Trzeba zdjąć beret

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Są takie momenty, że naprawdę trzeba zdjąć beret. I pochylić się z pokorą do samiutkiej ziemi. I to nie dlatego, że tak wypada, ale z czystego szacunku.

Są takie momenty, że naprawdę trzeba zdjąć beret. I pochylić się z pokorą do samiutkiej ziemi. I to nie dlatego, że tak wypada, ale z czystego szacunku. Bo człowiek, któremu się kłaniamy, to nie jakiś ślizgacz paru sezonów, ale ktoś, kto coś tam zmajstrował dla paru generacji. W minionym tygodniu Kora, czyli Olga Jackowska, hucznie świętowała sześćdziesiątkę. No to panie i panowie, berety z głów. I to nie tylko za to, co zrobiła z naszą muzyką w latach 80., ale i za formę, którą trzyma. A w takiej formie, w jakiej jest teraz, nie była od dawna.<!** reklama>

To zresztą ciekawe, że Kora, jak i cały Maanam z Markiem Jackowskim od zawsze byli trochę nie z tej bajki. Nawet wtedy, kiedy wypełniali publiką kilkadziesiąt hal w miesiącu. Już w momencie rockowego boomu lat 80. należeli przecież do tej poprzedniej, hippisowskiej, a nie punkowej generacji. Tyle że Maanam na koncertach był tak energetyczny, że zaprawieni w pogo punkowcy wysiadali. Wtedy zresztą w powodzi - co tu dużo gadać - prostego rocka i prostych śpiewów (nieważne, czy o prywatkach, czy o tym, że nie damy się) Maanam częstował nas poezją. A że była to poezja, przekonuje nas to, że większość tamtych tekstów czuć naftaliną, a teksty Maanamu są wciąż świeżutkie.

Oczywiście, trudno kwitnąć na topie przez parę dekad. Kora miała też momenty, kiedy zaczynała lekko niepokoić nie tylko fanów. Muzyka zrobiła się nudnawa, a jej niektóre działania z nowym partnerem, Kamilem Sipowiczem, budziły, delikatnie mówiąc, rozbawienie. Pamiętacie choćby te ich malarskie eksperymenty?

Kora mogła więc dalej żyć sobie w cieniu dawnej sławy, realizując się spokojnie w pisaniu życiowych mądrości i co jakiś czas ruszać w trasę, bo przecież jej muzyka wciąż ściąga odbiorców. No, jeszcze mogła używać swojego autorytetu do udziału w ważnych dyskusjach, jak ostatnio w osobistej krucjacie przeciwko księżom pedofilom.

I dlatego skóra mi ścierpła, kiedy usłyszałem, że będzie jurorką w „Must Be the Music”. Bo zanosiło się na to, że legenda Kory - chyba największej artystki w świecie naszego rocka - zostanie pożarta przez format. I Kora będzie jakąś kolejną Beatą Tyszkiewicz, plotącą nieważne rzeczy, żeby było miło i sympatycznie. I żeby przyciągnąć do programu „swojego” odbiorcę.

I co? I okazuje się, że skóra mi cierpła bez powodu, bo w nowej roli Kora okazała się znakomita. Wie, o czym mówi, kiedy trzeba jest ostra, kiedy trzeba, cieplutka - no i stała się gwiazdą najlepszego jury wśród tegorocznych talent shows. No i jeszcze ten wygląd - nie mizdrzącej się, nie podrasowywanej chirurgicznie, ale po prostu pięknej kobiety w średnim wieku. Trudno się nawet do czegokolwiek przyczepić.

Jak wyczytałem ostatnio w jakiejś kolorówce, Kora świętowała sześćdziesiątkę przy muzyce The Doors, Sex Pistols i oczywiście Maanamu. Można wybrać lepszy zestaw? Cóż, po prostu trzeba zdjąć ten beret.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie