Tylko głowa nie ta

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Jest taki jeden typ bohaterów popkulturalnych szołów, których popisy widzowie oglądają z zapartym tchem, choć pewnie nie powinni. To ludzie, którzy czegoś tam nie umieją. Nie dają sobie rady, nie mają talentu, starają się, aż pot z nich ścieka, a i tak wypadają żałośnie, bo głowa nie ta.

<!** Image 1 align=left alt="http://www.express.bydgoski.pl/img/glowki/zaluski_mariusz.jpg" >Jest taki jeden typ bohaterów popkulturalnych szołów, których popisy widzowie oglądają z zapartym tchem, choć pewnie nie powinni. To ludzie, którzy czegoś tam nie umieją. Nie dają sobie rady, nie mają talentu, starają się, aż pot z nich ścieka, a i tak wypadają żałośnie, bo głowa nie ta. Takich delikwentów dobrze jest poutykać w każdej audycji - stanowią świetną przeciwwagę dla tych, którzy potrafią. Ale dzisiaj spory kawał Polski dyskutuje o programie, zmajstrowanym specjalnie dla tych, którzy nie tylko nie umieją, ale przez swoje nieudacznictwo dzień w dzień grożą bliźnim śmiercią.

A swoją drogą: dlaczego tak nas interesuje oglądanie tych, którym nie idzie? Jak zwykle dlatego, że coś tam możemy ugrać dla siebie - jakoś podleczyć własne kompleksy, odkryć, że z nami nie jest najgorzej, poczuć tę perfidną satysfakcję, że inni niby tacy wielcy, a tak naprawdę czasami tacy mali.

<!** reklama>No a poza tym przywykliśmy. W teleturniejach kręcą się ludzie porażający swoją głupotą. W programach publicystycznych produkują się politycy plotący bzdury jak nakręcone gdzieś w partyjnych sztabach kukły. W teleszołach mamy gwiazdki, próbujące śpiewać, a tak naprawdę wyjące niemiłosiernie, bo ni słuchu, ni głosu. I to wszystko bez cienia refleksji, że może po prostu nie za bardzo wypada pchać się na afisz, jak talentu nie staje. Takie czasy.

Jest jednak taki program, który stawia tylko na takich herosów. Nazywa się „Najgorszy polski kierowca” i pokazują go w telewizji Puls, która miała podobno zrewolucjonizować nam rynek TV, ale na razie budzi raczej zakłopotanie, że wielki Rupert Murdoch, współwłaściciel tej stacji, zafundował nam coś tak cienkiego.

Tak więc w „NPK” gromadka delikwentów, którzy mają prawa jazdy od pewnego czasu - zgłoszona przez przerażonych nimi członków rodziny i znajomych - popisuje się swoimi antytalentami kierowców. Całkiem na poważnie. Dostają niezbyt przyjemne zadania szofera: parkowanie w trudnym miejscu czy manewrowanie na zatłoczonym parkingu. No i oglądamy takie cudeńka, że dech zapiera. Moją ulubienicą w drugiej edycji jest rozchichotane dziewczę, obtłukujące wszystkie pojazdy dookoła i zawsze kwitujące to okrzykiem „ja w nikogo nie uderzyłam!”. Rozumiem, że pannica w „realu” też obtłukuje i do winy się nie poczuwa, no bo po co ktoś zaparkował obok niej.

Program jest nieźle realizowany, Stefan Friedmann prowadzi go z jajem. Tyle że tak właściwie rzecz cała powinna budzić grozę, a nie wesołość. Bo ktoś tych ludzi uczył jeździć, ktoś ich egzaminował, koś dał im prawo jazdy. Aż się prosi o suplement po każdym odcinku - pokazujemy szkoły jazdy, które zafundowały nam taką grozę na ulicach, poznajemy panów instruktorów i egzaminatorów, którzy zbolałym głosem tłumaczą, dlaczego dali prawko komuś, kto ma problem z wrzuceniem „jedynki”. No ale cóż, albo byłby to program kryminalny, albo kolejna audycja o tych, co po prostu nie umieją.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie