i kontynuatorka rodzinnych tradycji - Przed wojną sprowadził z Wiednia piec, który służy nam zresztą do dziś.

Do dziś również zachował się druk zamówienia. Jan Pyszora za nowe urządzenie zapłacił w 1928 roku firmie Werner & Phleiderer 10.500 złotych. Tyle samo kosztował wtedy holownik rzeczny, albo dwa samochody. Dla porównania, nauczyciel zarabiał w tamtych czasach miesięcznie niecałe 200 złotych.

Trwa głosowanie...

Czy wciąż przestrzegasz reżimu sanitarnego?

Początki piekarni przy Wiązowej sięgają jednak znacznie głębiej w przeszłość. Chleb był w tym miejscu wypiekany już w 1908 roku, kiedy to mistrz piekarski Leon Nawrocki przeniósł się z pieczeniem do pomieszczenia specjalnie w tym celu wybudowanego na podwórzu. Wcześniej piekarnia działała zapewne w piwnicy.

W czasach PRL piekarnia przy Wiązowej była przez wiele lat zamknięta. Bez przerwy działała natomiast znajdująca się po sąsiedzku piekarnia przy ul. PCK. Zbudował ją, wraz z kamienicą, mistrz piekarski Johan Lucht koło 1905 roku. Od roku 1986 pyszne pieczywo i słodkości wypiekają tu państwo Olczykowie.

Kiedy powstała piekarnia przy Szczytnej?

Ostoją rodzinnej tradycji, a zarazem symbolem smutnych losów pomorskich rzemieślników jest piekarnia przy ul. Szczytnej. Jej przedwojenny właściciel, Antoni Kowalski, w 1945 roku poszedł witać chlebem wkraczających do Torunia Rosjan. "Wyzwoliciele" chleb wzięli, piekarza jednak aresztowali i wywieźli na wschód, skąd Antoni Kowalski już nie wrócił.

- Piekarnię, którą dziadek prowadził od 1937 roku, Rosjanie zajęli i zaczęli w niej piec chleb dla szpitala znajdującego się w pomieszczeniach pobliskiego liceum - opowiadał nam w 2014 roku jego wnuk Wojciech Kowalski. - Babcia nie miała tam prawa wstępu, razem z czwórką dzieci została bez środków do życia. Rosjanie odeszli, co jednak niczego nie zmieniło. Piekarnia została przejęta przez Społem.

Na Szczytną Kowalscy wrócili dopiero w 1990 r. Sklep przy piekarni, poza handlową, pełni dziś również funkcję izby pamięci. Wiekowe urządzenia, butelki z esencjami używanymi do wypieków w latach 30. i zdjęcia. Na nich Antoni Kowalski, piekarz, który poza pieczywem wyrabiał też słynne pierniki „brukowce”. Stoi przed piecem swojej piekarni przy ul. Szczytnej, tym samym, w jakim dziś chleb piecze jego wnuk.

Przedwojenny piec jest również skarbem piekarni Grochowalskich przy ul. Podmurnej. Trafia do niego pieczywo przygotowane według przedwojennych receptur. Piekarnia jest mekką smakoszy nie tylko z Torunia.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mokre

szkoda, że Tubylcy i tak wolą chemio-pieczywo w postaci nadmuchanych gotowców od obcych: u Owada - w biedronce, lidlu, aldiku.....

Dodaj ogłoszenie