Trzy palce, język i zawał

Zbigniew Juchniewicz
We wsi w pobliżu Brodnicy oficjalnie nikt nie chciał rozmawiać o tym, co się stało podczas mszy, odprawionej 14 sierpnia 2000 roku o godz. 19.

We wsi w pobliżu Brodnicy oficjalnie nikt nie chciał rozmawiać o tym, co się stało podczas mszy, odprawionej 14 sierpnia 2000 roku o godz. 19.

W wiejskim ceglanym kościółku proboszcz udzielał komunii świętej. Gdy zbliżył się do Zofii Karczewskiej: „Włożył jej trzy palce do ust, a następnie szarpnął za język powodując jego skaleczenie” - napisał jeszcze tego samego wieczoru w zawiadomieniu do policji jej syn, Krzysztof. Policja przyjęła zawiadomienie i wszczęła dochodzenie.

<!** reklama>Po tym zdarzeniu kobieta zasłabła i upadła na posadzkę. Na pomoc rzuciły się najbliżej stojące sąsiadki, które cuciły omdlałą. Karczewska usiadła na kościelnej ławce. Po chwili zaczęła się skarżyć na silny ból w klatce piersiowej. Pogotowie przewiozło ją do nowomiejskiego szpitala, gdzie stwierdzono rozległy zawał mięśnia sercowego. Tylko natychmiastowa fachowa pomoc uratowała kobiecie życie. Po trzech tygodniach i jednym dniu została wypisana ze szpitala.

Zrobił wiele złego

W gospodarstwie Karczewskich nikt nie chce rozmawiać o tym zdarzeniu. Syn Krzysztof uważa, że już dostatecznie wiele narobił sobie złego, składając zawiadomienie na policji.

Krzysztof uważa, że dla kościoła zrobił nawet więcej niż inni mieszkańcy wsi. Gdy po śmierci poprzedniego nie było jeszcze nowego proboszcza, codziennie jeździł do Nowego Miasta Lubawskiego i przywoził księdza. Gościli go w domu, wieczorami odwoził. Tak było przez wiele tygodni. Nikt go wtedy nie pytał o zapłatę, a tylko ze zdziwieniem patrzył, skąd u niego tyle samozaparcia do niesienia bezinteresownej pomocy.

Poprzednio wszystko układało się jak należy. Tak jak inni gospodarze dzierżawiący kościelną ziemię, Krzysztof raz w roku płacił poprzedniemu proboszczowi podatek. I wszystko grało. Gdy dwa lata temu nastał nowy proboszcz, który przyjechał z Torunia, początkowo także nic nie wskazywało na to, aby cokolwiek mogło popsuć atmosferę. Każdy robił i pomagał jak tylko mógł.

Ktoś uprzedził proboszcza

Inni są bardziej otwarci, ale też chcą pozostać anonimowi. - Siana na łąkach by chyba nie starczyło, żeby zatkać usta wszystkim kłamcom i obłudnikom - twierdzi jeden z mieszkańców wsi.

Kościół jest zadbany, wybrukowany dziedziniec, a obok za płotem stoi plebania. Solidne, nowe drewniane drzwi, markowy zamek antywłamaniowy. Dzwonek. Po krótkiej chwili drzwi otwiera kilkunastoletni chłopak: - Proboszcz nie będzie z panem rozmawiał. Trzask drzwi. Ponowny dzwonek. - Proszę przekazać proboszczowi, że przyjechałem do niego specjalnie z Torunia, aby się dowiedzieć, o co chodzi we wsi. Ponowne trzaśnięcie drzwiami. Nie będzie rozmowy.

Okazało się, że poczta pantoflowa działa we wsi wyjątkowo sprawnie. Kilka minut wcześniej zapytałem przez sklepem o plebanię i ktoś natychmiast uprzedził proboszcza.

Przed sklepem kilku mężczyzn w deszczowe przedpołudnie leniwie popija piwo. Nie chcą rozmawiać. - Bo o czym tu gadać? Wieś, jak każda inna, ludzie też, każdy inny.

P.S.: Nazwisko bohatera zostało zmienione.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie